Bartosz Olszewski: „Teraz Marcin Lewandowski, później Mo Farah”


Opublikowane w pon., 14/10/2013 - 14:38

Bartosz Olszewski i Marcin Lewandowski na mecie

Gdy Bartosz Olszewski wpadał w niedzielę na metę „Wybiegaj Sprawność”, na twarzy miał wielkie zmęczenie i jeszcze większy uśmiech. Za swoimi plecami zostawił bowiem Marcina Lewandowskiego – najlepszego obecnie naszego 800-metrowca, który dołączył do uczestników imprezy. W rozmowie z naszym portalem członek  grupy biegowej Warszawiaky potwierdził, że 2013 rok jest dla niego wyjątkowo udany.

Na „rozkładzie” masz nie byle kogo, bo Marcina Lewandowskiego. Ciężko było z nim wygrać?

(śmiech) Gdy zobaczyłem na starcie Marcina, to pomyślałem, że jest w fazie roztrenowania, więc nie będzie biegł na sto procent. I być może to moja jedyna szansa w życiu, by z nim wygrać. Postanowiłem więc od początku dystansu „cisnąć” ile dam rady, bo wiedziałem, że na finiszu nie miałbym żadnych szans. Tak też ten bieg się ułożył.

Prowadziłem bieg i w połowie dystansu Marcin zaczął lekko zostawać. Ale wciąż czułem jego oddech, był za mną maksymalnie 50 metrów. Do końca więc biegłem ile sił. Chyba na żadnych zawodach „nie wyplułem płuc” jak tu. Jednak radość jest niesamowita. Nie tyle z samego zwycięstwa, co z uczucia pokonania Marcina Lewandowskiego.

Widziałem, że jeszcze rozmawialiście na linii startu przed biegiem. O czym dyskutowaliście?

Pośmialiśmy się trochę. Zapowiedziałem też, że będę atakował ile sił. Na mecie też sobie pogratulowaliśmy i wymieniliśmy kilka zdań. Warto było tu przyjechać.

Te zawody to oprócz możliwości rywalizacji z mistrzem także akcja charytatywna. Jak Ty podchodzisz to takich biegów?

Znam się z Januszem Bukowskim od dawna. On „działa” w Warszawie chyba na wszystkich biegach. Z tego co pamiętam, zaczęło się od zbierania korków. Oceniam tę imprezę bardzo pozytywnie. U nas to dopiero rozkwita, ale np. w Londynie większość osób biega w celach charytatywnych. My przecież i tak biegniemy, a jeśli jest możliwość zebrania pieniędzy, to jest to super sprawa. Oby więcej takich biegów.

Jakie starty planujesz jeszcze w tym roku?

Moim docelowym startem był Maraton Warszawski. Szybko jednak zregenerowałem się po tej imprezie. Rok temu biegłem maraton w Lozannie i udało mi się wygrać. Teraz pewnie wystartuje w Lucernie. Po tym zrobię sobie trzy tygodnie wolnego od biegania, bo już psychicznie czasami nie daję rady, gdy muszę wyjść na ciężki trening. Jeśli będzie mi się nudziło, to wyjdę i pojeżdżę na rowerze. Albo pójdę na siłownię. Ale tak naprawdę od roku nie miałem przerwy od biegania, więc przyda się chwila wolnego.

Jakiego znanego sportowca chciałbyś mieć teraz na „rozkładzie”?

Mo Faraha (śmiech)!

Rozmawiał Robert Zakrzewski

     

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce