Festiwal 2013: Mnóstwo konkurencji i uczestników, mnóstwo biegowej frajdy


Opublikowane w czw., 26/09/2013 - 09:36

- Jak pisałem w jednej z moich poprzednich relacji, IV Festiwal Biegowy Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdrój znów miał być niepowtarzalny. Wiedziałem, czego mogę się spodziewać, mając doświadczenia z poprzednich pobytów w Krynicy. Wiedziałem też, że organizatorów stać jest na jeszcze więcej. Jednak to, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy, przeszło nasze najśmielsze wyobrażenia – pisze Jan Nartowski, Ambasador naszej imprezy. 

Ponad 6 tys. przybyłych zawodników, rozbudowane miasteczko festiwalowe na deptaku, panele i spotkania dyskusyjne, no i przede wszystkim niesamowita liczba konkurencji biegowych, których naliczyłem aż 31, poczynając od najkrótszych dystansów dla dzieci, poprzez nordic walking i biegi długodystansowe, 10 i 42 km ze sztafetą maratońską, aż do górskich biegów ultra 36/66/100km. Do tego Mistrzostwa Świata w Biegach Górskich, niestety tylko dla reprezentacji krajowych, chociaż na pewno znalazłoby się masę śmiałków wśród amatorów.

Ponieważ Festiwal trwa 3 dni, jest możliwość startów na różnych dystansach. Można wybrać 2-3 biegi dziennie, a nawet biegać w nocy i przed świtem. Jednym słowem, każdy może znaleźć coś odpowiedniego dla siebie.

My przyjechaliśmy do Krynicy we czwórkę: Janusz jako kapitan naszej warszawskiej drużyny, do tego Darek, Heniek  i ja z naszym nowym projektem „Apteka Mikstura”, który miał oficjalnie zadebiutować na Festiwalu. Niestety korki w Warszawie i w Krakowie spowodowały, że dojechaliśmy dość późno i piątek był już właściwie stracony. Pierwszego dnia Festiwalu pokręciliśmy się więc trochę po deptaku, wyłuskując z tłumu znajomych i zawierając nowe znajomości, a później poszliśmy zobaczyć końcówkę meczu piłkarskiej reprezentacji Polski z Czarnogórą, co okazało się oczywistą stratą czasu.

W sobotę mamy zaplanowany bieg na 10 km – Życiową Dziesiątkę TAURONA. Jest bezchmurnie i bardzo ciepło. Startuje prawie 2 tys. zawodników w tym wiele znanych osób. O 12:00 następuje start, jest duży tłok, a ponieważ  zaczynam ze środka stawki pierwszy kilometr z tempem ponad 5 min/km jest właściwie stracony. Później robi się już luźniej i można przyspieszyć. Pomimo, że biegniemy w dół do Muszyny, nie jest lekko. Z nieba leje się żar a na jezdni jest mało cienia. Kibice dopingują nas na trasie, zwłaszcza w Muszynie. Od początku biegu czuję, że to nie będzie dla mnie rekordowy bieg. Temperatura podwyższa mi znacznie tętno do 162 bps i czuję, że nie powinienem więcej przyspieszać.

Ostatecznie finiszuję wśród wiwatującej publiczności na rynku w Muszynie ze znośnym czasem 44:26,37. Mam najlepszy czas w drużynie. Życiówka będzie musiała poczekać na lepszą okazję. Autobusem wracamy do Krynicy i już myślami jesteśmy przy niedzielnym maratonie.

Resztę dnia spędzamy wśród biegaczy, dopingując finiszujących na deptaku ultramaratończyków, którzy są na trasie od godz. 4:00 rano. Cieszymy się gdy przybiega ktoś znajomy. W międzyczasie cały czas rozgrywane są jakieś konkurencje biegowe na różnych dystansach. Naprawdę można się tu wybiegać aż do pełni szczęścia.

A wieczorem losowanie Fiata Pandy i koncert rewelacyjnej Budki Suflera. Nie wiem czy to sentyment do rytmów młodości czy Oni rzeczywiście są tacy dobrzy, grunt że publiczność dobrze się bawiła do późnej nocy.

W niedzielę wczesna pobudka i lekkie śniadanie, to już nie są żarty. Znamy doskonale trasę Koral Maratonu, przepociliśmy tu kilka koszulek, a podbiegi na Jastrzębik i Romę mogą zniechęcić nawet naprawdę twardych biegaczy.

Start następuje o 8:30, to znacznie lepiej niż wczoraj, nadal jest bezchmurne niebo, jednak czuć powiewy chłodnego wiatru. Na wszelki wypadek smaruję się przed startem kremem przeciwsłonecznym. Pierwsze 10 km biegniemy w dół sobotnią trasą życiowej „dychy”. Muszę się pilnować, żeby mimowolnie nie przyspieszać za bardzo w dół, to przecież dopiero początek maratonu.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce