FSZP: Dariusz Kaczmarski - Dlaczego nikt w Polsce nie biega szybko 5 i 10 km?


Opublikowane w czw., 12/09/2019 - 10:59

Spotkanie z Dariuszem Kaczmarskim, zatytułowane „Dlaczego nikt w Polsce nie biega szybko 5 i 10 kilometrów?” miało, zgodnie z przewidywaniami, bardzo burzliwy przebieg i wzbudziło emocjonującą dyskusję. Oto główne tezy wygłoszone przez prelegenta Forum Sport-Zdrowie-Pieniądze i ich rozwinięcie.

– Człowiek szkolony centralnie za moje pieniądze biega „piątkę” w 14:30 min., dziewczyna w 16:30... Coś jest nie tak. Co to są za wyniki?! Jak nie zaczniemy dyskusji w środowisku, to będzie źle. Rozjechalo nam się bieganie amatorskie i zawodowe. Źle poprowadziliśmy biznesowo i wizerunkowo nasze bieganie. Gdyby zrobić ankietę na FB kim są Panfil czy Szost, kto jest rekordzistą Polski – to może 30% biegaczy by wiedziało!

Medale na imprezach mistrzowskich daje nam rzut młotem, który jest konkurencją niszową. Uprawia go na poważnie 5 czy 6 państw, a amatorsko, oczywiście, nikt. „Obrót” z punktu widzenia biznesowego jest w bieganiu. Chodzi o to, żeby zadowoleni byli: rzesza amatorów i kilku-kilkunastu zawodowców na najwyższym poziomie. Musi być system pozwalający rosnąć obu tym segmentom. A tymczasem... bieganie amatorskie rośnie, podczas gdy zawodowe na dłuższych dystansach ma się bardzo słabo.

Bieganie to świetny rynek, dzięki któremu powinien rosnąć także poziom wyczynowców. Bo oba te aspekty biegania muszą być razem. Bez Szosta czy Panfil nie będzie amatorów. I odwrotnie. Nasze wladze tego nie widzą, nie wiedzą, jak to ma wyglądać. Nie ma systemu szkolenia w biegach.

W USA nie rzuca się młotem, bo to konkurencja niszowa, amatorzy nie rzucają. Ludzie za to biegają – a wyniki i medale w biegach przyciągają do biegania kolejnych chętnych.

W Polsce nie ma żadnego systemu w bieganiu. Zajęli się nim amatorzy. Imprezy biegowe organizują najczęściej amatorzy, którzy nie wiedzą, na czym bieganie polega i nie znają ekonomii. Oni nie interesują się biegami.

Jeśli się nie biega 5 i 10 kilometrów – to się nie biega w ogóle! Rekord Polski na „dychę” pochodzi z lat 70. Masakra! Nie wstyd wam?! Świat od tamtej pory biega 1,5 minuty szybciej, a my – tyle samo wolniej. Powodem do dumy i przepustką do kadry narodowej jest wynik 28:30! No, bez jaj!

To nie jest wina zawodników i nawet nie trenerów. To ludzie na górze od lat nie potrafią stworzyć systemu „produkującego” zawodników! Trenerzy muszą zajmować się duperelami nie mającymi żadnego znaczenia. Presja tłumu powoduje, że nie ma presji na wyniki!

Dlaczego, na przykład, jedna złotówka z wpisowego na bieg nie jest przeznaczana na zawodników, którzy na imprezie mistrzowskiej powalczą o medal? Bo nie chcą tego biegacze! Nie zgadzają się na taka dopłatę! „Na PZLA nie damy” - mówią. Ale na jakie PZLA?! To ma być dla zawodników! Szkoda mi tego. Amerykanie czy Brytyjczycy taki system już dawno wymyślili. A u nas nikt o tym nie chce nawet rozmawiać.

Nie ma praktycznie biegów przełajowych. Dlaczego? Przecież bez przełajów nie ma biegania na 5 i 10 kilometrów.

Szkolenie trenerów. Kolejny temat-rzeka... Wiodący wciąż są trenerzy Wąsowski czy Jakubowski, a oni mają już swoje lata. Natomiast młodzi trenerzy się nie uczą. Nie mają wiedzy na temat nowoczesnych metod, nowoczesnych badań.

Tu włączył się w dyskusję obecny na sali Henryk Szost, rekordzista Polski w maratonie, który kilka godzin wcześniej był najszybszym Polakiem na trasie Życiowej Dziesiątki (zajął drugie miejsce w czasie 28:55): – Zgadzam się praktycznie ze wszystkim, co powiedziałeś. Temat trzeba zacząć od góry, tego, co od zawsze dzieje się w PZLA. My maratończycy nie mamy żadnego sensownego szkolenia. Są tylko akcje typu Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Świata. W związku mówią:„Damy wam 2-3 obozy, ale musicie zrobić minimum”. To minimum jest najczęściej bardzo wysokie. Wypruwamy więc sobie flaki, a potem nie mamy siły na imprezie głównej. Trzeba też dodać, że my szkolimy szkolimy się głównie nie za pieniądze podatnika, tylko wojska. Gdyby nie wojsko, to nie byłoby w Polsce biegów długich i maratonu!

Henryk Szost kontynuował: – Chciałbym pobiec na stadionie 5000 i 10000 metrów. Ale nie mam z kim, bo kluby nic nie dają za medal MP. Przez to mało kto biega długie dystanse na stadionie. Ja medal MP mogę, przepraszam za wulgaryzm, w tyłek włożyć, bo on jest w kraju nic nie warty! Dostaję medal i uścisk ręki prezesa. Na co mi ta ręka, na co mi ten uścisk, skoro za medal MP nie mam nawet obozu! Dlaczego zatem ludzie mają się szkolić do biegania 5 i 10 tysięcy metrów? Wolą pojechać na bieg uliczny na 5 czy 10 km, gdzie mogą zarobić jakieś pieniądze.

Dariusz Kaczmarski: – Bardzo bym chciał, żebyście po tym spotkaniu mieli refleksję: 1) najważniejsza jest struktura, 2) nie ma systemu. Gdyby nie starzy trenerzy, w Polsce nie byłoby teraz biegania.

Henryk Szost: – Polska szkoła treningowa doszła kiedyś do pewnego niezłego poziomu i... stanęła. Teraz, gdybym chciał zmienić trenera, nie miałbym w Polsce do kogo pójść! Jak zwróciłem się do trenera Króla to powiedział, że trening maratoński jest banalny i tak mnie załatwił, że po 15 km maratonu miałem dosyć! Trening maratoński nie jest banalny, trzeba go cały czas unowocześniać!

Wanda Panfil, jedyna polska mistrzyni świata w maratonie (1991): – Jak tylko zaczęłam zarabiać pieniądze na bieganiu wyjechałam z kraju i przestałam mieć cokolwiek wspólnego z PZLA. Na szczęście! Takie nasze gadanie tutaj niczego nie zmieni, trzeba z tym iść do góry i tam musi się coś zmienić.

Janusz Wąsowski, trener, szkoleniowiec Yareda Shegumo: – Jestem trenerem centralnego szczebla od 30 lat, zgadzam się z tym, co powiedziano i wiem, że gadanie jednej osoby niczego nie zmieni. Na działanie PZLA dam jeden przykład: kiedyś trzej moi zawodnicy na jednych zawodach pobiegli bardzo szybko i nikt się w ogóle tym nie zainteresował, nie przyszedł, nie zapytał, nie rozmawiał. Wszyscy mieli w nosie to, jak grupa zawodników jednego trenera osiagnęła świetne wyniki.

Dariusz Kaczmarski: – Jak nie będziecie biegać szybko 5 i 10 kilometrów – nie będziecie nigdy dobrze biegać półmaratonu i maratonu! Za dużo jest organizowanych biegów bardzo długich, które generalnie są niedobre dla zdrowia, a za mało tych, które kształtują szybkość i dobre bieganie, czyli na 5 i 10 km. Po co robić tyle maratonów i wydawać miejskie pieniądze na Kenijczyków?! Zamiast w każdym, nawet małym mieście, robić maratony i wywalać pieniądze, skupcie siły i zróbcie kilka dobrych, za to mocnych i dobrze opłaconych, żeby chcieli w nich startować najlepsi i była mocna konkurencja.

Wystarczyłaby jedna ustawa, żeby pieniądze publiczne na działaność sportową musiała być akceptowana przez jakiś instytut sportu. Nie mogą o wydawaniu pieniędzy na sport decydować ludzie, którzy się nie znają na sporcie, a tacy najczęściej organizują imprezy biegowe.

Czemu, zamiast biegać 5 i 10 km, uciekacie w góry, czy w przeszkody? Bo boicie się porównywać, bo nie chcecie pocierpieć w szybkim bieganiu. Spróbujcie pobiegać szybko na piątkę i dychę, a zobaczycie, jak z tego pobiegniecie maraton! Trenujcie piątkę i dychę, a potem 5-6 tyg. do maratonu i osiągnięcie wynik na długim dystansie. Ale to muszą zarządzić ministerstwo sportu i PZLA, nakaz musi przyjść z góry. Wtedy za 5-6 lat na igrzyskach będziemy zdobywać medale albo przynajmniej zajmować wysokie miejsca w biegach długich! Musimy mieć sukcesy, wyniki, medale, żeby byli bohaterowie, a wtedy młodzi będą mieli przykład!

Dlaczego pieniądze publiczne na biegi mają iść przez wojsko? Wojsko niech mnie broni! A szkoleniem biegania niech się zajmie ministerstwo sportu.

Jest mi wstyd na zawodach, jak widzę poziom polskiego biegania.

Pytanie z sali: – Jestem biegaczem-amatorem, maraton biegam lekko powyżej 3h, a nie w 2:10 czy 2:15. Wszystko, co tutaj usłyszałem, jest – uważam - kierowane do zawodowców, a tu na sali większość z nas to amatorzy. Ja bym chciał usłyszeć, jak mam trenować, żeby dobrze, szybko biegać 5 i 10 km?

Dariusz Kaczmarski: - Najkrócej mówiąc: trenujecie za dużo i za wolno. Większośc biegaczy się „zajeżdża”, nie ma potem siły na szybkie bieganie na zawodach. Powinniście biegać mniej, za to szybciej. To jest generalna zasada. 200 km w tygodniu? Po co?! Tak się trenowało 30 lat temu!

Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce