FSZP: Po co biegaczom - amatorom doping? Grzegorz Sudoł: „By pokonać sąsiada, ukończyć maraton, wygrać 500 zł”


Opublikowane w sob., 07/09/2019 - 14:07

– Doping to plamienie sportu, a dotyka zarówno profesjonalistów i amatorów. Trudno mi pojąć, dlaczego biegaczy się na niego decydują. To droga na skróty i ryzyko dla zdrowia – podkreślał Grzegorz Sudoł, trzykrotny olimpijczyk w chodzi sportowym podczas panelu na Forum Sport Zdrowie Pieniądze

Dopingu w profesjonalnym sporcie jest i nikogo nie trzeba o tym przekonywać. Nie brakuje afer dopingowych. Media informują wręcz o „fabryce dopingu” w Rosji, a wielu lekkoatletów z tego kraju nie może startować w oficjalnych zawodach.

– U zawodowych sportowców to plaga. Branie dopingu jest spowodowane nie tylko tym, że chcą być szybsi, skakać wyżej i dalej, ale nawet częściej tym ze względu na splendor czy pieniądze. Wielokrotnie pytano się czy sportowcy, którzy wiedzieliby, że wygrają a na dopingu nie zostaną złapani, to czy by się zdecydowali się go wziąć. I aż 86 procent powiedziało, że tak – podkreśla Grzegorz Sudoł. – Sport niestety jest splamiony dopingiem. To niekończący się wyścig między tymi co biorą, a tymi, co próbują łapać.

Sudoł odczuł bardzo boleśnie na własnej skórze, że doping może mieć też przykry wpływ na tych co nie biorą.

– Po pięciu latach dostałem brązowy medal za mistrzostwa świata w Berlinie. Byłem tam czwarty, ale okazało się, że jeden z chodziarzy brał niedozwolone środki. Dostałem medal w kopercie, ale okradziono mi z emocji, z podium. Zabrano mi też wydźwięk tego medalu. Być może miałbym szanse na sponsorów i mógłbym lepiej się przygotować do kolejnych startów. Emocje na podium rekompensują wyrzeczenia, czyli np. 240 dni poza domem – zaznacza Sudoł.

Trzykrotny olimpijczyk pozwolił sobie na dygresję i opowiedział też historię prowokacji. – Jeden z moich rywali notorycznie przed zawodami wysyłał sms do mojej żony z nieznanego numeru, że ją zdradzam. To były marne prowokacje, ale mogły prowadzić do problemów. Człowiek robi się nerwowy, nie ma spokoju przed startem i prowadzi do kłopotów z żołądkiem – przyznał Sudoł.

Jak się okazuje problem dopingu coraz mocniej dotyka też amatorów biegania czy innych sportów. – Choć nagrody są mniejsze, to jednak coraz więcej osób sięga po doping. W Krynicy są wybiórcze kontrole antydopingowej, ale wiele mniejszych biegów na to nie stać. Nie brakuje osób, których kusi wygrana 500 czy 700 zł albo wysokie miejsce w kategorii wiekowej też dające nagrody finansowe – mówi Sudoł. – Słyszałem, że amatorzy czasem biorą po to, by sprawdzić jak to jest, co to daje. Nawet nie po to, by wygrać. Biorą doping, by wygrać z sąsiadem, by ukończyć maraton, czy bieg ultra. Gdyby nie pomoc farmakologiczna, nie byliby w stanie tego zrobić, bo nie są do tego przygotowani – twierdzi.

By zobrazować problem dopingu wśród amatorów, Sudoł przedstawił wyniki ankiety z mistrzostw świata w triathlonie. – Na 3000 osób 20 proc. przyznało się do wzięcia dopingu. I to nie po tussipect, ale po drogi, trudno dostępny i też groźny dla zdrowia – mówi Sudoł. – Nie wiem co siedzi w głowie ludzie, którzy sięgają po doping na przykład po to, by wygrać bieg za 300 zł. Myślę, że chcą się popisać przed kolegami czy szefem, pojawić się na scenie i stanąć na podium.

Sudoł przyznaje, że niedozwolone substancje są coraz łatwiej dostępne. – Jest wielu trenerów personalnych wywodzących się z siłowni, którzy oferują, że można się wspomagać. Jeden z moich zawodników przesłał mi listę takich propozycji. Złapałem się za głowę, bo 1/3 była niedozwolona – przyznaje Sudoł. – Na dodatek wiele osób chce iść na skróty. Przychodzą do nas ludzie w styczniu i chcą w kwietniu pobiec w maratonie. To zwyczajnie niemożliwe. W naszym klubie spokojne, prawidłowe przygotowanie trwa dwa lata. I potem bardziej ufają znajomemu, którzy poprawił się na przykład o 15 minut w maratonie. Mówią: „Zobacz, wzięłam, biegam szybko i nic mi się nie stało”.

Co robić, by amatorzy nie decydowali się na wspomaganie się przed biegami? – Nawet prewencyjne wpisanie, że będzie wybiórcza kontrola antydopingowa już działa. Nikt i tak nie wie, czy rzeczywiście do niej doszło. Przy nagrodach rzędu 10–15 tys. złotych, kompleksowe badanie kosztuje około 1–1,5 tys. zł. To dużo, ale może warto po to sięgać – kończy Sudoł.

AK


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce