Jakub Para: "Finiszu na krynickim deptaku życzę każdemu"


Opublikowane w pon., 27/01/2020 - 13:44

Jakub Para z dystansem 100 km mierzył się trzykrotnie. Raz przegrał, ale dwa razy wygrał. W 2015 roku biegł z numerem 161. Do mety dobiegł w 15 godzin, 58 minut i 26 sekund. Cztery lata później wrócił na Bieg 7 Dolin. Nie wszystko poszło po jego myśli, ale znów udało się biec na krynicki deptak i po raz drugi zostać finiszerem. Tym razem pobiegł w 15:53:22.

Skąd pomysł, by w 2019 roku wybrać akurat Bieg 7 Dolin na 100 km? Wrócił pan na niego po czterech latach...

Jakub Para: - Zazwyczaj wracam na trasy, które już pokonałem. W 2019 roku padło akurat na Bieg 7 Dolin. Czasem jest to uzależnione od pracy, możliwości wyjazdu i najważniejsze, żeby nie kolidowało z rodzinnymi planami. Staram się jak najbardziej optymalnie wybierać starty w jednym sezonie. Zazwyczaj jest to 5 biegów w górach i dwie "setki".

Biegł pan B7D na 100 km trzy razy. Czym różniły się te starty?

Pierwszy w 2014 roku to było totalne wariactwo i rzucenie się na głęboką wodę bez odpowiedniego przygotowania. To się nie mogło udać. Rok później to był mój rewanż, który się powiódł. Przygotowałem się lepiej, przebiegłem dużo więcej kilometrów. W ubiegłym roku chciałem poprawić czas. To się udało, ale zamierzenia były ambitniejsze.

Jak to się stało, że przyjechał pan do Krynicy?

Festiwal Biegowy to pierwsza taka kompleksowa impreza w Polsce. Są różne dystanse, przyjeżdża mnóstwo biegaczy. Święto biegania, jakich mało w Polsce. To niesamowite, że cała Krynica jest opanowana przez biegaczy i wszyscy żyją tym festiwalem.​​

Mówi pan, że pierwszy start był na wariackich papierach. Do kolejnych już pan się jednak przygotował?

Od 2017 roku współpracuję z Miłoszem Szcześniewskim [też startuje w Krynicy – przyp. red.]. Postawiłem na taki wariant przygotowań, bo lubię być w rygorze treningowym. Mnie takie podejście mocno motywuje do regularnego treningu. Z Miłoszem łączą nas wyjątkowe relacje i uważam, że jest to dla mnie optymalna forma przygotowań do każdego sezonu. Mimo że traktuję biegi górskie, jako przygodę i moje czasy na poszczególnych zawodach nie są z czołówki, to jednak takie podejście jest niezbędne.

Dodał pan, że udało się poprawić czas, ale do końca nie jest pan zadowolony?

Start w 2019 roku to złożona historia. Niestety pewne okoliczności dnia codziennego zostały zachwiane (na własne życzenie) i miało to bezpośrednie przełożenie na start. Cierpiałem bardzo, byłem dobrze przygotowany, jednak organizm się zbuntował. Najtrudniejsze były pierwsze 30 kilometrów do Rytra. Koniec końców udało się minimalnie poprawić wynik z 2015 roku, choć w trakcie biegu się na to nie zapowiadało.

Mimo że organizm się zbuntował, to jednak dobre przygotowanie sprawiło, że potrafiłem przełamać kryzys. Od momentu kiedy się „wgramoliłem” trasą narciarską na Wierchomlę poczułem ulgę i zaczęło jakby mniej boleć. Ostatnie 10 kilometrów do Krynicy, to był biegowy flow.

Po kilkunastu godzinach udało się wbiec na metę i…?

W Krynicy to wyjątkowe i szczególne miejsce. Finiszu na krynickim deptaku życzę każdemu. Po pokonaniu górskiego biegu na 100 km zawsze smakuje wyjątkowo.

Festiwal Biegowy spełnił pana oczekiwania?

To absolutny top w Polsce. Pakiet startowy, mimo że jakoś specjalnie nie przywiązuję do niego wagi, był fajny. Dobrze jak w nim jest chociaż jedna pamiątka z danej imprezy. Wolontariat na najwyższym poziomie. Na punktach żywieniowych wszystko było optymalnie. Obsługa, odżywianie i nawadnianie na bardzo dobrym poziomie.

Startował pan w sporej liczbie biegów górskich. Jak na tym tle wypada Krynica?

Faktycznie w paru miejscach byłem. Uwielbiam biegi górskie w Polsce. Wszystkie odbywają się w ramach festiwali. Generalnie jestem zwolennikiem, aby to był jednak festiwal stricte górskich biegów. Jednak Krynica to wyjątkowa impreza i trzeba to przeżyć na własnej skórze.

AK


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce