„Jestem silna babka”. Przebiegła Bieg 7 Dolin 100 km, bo… przegrała zakład


Opublikowane w pon., 13/01/2020 - 03:03

– Festiwal przyciąga mnie tym, że czuję się w Krynicy jak w domu. Jest cudowna atmosfera, są niesamowici ludzie i organizatorzy – podkreśla Katarzyna Ślusarczyk, trzykrotna finiszerka Biegu 7 Dolin 100 km.

Za każdym razem na Festiwalu Biegowym biega pani akurat dystans 100 km. Co sprawiło, że za każdym razem wybierała pani właśnie ten dystans?

Katarzyna Ślusarczyk: – Zgadza się, to była moja trzecia wizyta w Krynicy i trzeci start w tym właśnie biegu.. Pierwszy raz był spowodowany tym, że założyłam się o coś, ale już nie pamiętam nawet o co ze znajomym i przegrałam. A stawką zakładu był właśnie bieg na 100 km i musiałam wystartować w Krynicy. Miałam mało czasu żeby się przygotować, bo tylko 4 miesiące i po ukończonym biegu stwierdziłam, że nigdy więcej nie wrócę do Krynicy. Tak jednak się nie stało, postanowiłam jeszcze raz spróbować sił i wystartować. Czułam niedosyt po pierwszej setce w moim życiu i stwierdziłam, że mogłam dać z siebie więcej i tak zrobię w kolejnym roku.

I to mi się udało. Byłam bardzo zadowolona z wyniku, bo te 100 km zajęło mi 14 godzin 3 minuty i 18 sekund. Mimo wielkiego bólu kolana dobiegłam w takim czasie i zajęłam 14. miejsce w kategorii open kobiet. Postanowiłam pobiec trzeci raz, bo do trzech razy sztuka i chciałam złamać 14 godzin, bo tak mało mi wtedy zabrakło. Niestety, nie udało się, ale satysfakcja została, że znów udało się dobiec do mety. Udowodniłam sobie, że jestem silną babką.

Właściwie nie biegam tylko w Krynicy, bo lubię robić to też w Górach Izerskich. Krynica podbiła moje serce i kocham to miejsce jak i Festiwal!

Skoro za pierwszym razem było mało czasu na przygotowania, to może w kolejnych latach były bardziej zaplanowane?

Sama dozuję sobie kilometraż i treningi. Przygotowania trwają rok poza, rzeczywiście, pierwszym startu. Wcześniej przygotowywałam się do zawodów tylko na dystansach do 15 km. Studiowałam AWF we Wrocławiu i byłam zrzeszona w klubie lekkoatletycznym. Długo biegałam średnie dystanse na zawodach lekkoatletycznych, więc potrafiłam dostosować trening do swoich potrzeb. Kocham biegać tam, gdzie mnie moje nogi zaniosą. Raz będzie to 5 km, a raz 25 km.

Coś różniło te wszystkie trzy starty?

Walka z trasą nie była łatwa. Dla mnie najgorsze były zbiegi, które mocno dawały w kość. W 2019 roku startowaliśmy tylko o innej godzinie, ale tak nie odczułam żadnej różnicy. Zawsze jest tak samo wesoło i gościnnie. Najtrudniej przychodzi walka z sama sobą. Kiedy głowa mówi już dość, każdy mięsień jest zmęczony i myśli się tylko, ile jeszcze do mety. Są kryzysy, ale nie wolno się im poddać. Najprzyjemniejsze w tym biegu na trasie są widoki, one motywują do biegu, bo człowiek jest ciekawy, jakie jeszcze będą krajobrazy gór.

A meta? Podobno ta w Krynicy jest magiczna?

Uczucie wbiegnięcie na metę po tylu godzinach to coś pięknego. To są łzy szczęścia i duma, że się pokonało tyle kilometrów. To jest nie do opisania. Każdy musi to przeżyć sam, bo każdy inaczej reaguje. Czasem myślę, że to porównywalne z uczuciem ulgi, gdy zakończy się etap edukacji. Taki bieg też uczy.

Jest pani zadowolona z opieki, jaką dostają biegacze?

Organizację, wolontariuszy i całą resztę oceniam na 6+. Zawsze się spisują na medal, atmosfera jest rodzinna, ciepła i wesoła, a ludzie życzliwi, dlatego uwielbiam wracać na Festiwal Biegowy w Krynicy.

Widzimy się we wrześniu 2020 ?

Jasne, ale jeszcze nie wiem czy na 100 km, ale na pewno na jakiś dystans ultra. Na razie trwają przygotowania. A powodem mojego powrotu jest atmosfera i widoki. Po prostu kocham to miejsce!

Rozmawiał AK


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce