Katarzyna Solińska: "Powalczę w obronie tytułu w Krynicy. To będzie rok ciężkiej pracy, ale bardzo mnie to cieszy!"


Katarzyna Solińska to jedno z największych odkryć polskich biegów górskich w 2018 roku. W marcu dość niespodziewanie dla wielu (choć po raz drugi z rzędu) wygrała w trudnych warunkach Zimowy Ultramaraton Karkonoski, a potem… szła jak burza. 28-letnia krakowianka triumfowała w biegu Ultra-Trail 68 km na DFBG w Lądku-Zdroju, była druga w Tatra Fest Biegu, przyjechała do Krynicy po zwycięstwo w Biegu 7 Dolin 64 km, by zamknąć sezon drugim miejscem (a po dyskwalifikacji Edyty Lewandowskiej – w końcu pierwszym) na 70-kilometrowej trasie Łemkowyny w Beskidzie Niskim.

Miejsce tuż za podium w kwietniowych MP na długim dystansie w Szczawnicy dało jej powołanie do reprezentacji Polski na MŚ w Karpaczu. Debiut wypadł świetnie, mimo problemów z żołądkiem Solińska na trasie 2xŚnieżka zajęła 18 miejsce. Nic dziwnego, że rok 2018 podsumowuje z szerokim uśmiechem na twarzy.

– To był z pewnością sezon, który przyniósł wiele ciekawych biegów, wspaniałych znajomości i kolejnych odsłon oblicza gór. Każdy start był na swój sposób wyjątkowy i niósł ze sobą ważna lekcję.

– Bardzo delikatnie wydłużasz dystans, na którym mierzysz się z rywalkami.

– W roku 2017 biegałam na dystansach plus minus 50 km, teraz bliższe były mi starty na trasach nieco ponad 60-kilometrowych. Chciałam sprawdzić, jak mój organizm zareaguje na dłuższe bieganie i czy uda się utrzymać wyniki z tych krótszych. Wyszło… chyba całkiem nieźle, choć przyznam, że niejednokrotnie uśmiechałam się na trasie sama do siebie, myśląc na co się porywam. Ale to chyba standard w głowie ultrasa!

– Co w takim razie przed Tobą w roku 2019? Znów bardzo delikatne przedłużenie tras, czy skok na głębszą nieco wodę i…

– Myślisz o 100 kilometrach? Koronny dystans wciąż jeszcze przede mną i raczej… jeszcze chwilę poczeka. A czego można się po mnie spodziewać w tym roku? No właśnie z pewnością tego, że jeszcze nie odważę się na tak długi bieg (śmiech).

– A skąd taka rezerwa?

– Wszystko ma swój odpowiedni moment, choć przyznaję, że… kusi mnie krynicka „setka”, czyli pełny Bieg 7 Dolin. Ale jeszcze w tym roku nie będzie dystansowego kroku do przodu. Powiem więcej, choć dobrze czułam się na dłuższych trasach, w tym sezonie spróbuję skupić się znów na troszkę krótszych.

– To mnie trochę zaskoczyłaś, pewnie także wielu kibiców. Oczekujemy zwykle od Was, ultrasów, stopniowego wydłużania dystansu, na którym startujecie, a Ty tymczasem postanowiłaś zrobić w tej kwestii krok wstecz?

– Aż tak to może nie, w moim kalendarzu pojawi się z pewnością niejedna „60” (śmiech). Na pewno choćby przyjadę znowu na Festiwal Biegowy i postaram się obronić tytuł, a przede wszystkim spróbuję zbliżyć do rekordu trasy w Biegu 7 Dolin 64 km. Lubię trasę w Krynicy, mogę porównać swoje wyniki rok do roku, a formuła startu indywidualnego powoduje, że nawet na chwile nie można przestać dawać z siebie wszystkiego. Najbardziej na tej trasie lubię zbieg z Wielkiej Przehyby, tam widoki rekompensują wymagający podbieg na „dzień dobry”.

– Bardzo się cieszę na wrześniowe spotkanie w Krynicy! A gdzie się zobaczymy wcześniej, jakie masz startowe plany na rok 2019?

– Mój biegowy kalendarz jeszcze się kształtuje, nie mam planów zapiętych na ostatni guzik. Trochę już jednak wiem. Część już czeka w gotowości. Pierwszy start w tym roku - już za chwilę! W niedzielę 6 stycznia wezmę udział w 57-kilometrowym biegu we Włoszech, La Corsa della Bora na płaskowyżu Kras koło Triestu, bliziutko Chorwacji, nad zatoką Morza Adriatyckiego. Choć nóżkom do lekkości jeszcze bardzo daleko, bardzo się cieszę na ten start, bo to mój pierwszy występ poza Polską!

– Z przytupem wchodzisz w nowy rok…

– A co! Nowy rok to w końcu nowe wyzwania! W lutym wyjeżdżam na urlop, który rozpocznę biegiem w Transgrancanarii na dystansie maratonu, a po powrocie znów wybiegnę w zimowy klimat ZUK-a. Nie wyobrażam sobie nie być po raz kolejny na Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim! Jadę do Karpacza, bo atmosfera, historia Tomka Kowalskiego, ludzie, trudne warunki... To, że mogę pogadać z Agą Korpal i mamą Tomka... Mam w sumie kilka upatrzonych biegów w Polsce, z pewnością wybiorę się też jeszcze za granicę. Ale konkretniej opowiem o tym przy okazji następnej rozmowy (uśmiech)

– Czyli rok 2019 będzie…

– …na pewno rokiem ciężkiej pracy! Miło mi, że ktoś mówi o mnie dobrze, ale jest jeszcze wiele aspektów, nad którymi muszę mocno popracować. Potrzebuję czasu, ale bardzo się na to cieszę!

rozmawiał Piotr Falkowski

Polecamy również:


Podziel się: