„Krynica potrafi wchłonąć”. Od kibica do miłośnika Festiwalu Biegowego


Opublikowane w pt., 04/10/2019 - 09:30

Festiwal Biegowy w Krynicy-Zdroju to miejsce które powoduje, że zaczyna szybciej krążyć krew. Cały mój ogromny sentyment do biegania to właśnie impreza w uzdrowisku – pisze Marta Bukała.

Pierwszy raz pojawiłam się na Festiwalu siedem lat temu, jako kibic. Towarzyszyłam mężowi, który po raz pierwszy wystartował w Biegu 7 Dolin 100 km. To było przeżycie, dla mnie nie do ogarnięcia! Ta adrenalina i nerwy, jakie towarzyszą w czekaniu na mecie na bliską osobę są nie do opisania. Tę euforie, radość, łzy po osiągnięciu celu - to trzeba przeżyć żeby zrozumieć!

Ale w całej tej fantastycznej chwili pojawiła się również myśl, a może i zwykła zazdrość – ok, to jego chwila, a co ja mogę zrobić by znaleźć się w tej ogromnej grupie, której dane jest tak pięknie się cieszyć?

W 2013 przyjechałam do Krynicy już jako biegacz. Start w Życiowej Dziesiątce to była moja chwila.

W 2014 r. ponownie postawiłam na Życiową Dziesiątkę, ale już z myślą czy nie warto spróbować czegoś innego, dłuższego, bardziej wymagającego.

W 2015 r. do Krynicy z powodu powiększenia się naszej rodziny przyjeżdża sam mąż, „na chwilkę, na 100 km”. Dwa lata później wracamy do Krynicy w większym składzie i z konkretnymi planami. Góry!

Startuję razem z pierworodnym w Runek Run (jeszcze wtedy 17 km). Nowy dystans to i nowe przeżycia i doświadczenia. Znowu niesamowity ogrom radości, tym większe, że towarzyszy mi moje dziecko. Plany na starcie są bardzo ambitne - nie chcę wbiegać na metę sama, że będę miała towarzystwo… I oczywiście po chwili widzę tylko... plecy bliskiej mi osoby.

Jest bacówka, jest Runek i wreszcie meta - OOOOOGROMNA radość! Pewnie dlatego, że jestem witana przez ukochaną osobę. Łzy same płyną. Tekst „mamo co tak wolno, ile mam tu czekać?” już przy zakładaniu medalu na moją szyję utwierdza mnie w przekonaniu, że chcę więcej!

W 2018 r. znów przyjeżdżamy do Krynicy. Mąż znowu stawia na 100 km, ja wybieram 34 km. Start w Piwnicznej, most i zaraz ostry podbieg w górę i myśl - TO JEST TO! Ostre podejścia i ostry kamienisty zbieg do Szczawnika, a dalej... już wiem co mnie czeka. Może się uda zrobić również pełny dystans. 34 km zaliczone. Chwila czekania i moja druga połówka również na mecie...

I rok 2019, jubileuszowy 10. TAURON Festiwal Biegowy – znów meldujemy się na starcie. Ja stawiam na 35 km – trasa nieco inna, a na 64 km jeszcze boję się porwać. Małżonek stawia na swój sztandarowy dystans - setkę.

Zaczynam w Mniszku na Słowacji – 4 km dobiegu asfaltem dla mnie, spragnionej tych fajnych widoków z poprzedniego roku, to chyba najdłuższe kilometry jakie musiałam przebiec… Gdy trasa łączy się z dłuższymi dystansami, pojawia się euforia. Mój organizm wchodzi na odpowiednie obroty.

Adrenalina jaka towarzyszy od momentu startu jest coraz większa. No i ta niepewność czy uda nam się z mężem spotkać na trasie. Hotel Wierchomla, podejście pod nartostratę i zbieg, którego tak się bałam, a w tym roku dał mi wiele frajdy! Bacówka, Runek i już tylko do Krynicy…

Czym różnił się dziesiąty Festiwal od pozostałych? A tym, że utwierdził nas w przekonaniu, że musimy tu wracać! Krynica stała się dla nas pewnym uzależnieniem!

Po tegorocznej edycji pierwszy raz usłyszałam od mojego męża, tuż po przekroczeniu mety, że za rok też pobiegnie 100 km. Zawsze twierdził, że to jego ostatnia setka w Krynicy, mimo tego, że startował w uzdrowisku już siedem razy! Sześć razy docierał do mety, raz pokonał trasę na własną odpowiedzialność, gdy został zdjęty z trasy po wejściu na bacówkę na 88. kilometrze po limicie czasowym. Brakło dosłownie kilka minut.

Za rok znowu mamy nowy cel – wbiec na metę razem na deptaku!

Festiwal Biegowy i Krynica potrafią wchłonąć – w pełnym tego słowa znaczeniu! To trzeba przeżyć!

Marta Bukała



 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce