Mówisz Falenica, myślisz Jabłoński. Mistrz cyklu ZBG najlepszy także w finale


Opublikowane w ndz., 17/03/2019 - 16:52

Artur Jabłoński potwierdził, że w tym roku nie ma sobie równych na falenickiej wydmie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Trzy tygodnie temu zapewnił sobie piąty już triumf w cyklu Zimowe Biegi Górskie, a w sobotę wygrał także finałowe zawody sezonu, zaliczane do Ligi Festiwalu Biegów w kasyfikacji „Najlepszy góral”.

Taki sukces mieszkający w Warszawie biegacz rodem z Horodła na Zamojszczyźnie odniósł po raz pierwszy. Powód jest bardzo prosty: Artur Jabłoński  nigdy jeszcze w finale sezonu w Falenicy nie startował! Zwykle po zapewnieniu sobie triumfu w całym cyklu przenosił się z treningiem i startami na ulicę. Ale gdy w końcu zrobił inaczej – od razu rozbił i ten bank.

Założenie na sobotni bieg zawodnik grupy Dream Run miał całkiem inne. Nie planował mocnego ścigania. – Tym razem przyjechałem do Falenicy bez presji, chciałem zaliczyć fajny bieg treningowy „bez napinki”, zwłaszcza, że dzień wcześniej przeziębiłem się, a warunki były gorsze niż na poprzednim biegu, jeszcze w lutym – mówił po biegu Artur. – Była super pogoda, sucho, ciepło i mało wiatru, ale za to dużo kopnego piachu na trasie, który mocno spowalniał. No, ale jak to na zawodach…

– Pojawił się na starcie Krzysztof Wołowczyk, młody, bardzo szybki biegacz na orientację z Warszawy i od początku narzucił mocne tempo – opowiadał Jabłoński o przebiegu rywalizacji. – Odezwała się we mnie ambicja i postanowiłem nie pozwolić mu uciec. Po pierwszej pętli prowadził z przewagą ok. 50 metrów, choć ja pobiegłem w swoim zwyczajowym czasie 11:11 min. On więc pokonał to okrążenie o 5-6 sekund szybciej. Starałem się zniwelować stratę, dogoniłem i trzymałem się go. Zaatakowałem dopiero po piątym zbiegu ostatniej pętli (na każdej jest 7 górek – red.) i udało mi się odskoczyć na kilka sekund. Ale metę tego, w założeniu „lajtowego” biegu, mijałem z grymasem dużego wysiłku i zmęczenia na twarzy – śmiał się zwycięzca.

Artur Jabłoński wygrał finał sezonu w czasie 34:18, Wołowczyk wpadł na metę 17 sekund później. Poprawił formę bardzo mocno, bo w jedynym wcześniejszym starcie w Falenicy, w końcu stycznia, miał czas 37:58, a więc o prawie 3,5 minuty gorszy! – To 25-letni, bardzo perspektywiczny zawodnik – mówi o nim Michał Olejnik, jeden z najlepszych polskich biegaczy na orientację. – Do tej pory Krzysiek trenował mało i dość chaotycznie, ale przed tym sezonem zmienił trenera i myślę, że teraz pokaże, na co go naprawdę stać – uważa.

Dopiero 3 minuty po Krzysztofie Wołowczyku finiszował trzeci zawodnik, Tomasz Lipiec (37:30).

Jabłoński startuje w Zimowych Biegach Gorskich od 2013 roku, sobotnie zwycięstwo było jego szesnastym na falenickiej wydmie. Na podium stał w każdym z 26 startów. Przegrywa tylko, jeśli w Falenicy pojawia się od czasu do czasu Piotr Łobodziński (choć w premierowym dla siebie cyklu udało mu się raz pokonać arcymistrza schodów), w 2015 r. kilkakrotnie przybiegł za naszym czołowym orientalistą Piotrem Parfianowiczem, a dwa lata temu – nie dał rady Mariuszowi Giżyńskiemu, kiedy to jeden z najlepszych polskich maratończyków jeden jedyny raz przyjechał na ZBG i ustanowił aktualny do dziś rekord trasy 32:22.

„Życiówka” Jabłońskiego w Falenicy to 33:12, ustanowił ją w lutym ubiegłego roku, choć w bardzo szybkim biegu uległ Łobodzińskiemu. To czwarty wynik w historii ZBG, ale Arturowi marzy się „złamanie” 33 minut. – Tyle tylko, że do tego potrzeba zgrania się kilku czynników: bardzo dobrej formy, optymalnych warunków na trasie, co w biegu terenowym jest niezwykle ważne oraz mocnej rywalizacji: silny przeciwnik pozwala wykrzesać znaczne dodatkowe siły – mówi.

Artur Jabłoński miał podwójne powody do radości, bo najlepsza wśród kobiet była w biegu finałowym jego dziewczyna. Marta Kaźmierczak, wracająca do formy po kontuzji rozcięgna podeszwowego, wygrała w czasie 43:21, o niespełna półtorej minuty wyprzedzając Agnieszkę Sulik (44:44), a o ponad 3 minuty – Olę Pucek-Mioduszewską (46:33).

WYNIKI

Czołowi zawodniczki i zawodnicy falenickiego finału otrzymali w nagrodę – oprócz efektownych pucharów i pięknych ceramicznych kufli – także vouchery na bezpłatny start w 10. TAURON Festiwalu Biegowym. Jabłoński, który w Krynicy 3 razy wygrał już Bieg 7 Dolin 64 km (raz także był drugi), w tym roku zastanawia się nad startem na głównym dystansie 100 km. Ale na razie mistrz Falenicy przenosi się na asfalt: – W majówkę chcę wystartować w biegu Wings for Life, a do tego potrzebuję treningu na ulicy i monotonnych długich, płaskich wybiegań w drugim zakresie – tłumaczy.

Piotr Falkowski

zdj. Iwona Rybkowska


Polecamy również:


Podziel się: