Poczet Ambasadorów Festiwalu Biegów - Karol Majewski. „Marzę, by wygrać maraton!”


Opublikowane w wt., 28/01/2020 - 15:24

– O festiwalu słyszałem wiele dobrego od kilku osób, ale jeszcze nie byłem. Chciałem poznać trochę więcej osób związanych z bieganiem i pomyślałem, że to byłaby fajna okazja dołączyć do takiego grona – wyjaśnia Karol Majewski, nowy ambasador Festiwalu Biegów.

Odpowiedział na pytania, w których przedstawia samego siebie. 

Jak to było z początkami biegania?

Bieganie w moim życiu pojawiło się nagle, bez planu i przygotowań! Od zawsze byłem aktywnym gościem, ale moja aktywność skupiała się głównie na sporcie jakim jest jazda na rolkach, a potem trochę jeździłem na longboardzie.

Przyszedł jednak etap w moim życiu, że wyłączyło mnie ze sportu na kilka lat i doszło trochę nadprogramowych kilogramów. Zacząłem się źle czuć sam ze sobą. Impulsem do działania był 1 listopada 2018 roku. Nie miałem ochoty iść na kolejne rodzinne spotkania. Zaraz po wizycie na cmentarzu zabrałem się i postanowiłem pobiec do domu. Odpaliłem wtedy endomondo na komórce i poleciałem, nie miałem pojęcia jakim tempem biegnę, jaki dystans wyjdzie, wiedziałem tylko, że chce to zrobić jednym ciągiem.

Pod domem pokazał mi się dystans 9,5 km. I jak każdy początkujący chciałem dobiec do tego pełnego dystansu, dokręciłem więc na około bloku brakujące 500 m i tym sposobem zrobiłem pierwsze 10 km. Pamiętam, że jak skończyłem, było mi słabo, kręciło mi się w głowie, siadłem na ławce i 10 min dochodziłem do siebie. Okazało się, że te 10 km zrobiłem w tempie 5:13/km i tak złapałem bakcyla. Potem postanowiłem biegać więcej i więcej, ale nie miałem pojęcia o butach biegowych, jak trenować.

Po prostu biegałem i po miesiącu ból kolana wyeliminował mnie z gry. Nie wiedziałem, co jest grane, zacząłem czytać. Okazało się że mam stopę pronującą i trzeba zmienić buty. Po zmianie butów, jak ręką odjął. Wróciłem już bogatszy o trochę wiedzy. Do marca 2019 roku, cały czas udawało mi się poprawiać wyniki, ale nagle stanąłem w miejscu. Postanowiłem zacząć trenować pod okiem kogoś bardziej doświadczonego, a że pochodzę ze Skarżyska-Kamiennej to w miejscowości obok, w Bliżynie trenuje Rafał Czarnecki i tak biegam jego pod okiem.

Na razie nie było kryzysów, może dlatego, że wszystko jest jeszcze dla mnie „świeże” i czerpię naprawdę dużo przyjemności z biegania.

Co ci daje szczególnie satysfakcję z biegania?

Cenię sobie na pewno klimat jaki towarzyszy zawodom czy codziennemu bieganiu. Miło jest jak robisz trening, z naprzeciwka biegnie zupełnie nieznana osoba, a mimo wszystko podnosi rękę żeby się przywitać. Bardzo doceniłem też to, że bieganie nauczyło mnie cierpliwości. W sumie od zawsze byłem „w gorącej wodzie kąpany”, a teraz potrafię na spokojnie czekać na swoje.

Co chciałbyś osiągnąć w bieganiu?

Wygrać kiedyś maraton! Trenuje do tego ciężko i wiem, że przede mną baaardzo długa droga.

Trenujesz samodzielnie czy z grupą?

Zwykle biegam sam, a to dlatego, że trudno mi znaleźć osobę, która będzie miała w planie akurat taki trening jak ja. Współpracuję on-line z trenerem i od czasu do czasu widzimy się na wspólnych wybieganiach. Wtedy jest okazja porozmawiać i pobiegać w większej grupie. Należę też do grupy biegowej, ale ja w Krakowie, oni w Poznaniu, widujemy się kilka razy w roku na wspólnych biegach. Właśnie pracuję nad ściągnięciem całego teamu do Krynicy.

Jak rodzina podchodzi do twojego biegania?

Jestem singlem więc czasu na bieganie mam dużo. Moja najbliższa rodzina tj. babcia, mama, tata i brat mocno mi kibicują i, jeśli trzeba, pomagają finansowo.

Czy w trakcie biegania przydarzyło ci się coś niecodziennego?

Chyba będzie to krótka historia o przeroście formy nad treścią. Na samym początku doszedłem do wniosku, że żeby biegać dobrze i szybko, trzeba biegać bardzo dużo. Zacząłem od pewnego poniedziałku biegać codziennie półmaraton w tempach od 5:30/km, a w lepsze dni 5:00/km. Po piątym dniu takiego wysiłku niestety doznałem urazu i znowu musiałem na jakiś czas przystopować. To był też impuls, żeby zacząć trenować po okiem kogoś doświadczonego.

Masz ulubione miejsca do startów?

Mieszkam w Krakowie, więc głównie biorę udział w biegach ulicznych tu i w regionie. 2019 rok był pierwszym sezonem ze startami, ale też nie było jakiegoś specjalnego planu. Starałem się brać po prostu udział co około 2-3 tygodnie. W najbliższym sezonie jest już plan na starty i zaczynam 28 lutego w Tel Avivie. Tam zaliczę debiut w maratonie, potem te dystanse pobiegnę w Krakowie i Warszawie. W międzyczasie może jakieś połówki i na jesień sprawdzian na 10 km – w Krynicy oczywiście.

W ubiegłym roku brałem udział w fajnym cyklu organizowanym przez krakowskie ITMBW (I Ty Możesz Być Wielki). To cztery biegi w różnych częściach Krakowa, po uzbieraniu 4 medali układały się w kształt podeszwy buta. Fajna organizacja, przyjemne trasy, warte polecenia.

Dlaczego zostałeś Ambasadorem Festiwalu Biegów w Krynicy?

Na razie nie mam doświadczenia z tej imprezy. O festiwalu słyszałem za to wiele dobrego od kilku osób. Chciałem poznać trochę więcej osób związanych z bieganiem i pomyślałem, że to byłaby fajna okazja dołączyć do takiego grona. Na pewno jest to też dawka motywacji do ciągłych treningów.

Jak przekonać do biegania tych, którzy wolą siedzieć na kanapie?

Bieganie czy inna aktywność fizyczna potrafi dużo zmienić w życiu „kanapowca”. Nie ma co się zastanawiać, bo też każdy człowiek jest inny, po prostu trzeba zacząć i tworzyć kolejną piękną historię.

red.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce