Poczet Ambasadorów Festiwalu Biegów – Kora Słowik. "Po co tak się męczyć? Ja też tak myślałam"


Opublikowane w czw., 30/01/2020 - 07:54

- Zdarza mi się też trenować z mężem, chociaż biega o wiele szybciej ode mnie. To on mnie zaraził bieganiem i mam w nim ogromne wsparcie. Dobrze mieć obok kogoś, kto mnie rozumie. Ostatnio złapaliśmy się na tym, że szukaliśmy nowego domu pod kątem ilości tras biegowych w okolicy, więc jak widać totalnie nas wzięło! - pisze Kora Słowik, nowa Ambasadorka Festiwalu Biegów.

Niełatwy start

Kora Słowik: - Regularnie zaczęłam biegać 31 grudnia 2018 roku. Wcześniej kilka razy próbowałam, w 2016 roku wzięłam nawet udział w swoich pierwszych zawodach, ale nie połknęłam wtedy bakcyla. W 2019 roku się jednak zaparłam i zaczęłam biegać systematycznie - dzięki mężowi, który wyciągnął mnie na trening z lokalną grupą biegową.

Nie było łatwo, bo biegania nigdy nie lubiłam, w szkole miałam nawet załatwione od lekarza zwolnienie z biegania na długich dystansach. Zaczęłam się jednak zapisywać na zawody i to mnie zmotywowało do treningów.

Były kryzysy: potrafiłam z treningu wrócić zapłakana i wkurzona, bo albo czasy nie były dobre, albo nogi nie chciały biec, albo jakaś blokada się pojawiała w głowie. Wszystko się zmieniło, odkąd ja zmieniłam podejście - nie biegam dla czasów ani lokaty, tylko dla siebie. Wiadomo, są lepsze i gorsze dni, ale odkąd odpuściłam sobie presję, jest o wiele przyjemniej, a o to właśnie chodzi!

Coś wartościowego

Bieganie daje mi poczucie, że nie tracę czasu na głupoty. Zamiast iść na trening, mogłabym siedzieć przed telewizorem z paczką chipsów, ale wtedy zżerałyby mnie wyrzuty sumienia. Za to po treningu czuję zadowolenie z siebie.

Jestem totalną amatorką, nie robię planów treningowych, ale mam jedną wytyczną - jednorazowo przebiec minimum 5 km. Trening ma być przyjemnością i czasem dla mnie, więc jeśli mam ochotę zatracić się w ulubionej muzyce - robię to. Mijam oszronione drzewa czy słońce malowniczo wschodzi - zatrzymuję się i robię zdjęcia. W tym sezonie chciałabym postawić na dłuższe wybiegania i ukończyć półmaraton.

Bieganie totalne

Zwykle biegam sama - ciężko jest wyciągnąć kogoś na trening zimą przed szóstą rano! Raz w tygodniu staram się jeździć na spotkania biegowe w ramach akcji Nessi Time - są to treningi na luzie, dostosowane do tempa każdego biegacza, a przy okazji można miło spędzić czas. Jeśli tylko praca pozwala, stawiam się na parkrunie, bo tam też bez spiny można sobie pobiegać ze znajomymi.

Zdarza mi się też trenować z mężem, chociaż biega o wiele szybciej ode mnie. To on mnie zaraził bieganiem i mam w nim ogromne wsparcie. Dobrze mieć obok kogoś, kto mnie rozumie. Ostatnio złapaliśmy się na tym, że szukaliśmy nowego domu pod kątem ilości tras biegowych w okolicy, więc jak widać totalnie nas wzięło!

Reszta rodziny na początku dość sceptycznie i chyba z niedowierzaniem podchodziła do mojego biegania, pewnie dlatego, że nigdy nie byłam typem sportowca. Teraz już się oswoili z moim bieganiem i startami w zawodach i zawsze mi kibicują, zwłaszcza mama.

Nie tylko ich, ale też mnie zaskoczył fakt, że w ogóle zaczęłam biegać, i to po trzydziestce. Zwłaszcza że nadal zdarza mi się stwierdzić, iż ja tego biegania czasem nie lubię.

Nauka na błędach

W swoim pierwszym sezonie narobiłam troszkę głupstw, np. wystartowałam w półmaratonie bez specjalnego przygotowania i na 15. kilometrze musiałam zrezygnować i zejść z trasy. Zrobiłam to jednak z podniesioną głową - pokornie odebrałam tę lekcję i wrócę na tę samą trasę za kilka miesięcy i tym razem dam radę. Będzie to na tydzień przed Festiwalem Biegowym w Krynicy, więc dodatkowo naładuję się pozytywną energią.

Ulubiona impreza

Startuję raczej w zawodach „blisko domu”, na Śląsku i w Małopolsce, w biegach na 5 i 10 km. W poprzednim sezonie zapisywałam się na każde zawody w okolicy, jeśli tylko wypadał mi wolny weekend. W tym sezonie mniej będę startować, ale są imprezy, na które wrócę na pewno, chociażby po to, by sprawdzić postępy, spotkać znajomych czy dorzucić fajny medal do kolekcji.

Wyjątkowy sentyment mam jednak do jednej imprezy - Biegu Walentynkowego w Dąbrowie Górniczej. Tu wystartowałam po raz pierwszy, w 2016 roku. Nie miałam pojęcia, co to tempo, podbiegi, ani jaki czas to dobry czas. Ale wbiegając na metę z mężem za rękę, popłakałam się ze wzruszenia. Nie zapomnę tych emocji nigdy i wiem, że będę wracać tam co roku. Atmosfera tej imprezy jest niesamowita - czuć radość, miłość i mnóstwo pozytywnej energii.

Bieganie i… pisanie

Zawsze lubiłam pisać. Pięć lat temu postanowiłam też zrzucić paręnaście kilogramów i, żeby się nie poddać szybko, postanowiłam założyć bloga www.byle-do-emki.blogspot.com. Wierzyłam, że jeśli ogłoszę całemu światu, że postanowiłam przejść na dietę to będzie mi łatwiej w tym postanowieniu wytrwać. I tak połączyłam przyjemne z pożytecznym. Teraz piszę zdecydowanie mniej, ale mam zamiar wrócić do regularnego publikowania. Bo właśnie pisanie, oprócz sportu, daje mi ogromną radość. Troszkę blogowanie zastępuje mi teraz prowadzenie konta na Instagramie - @kora_biega - ale to nie to samo.

Ja i Festiwal Biegowy

Na Festiwalu Biegowy zapisaliśmy się z mężem w zeszłym roku dość spontanicznie. Mam z Krynicą miłe wspomnienia z dzieciństwa, akurat wypadł nam wolny weekend, moja ulubiona marka odzieży biegowej miała mieć premierę swojej nowej kolekcji, więc zapisałam nas na Nocny Bieg Rodzinny na 5 km. Po przyjeździe w sobotę rano, byłam oczarowana panującą atmosferą, obecnością tylu biegaczy i doskonałą organizacją. Widziałam kilka osób w koszulce Ambasadora i pomyślałam, że fajnie by było być tego częścią. Jakiś czas później zobaczyłam ogłoszenie o naborze i oto jestem!

Spróbuj i Ty!

Ludzie, którzy nie biegają, myślą sobie:

  • a na co mi to?
  • po co się tak męczyć?
  • przecież to kolana niszczy
  • za stary jestem

Też tak kiedyś myślałam! Do trzydziestki bieganie było dla mnie czystą abstrakcją. Nawet jak już podjęłam wyzwanie rzucone przez samą siebie, przeklinałam się na każdym treningu i wysyłałam do męża mnóstwo esów, że rezygnuję i mam to gdzieś. Ale każdy następny trening przynosił ulgę i satysfakcję. Każdy medal, nawet jeśli na zawodach zamykałam stawkę - dumę. Jeśli przestanie się patrzeć na innych i podejdzie do biegającego siebie z dystansem, osiągnie się sukces. Może nie podium, chociaż - kto wie?, ale coś więcej: szacunek do samego siebie. I radość. Wiem, co mówię!

Kora Słowik, Ambasadorka Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce