Przez Krynicę do Sparty po raz ostatni? Zbigniew Malinowski: "Powiedziałem sobie..."


Opublikowane w pt., 13/09/2019 - 11:13

Gdy 26 września rozpocznie się 37. edycja Spartathlonu, jednym z najbardziej doświadczonych uczestników biegu będzie Zbigniew Malinowski. Polski ultramaratończyk powoli zbliża się do rekordu Huberta Karla, który 21 razy biegał z Aten do Sparty (246 km). Dla Malinowskiego będzie to już piętnasty start w Grecji. Niestety może się okazać, że będzie tym ostatnim. Wszystko zależy od... wyniku.

Ze Zbigniewem Malinowskim rozmawiamy w Krynicy, gdzie tym razem tylko dopingował przyjaciół startujących w 10. TAURON Festiwalu Biegowym.

Trudno nam sobie wyobrazić Spartathlon bez Zbigniewa Malinowskiego. Czy naprawdę myśli Pan o zakończeniu przygody z tą imprezą?

Zbigniew Malinowski: - Powiedziałem sobie, że jeśli sobie nie poradzę i nie ukończę tego biegu, to więcej nie pojadę do Grecji. Przyznaję jednak, że uwielbiam tamtejszy klimat. Energia Greków działa na mnie pozytywnie.

Ale z biegania nie zamierza Pan rezygnować?

No kurczę, jestem już dojrzałym facetem i jestem po kontuzji. Mogę więc już biegać trochę mniej. To nie znaczy, że rezygnuję z biegania. Zawsze powtarzam, że u Św. Piotra też ktoś musi biegać. Co roku u mojego przyjaciela Edwarda Dudka, podczas Maratonu Beskidy, siadamy w naszym gronie i np. z Jackiem Łabudzkim zastanawiamy się nad ciekawym biegiem na świecie do zrealizowania w następnym roku.

Co Pan zaproponuje podczas najbliższego spotkania?

Chyba będzie to Transgrancanaria, ale na razie nic nie mówię.

Czy zawodnicy, którzy startują po raz pierwszy w Spartathlonie, pytają Pana o rady?

Tak, oczywiście. Jestem zawsze otwarty na potrzeby debiutujących zawodników. W Grecji zrobię wszystko, żeby ukończyć bieg, ale też chętnie wspieram innych. Chciałbym jednak podkreślić, że i w sporcie i w życiu to, co sprawdza się u mnie, niekoniecznie musi się sprawdzać u innych. Każdy z nas jest inny. Każdy musi robić to, co jest dla niego dobre. Nie wszystkie moje zasady są popularne.

No właśnie. Nie korzysta Pan z suportu. Dlaczego?

Uważam, że wszyscy zawodnicy powinni korzystać z zasobów oferowanych przez organizatorów. Inaczej zamienia się to w konkurs „kto ma więcej kasy”. Wiem, że mnie za to nie lubią, ale trudno zaprzeczyć temu, że kto ma więcej środków, ma lepszy suport. Moim zdaniem, to nie jest do końca uczciwe. Ja nigdy nie korzystam z suportu.

Co by Pan poradził biegaczom planującym Spartathlon?

W tym biegu najważniejszy jest rozum i mocna głowa. Trzeba sobie poradzić z dystansem, z warunkami pogodowymi, wysokościami, limitami. Limity na punktach nie przypominają np. tych w Krynicy. Są traktowane wyjątkowo rygorystycznie. Podczas swojego drugiego startu, byłem chyba najlepiej przygotowany fizycznie, a i tak spaliłem bieg. Było bardzo zimno. Zatrzymałem się i zupełnie spaliłem się energetycznie. Dlatego mówię, że rozum jest najważniejszy.

Swój najlepszy czas w Spartathlonie zrobiłem z kolei, gdy trzy tygodnie przed Grecją pobiegłem 7 Dolin w Krynicy. To było przetarcie w górach i test, czy jestem gotowy na Spartathlon. Nawet jak nie idzie, warto się cieszyć biegiem. Największą wartością startów są ludzie i zawierane przyjaźnie.

Czy ma pan już jakiś alternatywny plan na wypadek, gdyby nie ukończył Pan swojego piętnastego Spartathlonu?

Tak. Jeżeli nie ukończę Spartathlonu, za rok pojedziemy z kolegą w Alpy i przebiegniemy 360 km.

Rozmawiała IB


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce