„Ultramaraton to konkurs jedzenia i picia”. Marcin Świerc i Buff Team na FSZP


Marcin Świerc to bez wątpienia najlepszy w tej chwili polski biegacz ultras górski, który od kilkunastu miesięcy przebojem wdziera się do światowej czołówki. Wygrał w tym roku bieg dookoła najwyższej góry Europy, uznawanej za najtrudniejszą w Chamonix, czyli TDS-124 km. Wygrał w dodatku po porywającej walce z rywalami i fenomenalnym finiszu! Jego cel na najbliższe lata to zwycięstwo w biegu głównym, pełnej pętli dookoła Mont Blanc - czyli UTMB-170 km. Do Krynicy przyjechał z kolegami z Buff Team: Anną Kącką, Martyną Kantor i Marcinem Rzeszótko.

Po wygranej w tym niezwykle prestiżowym biegu Marcin Świerc stawia przed sobą kolejne bardzo poważne wyzwania. Ostatnio musiał pokonać jeszcze jeden maraton, który wcale nie okazał się łatwiejszy. – To taki czas, kiedy chodzę tylko po telewizjach. Wolałbym już wrócić w góry do treningu, odizolować się od tego, bo sława jest bardzo męcząca – mówił Świerc podczas spotkania z publicznością na Forum „Sport-Zdrowie-Pieniądze” w Krynicy-Zdroju. To tylko kwestia czasu, kiedy znowu wróci w Alpy, bo wkrótce chciałby przejść do historii. – UMTB to nie przelewki. Wybieram się do Chamonix na tydzień, żeby zrobić dobry rekonesans trasy. To podstawa. Później zostaje tylko walka. Ja podszedłem właśnie do TDS-a z takim przekonaniem. Gdybym myślał o wygranej, od razu mogłoby się to dla mnie bardzo źle skończyć – podkreślił Świerc.

Zawodnicy Buff Team mają nadzieję, że dzięki wygranej Marcina Świerca, pojawi się moda na ultramaratony górskie. – Sport robi się coraz bardziej popularny. Może także dlatego, że jest mniej kontuzjogenny, bo biega się po miękkim podłożu. Jest to na pewno nisza. Coraz więcej osób się za niego bierze, bo rzadko kto od początku nastawiał się na tę dyscyplinę od początku przygody z bieganiem – zaznacza Anna Kącka.

Choć jest to na pewno bardzo trudna działka biegania, to ma także swoje zalety – To chyba jeden z niewielu sportów, gdzie same przygotowania są bardzo przyjemne, bo odbywają się w pięknych okolicznościach przyrody. Budujące jest to, że coraz więcej osób przechodzi na zawodowstwo. To trend, który teraz obserwujemy – dodaje Marcin Rzeszótko, który zaczął treningu razem ze swoimi rodzicami, a teraz jest jednym z czołowych zawodników w Polsce. Jedną z takich osób jest właśnie Marcin Świerc. Ostatnio postawił tylko na biegu. Zaryzykował i jak na razie się opłaciło. Choć jego droga wcale nie jest usłana banknotami.

– Powiedziałbym, że do pełnego zawodowstwa już bardzo niewiele mi brakuje. Mam co prawda swoich sponsorów, ale każdego roku jest to walka o budżet na nowy sezon. Dobrze byłoby mieć spokojną głowę na 5 lat do przodu. Żyć z takiego biegania jest bardzo trudno, bo za wygraną w Chamonix dostałem 200 euro  (wg. regulaminu TDS nagroda to 1300 euro - red.), ale nie o to chodziło. Dlatego mam swoich zawodników – jestem trenerem personalnym, pomagam im i cały czas jestem w cyklu treningowym – mówi już po dzisiejszym spotkaniu, w rozmowie z kibicami Świerc.

Nie wszyscy zawodnicy myślą o zawodowym bieganiu, nawet jeśli byłaby taka szansa. – To jest podjęcie pewnego ryzyka, ale nie wszystkim to pasuje. Ludzie mają swoje pasje, normalną pracę, która daje im pieniądze na wyjazdy i doskonale się z tym czują. Dla nich zawodowe bieganie nie jest celem, bo szkoda byłoby im zrezygnować z tej drugiej części życia. Ja natomiast myślę o tym poważnie, bo wszystko w moim życiu podporządkowane jest biegom – mówi Marcin Rzeszótko, na co dzień trener w szkole sportowej w Zakopanem i ratownik TOPR.

Zupełnie inne zdanie na ten temat ma jego koleżanka Anna Kącka – Dla mnie dobrze jest tak jak teraz. Wstaję rano, biegam, w drodze do pracy jem śniadanie, później praca przy projektowaniu i wracam do domu. Bieganie jest bardzo ważne w moim życiu, ale jeszcze nie na tyle, żeby wszystko na nie postawić.

Profesjonalne bieganie, jak inne sporty, rządzi się swoimi prawami. Niczego nie można zaniedbać, bo niedociągnięcia wychodzą szybko w zawodach. Dlatego dzień bez treningu można uznać za stracony. – Zaniedbania, nawet na początku przygotowań dają o sobie znać podczas biegu. Trzeba mądrze trenować, myśleć o jedzeniu, suplementacji czy rozciąganiu. 170 kilometrów to nie zabawa. Ultramaraton to konkurs jedzenia i picia. Bez tego nie ma energii i wyników. W moim przypadku wszystko jest wyliczone precyzyjnie co do minuty. Zawsze mam jedzenie ze sobą i trzymam się rygoru. Mój normalny dzień to poranny trening, śniadanie, później czasem idę spać na 40 minut, obiad, drugi trening i przed snem wałkowanie. Jestem skupiony tylko na bieganiu. To ma być recepta na wygraną w UMTS – dodaje na koniec Marcin Świerc.

Już wkrótce w księgarniach pojawi się jego nowa książka, w której opowie o swoim podejściu do biegania. Jak sam podkreśla – to jego punkt widzenia, z którym nie wszyscy muszą się zgadzać, ale jako trener lekkiej atletyki, fizjoterapeuta i ultramaratończyk, zgromadził poważny kapitał wiedzy na temat biegania na ekstremalnie długich dystansach. Publikacja ma być dostępna w księgarniach w październiku.

PT

Partner Forum Sport, Zdrowie, Pieniądze: 

Polecamy również:


Podziel się: