Grand Prix Małopolski: W Piwnicznej upalnie... jak zawsze [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 20/07/2014 - 21:21

Po raz trzeci w Piwnicznej odbył się Bieg i Marsz Piwniczanki. Pogoda była bardzo upalna, żar lał się z nieba, ale dzięki tytułowemu sponsorowi zawodów, nikomu nie zabrakło wody dla ochłody. Uczestnicy imprezy mieli też szansę zwiedzić zakład Piwniczanki na trasie biegu i marszu, ale w takim tempie chyba nie zdążyli zobaczyć zbyt wiele…

Dziesięciokilometrową trasę poprowadzono w jednej pętli, za co wielkie brawa dla organizatorów. Wiodła ona początkowo jedną z głównych dróg dojazdowych do Piwnicznej, gdzie zawodnikom trochę przeszkadzał ruch samochodowy, ale szybko przeniosła się na drugą stronę rzeki, w spokojne wiejskie rejony z urokliwymi widokami na góry. Serdeczny doping licznie przybyłych mieszkańców Piwnicznej i sąsiednich miejscowości dodawał zawodnikom sił podczas trudnej walki.

Wpuszczenie na trasę najpierw kijkarzy a pół godziny później biegaczy, mimo obaw niektórych startujących, okazało się całkiem trafnym rozwiązaniem. Nie było problemów z mijaniem się zawodników obu dyscyplin a na metę wpadali oni w podobnym czasie, co nie wydłużało oczekiwania na zakończenie zawodów. Nie brakowało emocji, zwłaszcza, że ostatnie kilkaset metrów trasy stanowił stromy podbieg, który skutecznie wysysał z przemęczonych upałem zawodników resztki sił. Za to euforia na widok mety była naprawdę wielka…

– Biegło się dobrze, naprawdę, mimo upału – opowiadała po biegu Ola. – Ale ten ostatni podbieg do rynku… Nie spodziewałam się! Byłam już i tak zmęczona, ale kiedy zobaczyłam tą górkę… No, przyznaję, trochę się poddałam i ją podeszłam. Ale w takim upale to chyba usprawiedliwione, po co się narażać na zbędne ryzyko. Za to kawałek dalej upragniona meta, owacje i ogromna radość. I piękny medal – dodała pokazując swoje trofeum. – Było warto się pomęczyć!

Podobne odczucia mieli też inni uczestnicy. Dwoje z nich trafiło do szpitala na skutek kontuzji albo przegrzania, ale zdecydowana większość poradziła sobie z upałem. – Wiadomo, kiedy jest taka pogoda i odsłonięty teraz, jeszcze na asfalcie, nie biegnie się na życiówkę – tłumaczył fachowo pan Adam.

– Ci, którzy szarżują w takich warunkach są niepoważni, to za duże ryzyko. Wiadomo, że każdy chce pobiec jak najlepiej, dogonić jeszcze tego zawodnika, jeszcze następnego… a potem kończy się udarem, zasłabnięciem albo kontuzją. Lepiej sobie odpuścić, przebiec w swoim średnim tempie i cieszyć się na mecie. Ja tak zrobiłem i to samo radziłem przyjaciołom. Wszyscy dobiegliśmy bez problemów i czujemy się dobrze mimo wysokiej temperatury - opowiadał nasz rozmówca.

Organizatorzy bardzo pilnowali tej kwestii, zapewniając na trasie sporo wody do picia i nasączone nią gąbki. Na mecie natomiast odsyłali finiszujących do cienia.

Po biegu i marszu udekorowano najszybszych, najmłodszych, najstarszych… i najwolniejszych. Rozlosowano sporo nagród, począwszy od zestawów upominków, przez bony upominkowe do restauracji, po sprzęt sportowy. Jedynie zawodnicy startujący w nordic walking mieli pretensje, że nie dodano ich numerów do puli w losowaniu.

Piwniczna już trzeci raz sprawdziła się jako organizator ciekawej imprezy biegowej, przyciągając w tym roku trzystu zawodników. Życzymy, aby w przyszłym było ich jeszcze więcej!

Wyniki biegu znajdziecie w naszym KALENDARZU IMPREZ. Rezultaty pierwszych 100 panów i 50 pań (w tym wypadku 35) zostały zaliczone do cyklu Grand Prix Małopolski. Klasyfikacja przejściowa cyklu poniżej.

KM

Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

 

 

 

 

 

 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce