Limanowa Forrest - „na dobicie” i po punkty [ZDJĘCIA]


Za rok będzie jubileusz, a dzisiaj wystartowała dziewiąta edycja biegu górskiego Limanowa Forrest. 260 biegaczy, pogoda idealna do biegania i morderczy podbieg, z którym trzeba było poradzić sobie już od pierwszego kilometra. A o tym, że te trzy kilometry to nie przelewki wiedzą najwytrwalsi i wieloletni uczestnicy, którzy zawczasu przygotowali się nawet na marsz czy… pomaganie sobie rękoma.

Chociaż najbardziej na wyobraźnię działało tych 310 metrów w pionie do pokonania, najtrudniejszym fragmentem trasy był powrót z Miejskiej Góry, czyli bardzo szybki bieg w dół. Wskazywali na to zawodnicy już po ukończeniu biegu. Na szczęście wszyscy ukończyli zawody, na kilkadziesiąt minut przed upływem regulaminowych dwóch godzin.

Chociaż rekordu 7-kilometrowej limanowskiej trasy nie było, zawodnikom biegło się zdecydowanie lepiej niż w ubiegłym roku. W tym pogoda łaskawie zaskoczyła pochmurnym niebem, chłodnym powietrzem, a nawet przelotnym deszczem, co pozwoliło zawodnikom na schłodzenie się jeszcze na trasie.

Początek biegu zapowiadał, że jako pierwszy na mecie może pojawić się Adam Czerwiński, który mocno ruszył już od pierwszych metrów i jako pierwszy ze stawki rozpoczynał podbieg. W czasie jego trwania nie dał jednak rady mocnemu Ukraińcowi - Antonyukowi Viocheslavowi - który jako pierwszy zdobył szczyt góry, zdobywając tym samym tak zwaną premię górską, i nie oddał prowadzenia już do samego końca. Nad drugim Czerwińskim miał 1,5 minuty przewagi.

– Zabrakło sił, był bardzo mocny – skomentował wynik rywala Adam Czerwiński. – Cały podbieg raczej biegł, później mi uciekł i już nie widziałem. Ja przeszedłem do marszu i nawet rękami sobie pomagałem, trzymałem je na kolanach i tak zgięty w pół do góry szedłem, przemęczyłem ten bieg – dodał.

– Zawsze sobie mówię po tym biegu „nigdy więcej”, ale i tak tutaj wracam, już trzeci raz jestem, ale to tak na takie dobicie, zakończenie pierwszej części sezonu. Teraz sobie troszkę luzuję. Miałem w planach takie mocne bieganie tutaj, nawet mięśnie odczuły mocno… na pewno będę je do środy czuł – powiedział Czerwiński. Czy będzie rewanż za rok? – Chciałbym tutaj w końcu wygrać! Do tej pory mi się nie udało, ale będę próbował – podsumował.

Wśród pań walka była bardziej wyrównana. Po premię górską sięgnęła Dominika Wiśniewska-Ulfik, ale to nie ona, a Ukrainka Olena Kytyca jako pierwsza kobieta przybiegła na metę.

Sama trasa budziła wśród uczestników raczej pozytywne wrażenia. Komentarze na świeżo, tuż po przekroczeniu mety?

– Biegło się fajnie, pogoda była zdecydowanie lepsza niż w zeszłym roku, można powiedzieć, że włączona klimatyzacja i, na szczęście, nie było ślisko – powiedział Maciej Tracz.

– Było tak jak zawsze: pod górkę a potem z górki – z rozbrajającą szczerością skomentował bieg Zbigniew Solarski.

Tak jak zawsze biegowi towarzyszyła również zbiórka datków na Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Przystań” im. Jana Pawła II w Tymbarku. W czasie imprezy udało się zebrać ponad 2,5 tys. zł.

Wyniki klasyfikacji OPEN:

Kobiety:
1. Olena Kytyca – 32:46
2. Dominika Wiśniewska-Ulfik – 33:02
3. Katarzyna Golba – 33:10

Mężczyźni:
1. Antonyuk Viocheslav – 25:36
2. Adam Czerwiński – 27:03
3. Krzysztof Bodurka – 27:17

„Limanowa Forrest” jest zaliczany do cyklu Grand Prix Małopolski 2017. Punkty zdobyło po 100 najlepszych biegaczek i biegaczy. Na czołowych biegaczy czekają nagrody pieniężne.

Kolejna runda Grand Prix Małopolski to Bieg „Piwniczanki” – 23 lipca w Piwnicznej-Zdroju. 

JP

Polecamy również:


Podziel się: