Biega się głową. Naukowcy mają na to dowody


Opublikowane w czw., 04/12/2014 - 16:09

Erytropoetyna, inaczej słynne EPO to substancja naturalnie produkowana przez organizm i odpowiedzialna m.in. za wzrost produkcji czerwonych krwinek, a co za tym idzie pozwala zwiększyć możliwości biegacza. Istnieją też badania, które wiążą oddziaływanie EPO na funkcje mózgu związane z motywacją do działania. Nic więc dziwnego, że jest tyleż popularnym, co i zakazanym środkiem dopingowym.

Najnowsze badania szkockich naukowców dowodzą jednak, że wcale nie trzeba go sobie wstrzykiwać, żeby zadziałał. Wystarczy myśleć, że jest się na dopingu, a nawet i to nie jest konieczne, by mieć lepsze wyniki.

Do badania zaproszono 15 biegaczy o rekordach osobistych w okolicach 39:15 na 10km i poproszono ich, by przez kilka tygodni pokonywali serie po 3000 metrów na hali. Przez 7 dni przyjmowali zastrzyki z „dopingiem”. Powiedziano im, że to substancja zbliżona swoim działaniem do EPO. W rzeczywistości był to zupełnie neutralny i obojętny dla wyników sportowych roztwór soli.

W tygodniu z zastrzykami biegacze poprawili swoje wyniki na dystansie 3 km o 10 sekund. W warunkach zawodów lekkoatletycznych wystarczyłoby to, by istotnie zmienić swoje miejsce w klasyfikacji. Co ciekawe, biegacze twierdzili, że odczuwali dużą różnicę pomiędzy poszczególnymi tygodniami i w tygodniu z placebo czuli realny wzrost swoich możliwości i wytrzymałości. Potwierdzili, że byli w stanie biec szybciej i dłużej, a przy tym, po zażyciu „EPO”, byli pewniejsi siebie.

Placebo wystarczyło więc, by uwierzyć w siebie. Taką samą funkcję może pełnić wszystko to, o czym myślimy, że jest skuteczne, a przy tym legalne i bezpieczne dla zdrowia np. słuchanie ulubionej muzyki podczas startu lub trening siłowy przed bieganiem. Nie od dziś wiadomo, że biega się głową.

IB

źródło

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce