[FELIETON] Jak walczyć na równi z Kenijczykami i Etiopczykami?


Opublikowane w sob., 02/05/2015 - 08:49

W XXI wieku rywalizacja na ulicy i stadionach pomiędzy białym i czarnym biegaczem przypomina coraz bardziej biblijną walkę Goliata z Dawidem. Z tym, że tych Goliatów są setki, a w zasadzie już tysiące na świecie i każdy kolejny wydaje się być podrasowaną, a nawet ulepszoną wersją swojego poprzednika, a Dawidów jakby coraz mniej.

Przykład „złotego dziecka” USA – Galena Ruppa, a wcześniej popisy Pauli Radcliffe wydają się potwierdzać moją tezę. Kilka miesięcy temu we wspaniałym stylu w mityngu Diamentowej Ligi w Sztokholmie błysnęła „milerka” Jennifer Simpson. Wykorzystała taktyczne potknięcie koleżanek z Etiopii i Kenii, które w biegu na 1500m obrały mordercze tempo na rekord świata, w konsekwencji go nie wytrzymując. W kolejnej edycji mityngu z tej serii, po tygodniowej przerwie, tym razem w Zurichu rozstrzygnięcie było podobne.

W Polsce trzyma się jeszcze mocno pokolenie lat 90. Mają oni przed sobą jeszcze kilka ładnych lat biegania i - oby - rozwoju. Następców i zaplecza jakby brak…. W Stanach Zjednoczonych kadra biegaczy średnio i długodystansowych na światowym poziomie jest większa niż u nas niż reprezentacja z wszystkich konkurencji razem wzięta. Tylko nie mówmy, że nie mamy takich możliwości jak Amerykanie. Możliwości mamy, tylko konkretnych rozwiązań na dzień dzisiejszy jakby brak. Nie wierzę, że polski biegacz czy polska biegaczka jest mniej utalentowana i zmotywowana do ciężkiej pracy od tego/tej zza oceanu.

Inna sprawa - jeśli kierujemy „kosmiczne” środki na tworzenie warunków na najwyższym poziomie w grach zespołowych, to dlaczego nie można tego samego zrobić w konkurencjach biegowych? Na samych ambicjach nie wytrenuje się zawodników walczących o najwyższe laury. Temat jest wałkowany przez ostatnie lata i nadal bez wymiernych efektów, poza kilkoma epizodami, błyskami wyników, nie widać by cokolwiek uległo zmianie.

Z konkurencji biegowych na świecie jedynie biegi średnie „bronią” się dziś przed Afrykanami. Głównie te męskie, ale od niedawna także te, wspomniane wcześniej, kobiece. Od pewnego czasu mamy zaciętą rywalizację na wysokim poziomie, gdzie możemy mieć swojego ulubieńca. Także z Polski. Nie chcę nikogo obrażać, rasistą też nie jestem i szanuję wszystkich zawodników bez względu na kolor skóry, wyznanie czy też pochodzenie. Ale w tym wszystkim konkretnie brakuje mi widowiskowości, jaką obserwowaliśmy jeszcze trzy, dwie, a nawet jedną dekadę temu.

Poza tym, do całej dyskusji można by podłączyć kolejne niekończące się wątki - debata na temat braku skutecznych czy jakichkolwiek kontroli antydopingowych w Afryce czy też bardzo kontrowersyjne wyrabianie szybkobiegaczom nowych paszportów przez państwa krajów zachodnich. To trochę czyni ten nasz biegowy sport mniej przejrzystym, stwarzającym pozory, że przecież wszystko jest porządku bo mamy znakomitych zawodników z Europy – Mo Faraha, Sifan Hassan, Abebę Aregawi, Meraf Bahtę, Isaaca Kimeli... Bez względu na nasze poglądy, nie należy odbierać czarnoskórym zawodnikom zasług oraz inspiracji.

Wracając do tytułu - wiecie kto to był Frank Horwill? To legendarny szkoleniowiec z Wysp Brytyjskich, trener biegaczy. To między innymi u niego szukał wiedzy i porad trener Sebastiana Coe, czyli jego ojciec. Bardzo podoba mi się jego filozofia i często niektóre jej elementy sprawdzam, a inne stosuję z powodzeniem w swojej pracy szkoleniowej.

Dlaczego przywołałem to nazwisko? O przewadze fizycznej czarnoskórych biegaczy krąży tyle mitów, legend i opowieści, że wystarczyłoby spokojnie na zapełnienie stron pokaźnej książki. Frank pracował w Afryce. Przebywał przez długi czas w RPA i innych krajach. Z tamtego okresu przywiózł spory bagaż wiedzy, opartej na czystej fizjologii treningu czarnoskórych biegaczy i ich filozofii. Obserwował ich i badał i - myślę - dzięki temu wielu Brytyjczyków w latach 80. i 90. znakomicie spisywało się na bieżniach całego świata. Być może gloryfikuję jego zasługi, ale bez wątpienia zapisał się złotymi zgłoskami na kartach historii angielskiej królowej sportu. Frank Horwill miał swój przepis na skuteczną rywalizację z czarnoskórymi biegaczami. 

 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce