Grzegorz Rejman o swojej ultra przemianie: „Z dwóch został jeden, ten właściwy”.


Opublikowane w pt., 25/01/2019 - 21:30

Dzisiaj jest ultrasem, prowadzi bloga, inspiruje innych. Jeszcze kilka lat temu siedział w domu, nie próbując nawet walczyć z otyłością. Kiedy zaczął, „zgubił” połowę siebie. Żartem mówi, że z nich dwóch został jeden, na szczęście ten właściwy, który odnalazł siebie w bieganiu. Nie wyobraża już sobie innego życia. Planuje starty w ultra, marzy o UTMB. Przy takiej determinacji z pewnością zrealizuje swój cel. Poznajcie Grzegorza Rejmana, który zgodził się opowiedzieć o przemianie swojego życia i myślenia.

Mówi się, że bieganie zmienia życie. Często to nieco przesadzone stwierdzenie, ale chyba nie w Twoim przypadku?

Grzegorz Rejman: Dzięki bieganiu żyję. Nie wiem, jak długo bym pożył, gdybym się nie wziął za siebie i nie zaczął biegać. Przy mojej nadwadze organizm mógł sobie nie poradzić. Ważyłem 145 kg przy wzroście 1,76 m. Byłem „człowiekiem grubej kości”. Nie wiem czy serce by to wytrzymało. Bieganie zmieniło całe moje życie. Wcześniejsze życie może nie było nudne, ale inne: praca, dom, praca… pomiędzy tym jedzenie. Teraz jest lepiej. Jestem zdrowy. Przynajmniej na ciele, bo niektórzy żartują, że z głową mam problemy. Przeszedłem z jednej skrajności w drugą… Ale wyniki mam bardzo dobre, wiek metaboliczny 20 lat. Mam siłę, żeby się bawić z dzieckiem, inną sylwetkę… Kiedyś trudno było kupić coś do ubrania, teraz jestem już prawie w rozmiarze S.

Ogromna przemiana. Właściwie można powiedzieć, że „zgubiłeś” po drodze połowę siebie...

Schudłem ponad 70 kg, więc tak. Z dwóch został jeden, ten właściwy.

Jak to się stało? Pewnego dnia postanowiłeś po prostu coś zmienić? Bieganie miało być środkiem czy celem? Biegałeś, żeby schudnąć, czy odchudzałeś się, bo chciałeś biegać?

Zacząłem biegać, żeby schudnąć. Zapalnikiem był moment, kiedy przeszedłem w bieliźnie obok lustra i zobaczyłem jak wyglądam. A bieganie wybrałem, bo wydawało mi się, że jest najprostsze.

„Myślałem”, czyli jednak nie jest?

Okazało się, że są dwa „biegania”. Jedno jest to, kiedy wychodzę z domu raz czy dwa w tygodniu i biegam dookoła bloku 3 km, żeby schudnąć. I jest bieganie, kiedy poświęcasz dla niego bardzo dużo, przygotowujesz się do startów. Tak jak ja teraz do biegów ultra. Pytanie, czy biegasz, żeby wyjść się przewietrzyć, czy bieganie stało się już częścią twojego życia. Nie wiem czy potrafiłbym teraz nie biegać.

Czyli początkowo bieganie miało być środkiem a jednak stało się celem samo w sobie?

Tak. Zaczynałem od 100 metrów. Myślałem, że skończę w karetce i umrę. Tak wyglądała moja kondycja. To działo się cztery lata temu. Przez dwa lata biegałem, żeby spalić kalorie i schudnąć. Do tego była odpowiednia dieta. Po dwóch latach zaczęło się bieganie pod plan treningowy, postawiłem sobie cele. Ja jestem osobą, która musi mieć cel. Bez tego nie mam motywacji.

To jaki masz teraz cel?

Jest nim przygotowanie się do UTMB i start w mekce biegaczy w Chamonix. Chciałbym w ciągu dwóch lat zebrać punkty i tam wystartować. Ale przebiec te zawody a nie tylko zaliczyć.

Kiedy i w jaki sposób zachodzi taka przemiana z człowieka, który biega, żeby schudnąć i żyć, walczy o każdy kilometr i kilogram, w biegacza, którzy marzy o dystansach ultra?

To chyba zależy też od charakteru. Zakochałem się w górach, kiedy znajomy oddał mi pakiet na bieg na Śnieżkę. Przebiegłem tam jedną pętlę i powiedziałem, że skoro to mi się udało, to mogę zrobić wszystko. To był zapalnik. Trzeba uwierzyć w siebie. Po prostu. Bo ta siła jest w każdym człowieku…

Jak reagowali na tak wielką przemianę Twoi znajomi i bliscy?

Moi koledzy najpierw pytali, czy jestem chory, czy dzieje się coś złego. Schudłem za 145 do 74 kg w 18 miesięcy. Oczywiście, robiłem to z dietetykiem i cały czas byłem pod nadzorem. Zmieniłem się cały: zmianie uległa nie tylko sylwetka, ale też twarz. Znajomi mnie nie poznawali. Zdarzało się, że przechodziłem koło kogoś a on mnie nie poznawał. Śmiałem się, że mogłem popożyczać wcześniej pieniądze i potem mówić, że to nie ja… Teraz nadal nie wierzą, że tak się da. Ludzie pytają, jakie tabletki brałem, żeby schudnąć. Koledzy, którzy kiedyś przy mnie wyglądali chudo, teraz się zapuścili a ja trzymam formę i to oni wyglądają grubo.

Czy grono Twoich znajomych się zmieniło przez ten czas?

Tak! Nie zerwałem starych kontaktów, ale poznałem mnóstwo nowych osób, które trenują, biegają, są aktywne fizycznie. Można powiedzieć, że zmieniłem towarzystwo na bardziej sportowe.

Wspomniałeś o dietetyku… Nadal jesteś pod jego opieką? Czy skoro schudłeś, nie ma już takiej potrzeby?

Jestem. Nie mam rozpisanych konkretnych posiłków, jak kiedyś, ale wagi: ile czego mogę zjeść, żeby trzymać kaloryczność. Z otyłością jest tak, jak z alkoholizmem: otyłym jest się całe życie. Mam wrażenie, że organizm to pamięta. Tyję dużo szybciej niż normalni ludzie, którzy nie mieli problemów z otyłością. Potrafię popuścić pasa przez weekend i w poniedziałek jestem na plusie 4 kg a moja żona 0 albo 0,1 kg. Trzeba się cały czas pilnować.

Co byś powiedział tym, którzy boją się zacząć walczyć o siebie?

Jeśli zastosujecie mądrą dietę, schudniecie pod opieką dietetyka, to wszystko jest możliwe. Tego się nie robi w ciągu miesiąca, ale w długim okresie. I jeśli ktoś wam mówi, że dieta 1800 kalorii to idealny sposób, nie wierzcie, bo po prostu się zagłodzicie. Żeby chudnąć, trzeba jeść, ale mądrze. A przy tym się ruszać.

Dzięki za rozmowę. Trzymam kciuki za powodzenie biegowych planów!

Treningi starty Grzegorza możecie śledzić na jego stronie: KLIKNIJ

Rozmawiała Katarzyna Marondel


Polecamy również:


Podziel się: