"Lepiej mieć ból stopy niż udar mózgu". Znanego ortopedy spojrzenie na boom biegowy


Opublikowane w czw., 16/01/2020 - 08:20

– Po dziesięcioleciach regresu i zaniedbań, podczas których nie zwracaliśmy uwagi na aktywność fizyczną, widzę, że wiele osób zaczęło przykładać do tego ogromną wagę.

– Jest to na pewno związane z tym, że podniósł się nasz poziom życia i zamożności, a przez to świadomość zdrowotna. W społeczeństwie pojawił się duży ruch w kierunku sportu i uprawiania go na co dzień – uważa dr hab. Marcin Domżalski (na zdjęciu z prawej), jeden z najbardziej znanych polskich ortopedów sportowych, profesor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wykładowca warszawskiej konferencji Sportowiec Amator zorganizowanej przez Ortopedikę i Polski Komitet Olimpijski.

Nie obawia się pan, że to – jak każda - moda krótkotrwała? Bo teraz, rzeczywiście, fajnie jest pokazać się na rowerze, leśnych ścieżkach biegowych, na basenie, z medalem ukończonych zawodów w tej czy innej dyscyplinie. Ale czy to za chwilę nie minie?

Dr hab. Marcin Domżalski: - Haha, w serwisach społecznościowych widać, jak wiele osób chwali się uprawianiem sportu. Dlatego zawsze bardzo bawią mnie posty o treści: „a wiesz, że można biegać i nie chwalić się tym na facebooku?” (śmiech). Część osób robi to rzeczywiście na pokaz, ale uważam, że bardzo duża grupa uprawia sport autentycznie dla siebie, prozdrowotnie, żeby podnieść swoją kondycję fizyczną i poprawić samopoczucie.

A co o tym sportowym boomie sądzą lekarze?

Z punktu widzenia medycyny szeroko pojętej - to bardzo dobrze, bo sport doskonale wpływa na układ naczyniowy człowieka, czyli serce, układ oddechowy. Natomiast z perspektywy mojej specjalności, czyli ortopedii – wiąże się, niestety, z zagrożeniami.

Niekontrolowane, nagłe rozpoczęcie uprawiania sportu, często od razu na dużej intensywności, powoduje przeciążenia mięśniowe, więzadłowe, a nawet przeciążeniowe złamania kończyn. Mimo jednak tych autentycznych zagrożeń, absolutnie popieramy ruch, aktywność i uprawianie sportu: jest to działanie bezapelacyjnie prozdrowotne.

A jeszcze, mówiąc pół żartem, ortopedzi i fizjoterapeuci zacierają ręce, bo sportowy i biegowy boom w polskim społeczeństwie dostarcza im od kilku lat nieprzerwanego dopływu coraz to nowych pacjentów.

Powiem szczerze, że i bez biegania pacjentów nam nie brakuje, bo jest nas ortopedów bardzo mało (śmiech). To prawda, że biegacze stanowią sporą część naszych klientów. Są to „dobrzy pacjenci”, bo pacjenci bardzo świadomi i w wielu przypadkach dobrze wyedukowani, ale też pacjenci trudni w prowadzeniu, bo niezwykle uparci.

Trudno się jednak im dziwić, bo udowodniono już, że bieganie jest jedną z używek, uzależnia i niełatwo się od niego odzwyczaić. Niezwykle trudno przekonać biegacza, że powinien na jakiś czas zaprzestać swojej aktywności, bo to jest jego ważny kawał życia.

Dość powszechne jest przekonanie, że do ortopedów z kontuzją chodzić nie warto, bo pierwszym i podstawowym ich zaleceniem jest „nie biegać”.

Potwierdzam! -– ale z jednym ważnym zastrzeżeniem: ta prawda dotyczy lekarzy ortopedów, zajmujących się ogółem pacjentów, a nie mających na co dzień do czynienia ze sportowcami. Część moich kolegów po fachu zajmuje się, na przykład tylko i wyłącznie leczeniem choroby zwyrodnieniowej.

Oczywiście, najłatwiej jest powiedzieć pacjentowi: „proszę nie biegać, wtedy wszystko ustąpi”. Ale ja uważam, że doszliśmy do momentu, w którym czas i przerwa nie są żadnym leczeniem. Powinniśmy oferować pacjentowi takie leczenie, żeby mógł w jego trakcie uprawiać to, co lubi i robić to bezbólowo, bezpiecznie dla siebie.

Zdaję sobie sprawę, że prawie żaden pacjent nie posłucha zalecenia przerwania aktywności. Sam uprawiam sport, gram w koszykówkę, która też nie jest dyscypliną najbezpieczniejszą i wiem, że jeśli ktoś – w tym przypadku moja żona – powie mi, że mam sobie dać na jakiś czas z nią spokój, to tego po prostu nie słucham.

Biegacze mają też pretensje do ortopedów, że każdy uraz chcieliby leczyć operacyjnie.

Wydaje mi się, że lekarze wykonujący dużo zabiegów potrafią odpowiednio wyselekcjonować przypadki do leczenia operacyjnego. Jeśli chodzi o biegaczy, ja bardzo nie lubię stosować leczenia operacyjnego, traktuję je jako ostateczność. Dlaczego? Zoperować stopę jest trudno, a zoperować tak, żeby nie bolała podczas biegania - jeszcze trudniej.

Z czego wynikają najczęściej kontuzje biegaczy, jakie są ich przyczyny?

Uraz mechaniczny to przypadek, na który najczęściej nie mamy wpływu, jak choćby nadepnięcie w tłoku na czyjąś stopę. Doświadczenie z mojego gabinetu lekarskiego mówi jednak, że wiele kontuzji zawdzięczamy sobie sami. Bardzo proszę biegaczy, żeby przed podjęciem ciężkiego treningu biegowego, np. przygotowania do maratonu, zasięgnąć konsultacji medycznej, nie mówię, że od razu ortopedycznej, ale choćby fizjoterapeutycznej.

Warto zmierzyć długość kończyn, sprawdzić oś kończyny, zobaczyć jak się rozkłada nacisk w stopach, żeby wyrównać ewentualne niedoskonałości wkładkami do butów, rozciągnąć, głównie przykurcz ścięgna Achillesa. To naprawdę proste rzeczy, a potrafią nas zabezpieczyć przed bardzo wieloma problemami i spowodować, że bieganie będzie przyjemnością.

Ale kilka z tych badań brzmi szalenie skomplikowanie!

W żadnym wypadku. Zrobi to każdy fizjoterapeuta, który choć trochę zajmuje się sportem. Trudniejsze jest może badanie nacisku, ale wystarczy wpisać w przeglądarce internetowej pytanie „gdzie są wykonywane wkładki do obuwia?”. Niemal każde z takich miejsc ma urządzenia, które są w stanie dobrze zbadać nacisk.

Jakie urazy są najpowszechniejsze wśród biegaczy?

Szeroko pojęty ból w śródstopiu: ból przodostopia, ból śródstopia. Rzadziej są to bóle ścięgniste, te są najczęściej spowodowane przeciążeniem. Rzadko kiedy w bieganiu długodystansowym spotyka się zerwania ścięgien, one są częstsze w sprintach.

A czy nawierzchnia, po której biegamy, jest istotna dla bezpieczeństwa uprawiania naszego sportu? Czy to prawda, że asfalt jest bardziej kontuzjogenny?

Intuicyjnie wydaje się, że asfalt jest gorszy i z punktu widzenia uniknięcia przeciążeń bezpieczniejsze jest bieganie po podłożu miękkim. Ale ja nie znam badań, pokazujących wyższość podłoża leśnego czy górskiego nad ulicznym. Tam przecież jest mnóstwo nierówności, korzeni czy innych przeszkód. Nie ma więc chyba jednoznacznego rozstrzygnięcia tego dylematu.

Panie doktorze, lepiej jest biegać i narażać się na kontuzję, czy odpuścić sport i nie ryzykować urazów?

Odpowiem bardzo krótko: lepiej mieć ból stopy niż udar mózgu.

Rozmawiał Piotr Falkowski

fot Ortopedika / Sportowiec Amator


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce