Motywacja ucieka? "Gońmy ją!" O bieganiu i głowie w czasach zarazy z psychologiem sportu


Opublikowane w czw., 26/03/2020 - 08:40

Imprezy biegowe odwołane do „nie wiadomo kiedy”. Trenować mimo to? Ale po co, skoro nie ma celu? Takie pytania zadaje sobie ostatnio niejeden biegacz, który nagle stracił z oczu namacalny cel oznaczony konkretną w kalendarzu.

Motywacja wyraźnie „siada”... Jak ją na powrót odnaleźć albo utrzymać, zanim odejdzie (a raczej odbiegnie)? Jak nie dać się zniechęceniu? Czytelnikom naszego portalu radzi psycholog sportu Zuzanna Wałach-Biśta, biegaczka, ultraska, ekspert Forum Sport-Zdrowie-Pieniądze podczas 10 TAURON Festiwalu Biegowego w Krynicy-Zdroju.

"Zacznę od powtórzenia tego, co mówią wszyscy: jeśli nie masz możliwości biegać samemu lub z kimś bliskim, albo też czujesz się osłabiony, a wręcz chory – nie rób treningu na siłę. Teraz najważniejsze są zdrowy rozsądek i zadbanie o zdrowie oraz bezpieczeństwo.

A odpowiadając na zadane pytanie... To jest bardzo dobry czas na to, by zadać sobie pytanie o swą pierwotną motywację biegową. Co mnie kiedyś skłoniło do tego, żeby zacząć biegać? Po co ja to w ogóle robię, dlaczego biegam? Zastanowić się, do czego bieganie jest mi potrzebne, co ono mi daje? Jeśli biegam, trenuję, ale gdy nagle nie mam startu to spada mi motywacja, może więc jestem zbyt skupiony na wynikach i osiągnięciach? A jeśli wynik jest dla mnie najważniejszy – to znowu: co mi to daje? Czy czuję się przez to lepszy, bardziej wartościowy, pewniejszy przez to, że jestem w czymś dobry?

Wróćmy zatem do pytania o pierwotną motywację. Prawdopodobnie najczęściej odpowiedź będzie brzmiała: dla zdrowia, żeby schudnąć, może dla wyrwania się z domu i zdobycia kilkudziesięciu minut wyłącznie dla siebie, poukładania myśli, przemyślenia problemów i poszukania ich rozwiązania. A może po prostu chciałem zaznać przyjemności bycia na zewnątrz, kontemplowania przyrody, widoków natury?

A gdy już przypomnimy sobie, dlaczego po raz pierwszy poszliśmy pobiegać i przez jakiś przynajmniej czas biegaliśmy, zastanówmy się, jaka motywację do biegania mamy teraz. Czy coś się w tym zmieniło? Bo jeśli tak i jeśli teraz naszym głównym bodźcem są wyniki i biegowe osiągnięcia, a w obliczu odwołania wszystkich imprez te chęci nam po prostu znikają, może warto byłoby wrócić do motywacji pierwotnej? Znowu zacząć szukać w sporcie tego, czego chciałem od niego kilka czy nawet kilkanaście lat temu? Skupmy się właśnie na tym! To moja pierwsza rada dla wszystkich biegaczy!

Co dalej? Jeśli imprezy biegowe są dla nas tak bardzo ważne, stały się wręcz „solą” naszego biegania, pamiętajmy: te zawody prędzej czy później wrócą! Znów za jakiś czas zaczną się odbywać. Spójrzmy na sportowców wyczynowych, dla których igrzyska olimpijskie zostały przełożone o rok: dla nich obecny czas nie jest labą! Oni cały czas pracują. Wiedzą, że kluczowe jest to, jak ten okres przepracują i w jakiej dyspozycji będą w momencie powrotu do normalnego treningu. Postarajmy się ich naśladować.

To jest czas, w którym warto zastanowić się, czego do tej pory w naszym treningu brakowało, co zaniedbaliśmy, do czego nie potrafiliśmy się zmusić albo na co brakowało nam po prostu czasu. To jest świetny moment, żeby te braki nadrobić! Popracujmy nad siłą, stabilizacją, zbudujmy nawyki, które potem, po powrocie do „normalności”, będą w treningu jak znalazł i odpłacą nam z nawiązką. Pomyślmy o naszym bieganiu i wynikach długoterminowo, długofalowo.

Eksperymentujmy: wprowadźmy do naszego treningu nowe elementy, potestujmy, jak na nasz organizm działają nowe, nieznane mu dotąd bodźce. Szukajmy nowych rozwiązań: z własnego wyboru lub do tego zmuszeni. Ja na przykład szukam nowych miejsc do biegania. Na Śląsku, gdzie mieszkam, zamknięto wszystkie parki, w których do tej pory biegałam. Szukam więc (i z radością odkrywam!) nowych miejsc do treningu, okazuje się, że jest ich całe mnóstwo, tylko ja ich jeszcze nie znałam!

Taki okres jak teraz to także świetny moment do popracowania z naszą głową. Bo zobaczmy: jeśli obecne odwołanie biegów tak znacząco wpływa na naszą motywację, że jest nam dużo trudniej wyjść na trening, co będzie w trudnej chwili podczas zawodów? Czy będę w stanie dać z siebie naprawdę wszystko? Pozwólmy sobie na refleksję: jeśli nie chce mi się trenować, bo w najbliższej perspektywie nie ma zawodów, to czy potrafię wykrzesać z siebie waleczność i ostatnie siły w najważniejszym momencie rywalizacji, kiedy ta już w końcu wróci...

Postawmy sobie wyzwanie. Niech każde kolejne wyjście teraz na trening, pokonanie swego „niechcemisię” będzie dla nas szlifowaniem swojej waleczności. Ona potem, podczas startu, pomoże nam osiągnąć lepszy wynik. To się przyda szczególnie biegaczom ultra, bo właśnie w biegach długodystansowych głowa odgrywa szczególnie dużą rolę, pomaga wychodzić daleko poza sferę komfortu.

Potraktujmy zatem okres zarazy nie jako czas, który nam coś zabrał (szczególnie zawody biegowe), tylko jako okres, w którym możemy coś zyskać. A możemy w nim zyskać naprawdę wiele w obszarach do tej pory zaniedbanych. Warto pójść w tę stronę i do tego serdecznie zachęcam!

I na koniec jeszcze jedna ważna, moim zdaniem, sprawa. Nie możemy się obecnie spotykać, kontaktować bezpośrednio. Dbajmy jednak o to, by utrzymać jak najbliższy kontakt wirtualny z naszymi dotychczasowymi partnerami, towarzyszami biegowymi. Rozmawiajmy jak najwięcej telefonicznie czy przez sieć, opowiadajmy o swoim bieganiu, wymieniajmy się nowymi doświadczeniami, pokazujmy zdjęcia z nowych miejsc i nowych form treningu. Podpowiadajmy sobie, doradzajmy. Motywujmy się nawzajem do wyjścia na trening, zwłaszcza jeśli bardzo się nie chce...

Utrzymajmy kontakt! To niezwykle ważne! A za jakiś czas, może nawet niedługi, wszystko wróci do normalności. A my – wrócimy jeszcze silniejsi!"

Rad psychologa sportu wysłuchał Piotr Falkowski

fot. IB


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce