Nie tylko dla orłów. Trening biegowy w Tatrach


Opublikowane w pt., 09/08/2019 - 08:36

Sezon wakacyjny w pełni, wielu biegaczy trenuje w górach. Farciarzom poszczęściło się w losowaniu na Bieg Granią Tatr 17 sierpnia. Trochę naszych pobiegnie też w rozgrywanej tego samego dnia na Słowacji Tatranskiej Šelmie, a jeszcze więcej w organizowanym przez Polaków Ultra Janosiku dwa tygodnie później. Niektórzy wyjeżdżają na trudne technicznie, skyrunningowe biegi za granicą. Gdzie u nas trenować do takich wyzwań? Oczywiście najlepiej w Tatrach!

Czy trening w naszych najwyższych górach jest dla wszystkich?

Jak najbardziej, każdy znajdzie w nich coś dla siebie, niezależnie od swojego poziomu sportowego. Wystarczy zachować odrobinę zdrowego rozsądku. Nawet początkujący biegacz czy górołaz może pobiegać w dolinkach albo na Ścieżce nad Reglami. Każda w miarę sprawna i obyta z górami osoba nie cierpiąca na lęk wysokości da radę w pogodny dzień przejść Orlą Perć, choć niekoniecznie całą w jeden dzień. Jeśli nie czujemy się zbyt pewnie, lepiej zrobić to w towarzystwie kogoś bardziej doświadczonego. No i przy czasie przewodnikowym ok. 6,5 godziny, niekoniecznie polecamy podejmować próby przebiegnięcia jej w tempie rekordzistów, czyli Filipa Babicza (1h04) i Olgi Łyjak (1h38). A jest jeszcze mnóstwo szlaków o pośrednich stopniach trudności...

Pojęcia wycieczki pieszej i wycieczki biegowej, na nizinach dość od siebie odległe, w górach paradoksalnie się do siebie zbliżają. O ile Doliną Chochołowską czy Kościeliską każdy biegacz może sobie podbiec, to wyżej w górach podbiegi dla zdecydowanej większości z nas staną się podejściami. Ich tempo zależne będzie od naszej kondycji. Zbiegać też warto umieć, ale o tym w dalszej części tego artykułu.

Różnorodność

Większość z nas ma możliwość przyjechać w Tatry na krótki czas – od kilku dni do dwóch, góra trzech tygodni. Szczególnie przy kapryśnej aurze, z której słyną nasze najwyższe góry, kusi nas, by wykorzystać na maksa każdy pogodny dzień. Co ambitniejsi z nas rzucą się w górski żywioł jak dziki w żołędzie i będą chcieli dzień po dniu zaliczać dwudziesto- albo i trzydziestokilometrowe wyrypy. Lepiej wytrenowani górscy biegacze mogą sobie na to pozwolić, a dla ultrasów przygotowujących się do najdłuższych dystansów nawet jest to czasami polecane. Klucz jednak tkwi w słowie „czasami”.

W większości przypadków bowiem najlepszym treningowym bodźcem jest... różnicowanie bodźców. Dokładnie tak, jak czynią asfaltowi, czy też szerzej mówiąc, nizinni biegacze.

Tak więc następnego dnia po przebiegnięciu (to pojęcie względne) całej Orlej Perci, czy zaliczeniu Szpiglasa i Rysów w jeden dzień, nie musimy od razu porywać się np. na kawał grani Tatr Zachodnich od Wołowca do Bystrej, czy też po słowackiej stronie od Siwego Wierchu do Rohaczy. Dzień po takiej wyrypce lepszy jest wypoczynkowy truchcik albo spacer w niższych partiach gór z rodziną, przyjaciółmi czy psem – choć na to ostatnie przepisy pozwalają tylko na Słowacji. Po naszej stronie Tatr ze zwierzakiem możemy chodzić tylko poza Tatrzańskim Parkiem Narodowym, a więc np. Drogą pod Reglami, czy na Gubałówce i Butorowym Wierchu.

Kolejnego dnia zastosujmy jeszcze inny środek treningowy. Świetną alternatywą dla długiej wyrypy jest szybki podbieg/podejście o krótkiej bądź umiarkowanej długości. Im krótsza trasa, tym intensywniejsze może być nasze tempo. Bardzo mocnym bodźcem jest strome podejście, czy też podbieg w drugim zakresie tętna, w końcówce dociśnięty na maksa – ale to już dla bardziej zaawansowanych. Krótsze, szybsze wypady pozwolą nam uniknąć „zamulenia”, czy też „zaczłapania” zbyt długim kilometrażem w wolnym tempie.

W polskich Tatrach takim przykładowym treningiem będzie dwukrotny wbieg i zbieg na Nosal (po jednym razie z każdej strony), fragmenty czarno znakowanej Ścieżki nad Reglami wraz z reglowymi dolinkami, Kasprowy albo Kopa Kondracka z Kuźnic, Giewont z dowolnej strony (najlepiej o świcie albo późnym popołudniem, by uniknąć największych tłumów), czy Grześ z Doliny Chochołowskiej. Ten ostatni może być połączony z Rakoniem i Wołowcem, by uzyskać trasę o średniej długości. W drodze powrotnej zaliczymy przy okazji trening zbiegania, o którym jeszcze wspomnimy.

Na Słowacji taką „średnią” wyrypkę możemy zrobić np. na Sławkowski Szczyt albo Krywań, oba o wysokości ponad 2400 metrów. Dla wytrenowanego górskiego biegacza do tej samej kategorii zalicza się wejście na Rysy od dowolnej strony (z Polski jest znacznie trudniejsze technicznie).


The project is co-financed by the Governments of Czechia,  Hungary, Poland and Slovakia through Visegrad Grants from International Visegrad Fund. The mission of the fund is to advance  ideas for sustainable regional cooperation in Central Europe.

Projekt współfinansowany przez rządy Czech, Węgier, Polski i Słowacji poprzez Granty Wyszehradzkie Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego. Misją funduszu jest promowanie pomysłów na trwałą współpracę regionalną w Europie Środkowej.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce