Nie tylko dla orłów. Trening biegowy w Tatrach


Opublikowane w pt., 09/08/2019 - 08:36

Scrambling

Trudności szlaków to osobny problem do omówienia. Takich atrakcji, jak w Tatrach, nie spotkamy pod tym względem nigdzie indziej w Polsce. Największe ich nagromadzenie jest na wspomnianej już Orlej Perci. Sztuczne ułatwienia (łańcuchy, klamry itp.) można spotkać też w wielu innych miejscach. Najciekawsze tego typu odcinki oferują m.in. Rysy i Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem od naszej strony, a na Słowacji Czerwona Ławka, Rohatka i Polski Grzebień z Małą Wysoką, czy też grań Rohaczy, Trzech Kop i Banówki w Tatrach Zachodnich. Oprócz tego w wielu innych miejscach pomocne bywa przytrzymywanie się skał rękami.

Czy to jest jeszcze bieganie? Lepiej to nazwać szybkim poruszaniem się w terenie skalnym, na pograniczu łatwej wspinaczki – po angielsku określane słowem „scrambling”. Władze TPN prawdopodobnie w najbliższych latach nie zgodzą się na rozegranie zawodów np. na Orlej Perci, nawet dla bardzo ograniczonej liczby uczestników. Na Słowacji trasy Ultra Janosika i Tatranskiej Šelmy zawierają krótkie fragmenty ubezpieczone łańcuchami i klamrami. Na najbardziej ekstremalnych zagranicznych zawodach skyrunningowych występują trudności wyższe, niż na Orlej Perci – np. Trofeo Kima, Tromsø Skyrace, Glen Coe Skyline, Aladağlar Sky Trail, Els 2900.

Zbiegi, podejścia i podbiegi

Scramblingowe umiejętności możemy sami doskonalić na tatrzańskich szlakach, podobnie jak wspomnianą wcześniej sztukę szybkiego zbiegania w trudnym terenie. Tę przydatną zdolność jedni mają do pewnego stopnia „wrodzoną”, innym zbieganie przychodzi trudniej, jednak zawsze można je podszkolić.

Bardziej strome, techniczne odcinki w dół pokonujemy drobnymi, szybkimi kroczkami na lekko ugiętych nogach. W ten sposób lepiej kontrolujemy sytuację i jednocześnie odciążamy kolana, gdyż większość obciążenia przejmują mięśnie czworogłowe ud (kłania się trening siłowy i ogólnorozwojowy!). Nie patrzymy tylko pod nogi, lecz przede wszystkim nawet kilkanaście kroków naprzód – niczym wytrawni szachiści, którzy planują wiele kolejnych ruchów. Na łagodniejszych zbiegach możemy swobodnie „puścić się” i lecieć dłuższymi susami, czując wiatr we włosach.

Na stromych zbiegach warto w miarę możliwości lądować na całej stopie lub śródstopiu, dla zachowania lepszej przyczepności i równowagi. Utrzymajmy możliwie prostą postawę i pełną koncentrację, ale nie spinajmy się – gdy jesteśmy spięci, łatwiej o wywrotkę. Dla zachowania równowagi machajmy swobodnie rękami – małpy, koty i wiewiórki mają do tego jeszcze ogony, ale nasze górne kończyny też sprawdzają się całkiem nieźle! A trening zbiegania zaczynajmy oczywiście od nieco łatwiejszych szlaków...

Stromo pod górę zwykle nie opłaca się podbiegać. Większość z nas zresztą na dłuższą metę i tak nie będzie w stanie. Tu przychodzą z pomocą kijki trekkingowe, które warto wypróbować choćby po to, czy ich stosowanie będzie nam pasować. Nie wszyscy je lubią, ale warto dokonać świadomego wyboru. Kiedy ich używamy, nie podpieramy się nimi, lecz stosujemy technikę podobną do nordic walking – odpychamy się zza siebie, mocno pracując ramionami.

Bez kijków na stromych, szybkich podejściach pomaga opieranie się dłońmi na kolanach lub dolnych częściach ud. Nie warto jednak być cały czas pochylonym zbyt mocno do przodu, gdyż obciążamy wtedy zbytnio mięśnie czworogłowe ud i ograniczamy możliwości oddechowe płuc. Prostujmy się przynajmniej czasem, by pośladki przejęły część obciążenia i byśmy mogli odetchnąć pełną piersią. Kiedy przechodzimy do podbiegania, mocno pracujmy ramionami, które działają wtedy jak wahadła, nadając nam dodatkowy pęd.

Szczególnie w słowackich Tatrach Wysokich zdarzają się szlaki, gdzie kije często wpadają w szczeliny między kamieniami i więcej przeszkadzają, niż pomagają – można je wtedy złożyć i ewentualnie schować.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce