"Tani luksus szkodzi!" - twierdzi dr Andrzej Mioduszewski. "Jesteśmy skazani na sport"


Opublikowane w wt., 28/01/2020 - 22:07

„Jesteśmy skazani na sport!” – twierdzi dr Andrzej Mioduszewski (na zdjęciu z lewej), specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu, kierownik medyczny Centrum Chirurgii Specjalistycznej Ortopedika w Warszawie, jeden z organizatorów konferencji Sportowiec-Amator w Warszawie. Prosimy o uzasadnienie tezy i wytłumaczenie, dlaczego tak uważa.

– Odpowiem pytaniem na pytanie: bo jak nie uprawiać sportu, to co? Leżeć na kanapie, oglądać telewizję, grać na konsoli? Super, tylko... Zacznę może nieco filozoficznie: Czynnikiem, który działa na nas wszystkich, bez wyjątku, jest grawitacja. A zdolność do życia to umiejętność przeciwdziałania grawitacji – jeśli organizm tego nie potrafi, przestaje także być zdolny do życia. Żeby wzmocnić swoją zdolność przeciwdziałania grawitacji, musimy cały czas utrzymywać organizm w działaniu antygrawitacyjnym. Inaczej nasz potencjał spada.

To tak jak w życiu: mamy określony poziom dochodów, a potrzebujemy zachować coś na starość. Jeśli nie oszczędzamy, to wchodząc w wiek emerytalny mamy kłopot. Ale jeśli mamy odłożone pieniądze sytuacja jest całkiem odmienna. Sport podwyższa potencjał biologiczny organizmu, co powoduje, że jesteśmy silniejsi i prawdopodobnie będziemy dłużej żyć, a na pewno żyli lepiej i przyjemniej. Są na to wszystko dowody.

Nasze ciało jest efektem ewolucji tysięcy pokoleń przodków, zostało uformowane w wyniku walki o przeżycie. Unikalna dla nas ludzi jest umiejętność chodu i długotrwałego biegu. Żadne zwierzę nie jest w stanie biec 100 kilometrów czy więcej, a jest to w zasięgu człowieka. Tak kiedyś ludzie polowali. Ponoć zebra, po zafundowaniu jej kilku czy kilkunastu interwałów w temperaturze 30 stopni Celsjusza, po prostu pada. Tak samo inne zwierzęta. Zresztą, zwierzęta mniejsze od nas w temperaturze ponad 30 stopni jest bardzo łatwo zagonić na śmierć, ponieważ mają mniejszą pojemność termiczną. Pies, nasz najlepszy przyjaciel, nie jest w stanie wytrzymać długotrwałego biegu ze swym panem-ultramaratończykiem.

Jeżeli teraz mamy sytuację, że z każdej strony otaczają nas maszyny, robiące za nas wszystko co się da, każdą niemal czynność, choćby schody ruchome czy windy, to przestajemy się poruszać, a tego nasze ciało bardzo potrzebuje. Ale tego samego potrzebuje nasz mózg: aktywności fizycznej, do której jesteśmy zaprogramowani, ponieważ to kształtuje nasz charakter, daje motywację do działania. Jeżeli go brakuje, mamy przechył w drugą stronę: przeżywamy problemy egzystencjalne, depresję... Sam pan wie, będąc osobą aktywną, że gdyby odciąć pana od ruchu, czułby się pan bardzo źle. Wracając zatem do początku tych wynurzeń: leżenie na kanapie i picie wina jest fajne, ale tylko od czasu do czasu. I racjonalnie patrząc – jesteśmy skazani na uprawianie sportu.

Mało tego: mamy coraz więcej wolnego czasu. Jeszcze sto lat temu to pojęcie dotyczyło jedynie wyższych klas społecznych, ludzi, którzy nie musieli pracować i myśleć o zapewnieniu bytu sobie i rodzinie, tylko żyli z pracy innych ludzi. To oni właśnie zaczęli szukać zajęć dających przyjemność: bogaci Anglicy wymyślili tenis, krykiet i inne sporty. Pierre de Coubertin, twórca nowożytnych igrzysk olimpijskich, był baronem. A teraz, poziom życia nawet osoby bezrobotnej jest chyba wyższy niż arystokraty w średniowiecznej Europie. Jak pisze Yuval Noah Harari w książkach „Sapiens” czy „Homo deus”: człowiek coraz bardziej zyskuje status boga i musi myśleć o tym, jak spędzać wolny czas, który zapewnia postęp technologiczny.

Uprawianie sportu to pojęcie bardzo szerokie. Jest nim tak samo wyjście z domu raz w tygodniu, by sobie pobiegać, jak i sport wyczynowy. Jak dobrać odpowiednią dla siebie dawkę aktywności?

To pytanie na bardzo wysokim poziomie ogólności, więc tym samym się zrewanżuję. Jeśli pyta mnie pan o receptę na zdrowie, to jest nią unikanie luksusów, zwłaszcza taniego luksusu. Tanim luksusem są dla mnie schody ruchome, windy, przejazd autobusem czy samochodem odległości jednego albo dwóch przystanków, wczasy all-inclusive w 5-gwiazdkowym hotelu, gdzie jedyna aktywnością jest zejście na śniadanie i leżenie w basenie. A tani luksus szkodzi!

A zatem sportem, o którym mówimy, jest nawet zwykła aktywność w codziennych czynnościach?

Dobrym, pożytecznym i zdrowym luksusem jest luksus drogi. Choćby pojechanie z Warszawy w góry, wzięcie nart skiturowych na plecy, wejście do schroniska, przenocowanie tam na twardej podłodze, czy też w lecie w namiocie. Jeśli szukamy zdrowia, wychodźmy ze strefy komfortu. Szukajmy też spontaniczności w ruchu. Jeśli nasze życie polega na tym, że 8 czy 10 godzin w pracz siedzimy, a potem wstajemy i idziemy na trening, bo chcemy być ultramaratończykami, to ja widzę w tym dysonans.

Jeśli – stosując analogię do silnika – wskazówka naszego organizmu przez większość dnia znajduje się na zielonym polu wolnych obrotów, a tylko od czasu do czasu wyjeżdża na czerwone, nie jest to zdrowe dla naszego ciała. Ono potrzebuje stałego poziomu aktywności fizycznej.

Czyli nawet jeżeli trenujemy, choćby amatorsko, to i tak powinniśmy przez cały dzień starać się być aktywnym?

Tak, warto przez cały dzień używać mięśni szkieletowych. Raz jeszcze powtarzam, że jesteśmy skazani na uprawianie sportu, jesteśmy skazani na codzienną aktywność.

Tu jednak chciałbym powiedzieć inna ważną rzecz. Okres adaptacji mięśni do uprawiania danej dyscypliny sportu nawet u młodych ludzi wynosi półtora do dwóch lat. A my w obecnym boomie na bieganie często mamy tak, że ktoś zaczyna je uprawiać, osiąga niezły wynik na 10 km i szybko drastycznie zwiększa obciążenia treningowe, bo postanawia pokonać maraton. Tymczasem jego tkanki nie są jeszcze do tego zaadaptowane!

Trzeba pamiętać o tym, że jeżeli ktoś nie biegał, a zamierza biegać na długich dystansach, powinien dać sobie odpowiedni czas. Zaadaptować nie tylko mięśnie, ale całe ciało. Ono jest zbudowane z tkanek o wysokim metabolizmie i niskim metabolizmie. Te pierwsze to mięśnie, które żywo reagują na bodźce treningowe - szybko wzrastają i szybko zanikają. Te drugie to tkanki infrastrukturalne, jak chrząstki, kości czy więzadła.

Ciało jest jak droga – jeśli na drogę przystosowaną do ruchu aut osobowych wpuścimy ciężkie tiry, to ona się rozleci. Mamy w tej chwili wręcz epidemię złamań zmęczeniowych, problemów z chrząstkami, przeciążeń ścięgien Achillesa, zapalenia rozcięgna podeszwowego... Zbyt szybko chcemy za dużo i za mocno.

Dajmy organizmowi odpocząć, pozwólmy na regenerację. Uprawiajmy sport, bo jesteśmy na niego skazani, ale nie włączajmy nadmiernej ambicji, zwiększajmy obciążenia stopniowo i z rozsądkiem. Nie przenośmy biurowej rywalizacji i „wyścigu szczurów” na uprawianie sportu!

Rozmawiał Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce