Under Armour Speedform Gemini [TEST]


Opublikowane w śr., 15/04/2015 - 15:01

Na półkach sklepów biegowych znajdziecie już Speedform Geminiświeżutkie buty marki Under Armour, przeznaczonego do codziennego treningu i okazjonalnych startów. To następca ciepło przyjętego w USA modelu Apollo, od swojego poprzednika czerpie pełnymi garściami, oferując przy tym pożądaną przez amatorów uniwersalność i komfort. Dzięki uprzejmości dystrybutora marki w Polsce – firmy MMSport.com.pl – miałem okazję przekonać się o tym osobiście. Ale po kolei.

Wygląd

Każdy z moich dotychczasowych butów biegowych miał jakiś stylistyczny feler. A to niesymetryczne malowanie podeszwy, prowokujące pytania o anisomelię, przerośnięte oznaczenia producenta czy kanarkowe sznurowanie. Speedform Gemini (z łac. bliźnięta) to ideał. Mariana i Camila Davalos butów do biegania. Kolory (do testu trafił się model błękitny), przetłoczenia, proporcje, faktura cholewki zaczerpnięta od mieszkańców oceanów, idealnie ze sobą współgrają. Stylistyczna bajka.

Waga

Speedform Gemini ważą po 310 gramów na buta (rozmiar 45). To niedużo, choć konkurencja oferuje lżejsze modele(nie zróbcie błędu zestawiając ten model ze startówkami, to zupełnie inna historia). W porównaniu z moim ostatnim strzałem wyprzedażowym – adiprene+, różnica jest już znacząca. Owszem, ten model Niemcy wyprodukowali jeszcze w czasach gdy nie licytowano się na gramy, ale nie da się uniknąć wrażenia, że sprawdzane przeze mnie Gemini są o wiele lżejsze w stosunku do konkurenta, i o wiele lżejsze niż mówi to waga. Tak na sucho jak i na stopie. Podczas biegu zupełnie nie czułem ich obecności. Sugestywny wygląd? Możliwe.

Konstrukcja

Tylna część cholewki wykonana jest z giętkiego stretchu (do skarpety, którą zaprezentował adidas w modelu boost energy mu jednak daleko). W połowie wysokości buta wzmocniono go sztywniejszym, aż wciąż giętkim silikonowym stelażem. To połączenie zapewnia idealne spasowanie buta ze stopą w jej tylnej części i rozwiewa obawy, że przy dynamicznych manewrach but się rozleci.

Miękka, silikonowa wstawka u szczytu wewnętrznej części zapiętka rodem ze świata damskiej bielizny – sprzęt UA projektowany jest w... fabryce biustonoszy – dokleja but do pięty.

Środkowa i przednia część cholewki to mesh najwyższej jakości, zapewniający spory komfort naszej stopie. Nic nie ociera, nie uwiera, bo i konstrukcja bezszwowa – to znak rozpoznawczy tego modelu. Całość wzorowo dopasowuje się do anatomii stopy, zespala się ze stopą.

But pozbawiony jest typowej wkładki (a przynajmniej jej nie widać, kroić buta nie zamierzam), bo wyściółka i cholewka zostały ze sobą zgrzane.

Język buta jest przyjemny w kontakcie ze stopą, mocny i nie podwijający się w biegu (został wyprofilowany). Skutecznie izoluje stopę od sznurowania i ew. dolegliwości z tytułu zbyt mocnego lub niepoprawnego naciągu. Wizualnie – wręcz niezauważalny, stanowiący jedność z cholewką.

Bieżnik buta ma kształt – podobnie jak poprzednik Speedform Apollo – szkieletu kostnego stopy. Pokryty jest wyrastającą z wnętrza powierzchni gumą, osadzoną na swoistym rusztowaniu i rozmieszczoną tam, gdzie najmocniej naciskamy na podłoże.

W środkowej części pięty bieżnik jest wcięty, ale podczas biegu po ulicy nie zauważyłem negatywnych efektów tego zabiegu producenta. W lekkim terenie - również.

Podeszwa buta jest względnie sztywna - od śródstopia do pięty wręcz trudna do ruszenia - acz całość daje się uginać.

Suma sumarum, but znakomicie radzi sobie z rozpraszaniem sił uderzenia pięty o podłoże i – o czym niżej – znakomicie oddaje energię.

W ostrych zakrętach Speedform Gemini kleją się do asfaltu i nie krępują ruchów stopy (nieprzyjemnego ukłucia w kostce podczas tęższego manewru tu nie uświadczymy). Problemów w biegu po mokrej nawierzchni nie stwierdziłem – but zachowuje się poprawnie, przewidywalnie. Dodatkowo wieczorem pomaga być widocznym na jezdni poprzez dwa małe odblaski, zamontowane na zapiętku i tuż pod sznurowaniem.

Drop buta to 8 mm (24 mm w stopie i 16 mm w palcach – dla mnie w sam raz). Poprzez przetłoczenie / ścięcie podeszwy z przodu buta wydaje się on jednak – ale tylko wizualnie – nieco większy.

Fakt jest taki, że już po kilkuset metrach biegu zupełnie nie zwracamy uwagi na buty i nie wracamy myślami do suchych danych, a cieszymy się dystansem, który przed nami. Bo jest czym!

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce