5. Nadbużański Bieg Pod Prąd - błotne harce w przygranicznym Dorohusku [ZDJĘCIA]


„Morda w błocie - świat w kolorach” – taka sentencja była hasłem piątego, jubileuszowej edycji Nadbużańskiego Biegu Pod Prąd, który odbył się w sobotę 7 lipca w Dorohusku. To jedna z imprez zaliczanych do grupy cieszących się coraz większą popularnością biegów przeszkodowych. Głównym organizatorem organizowanego od 2014 roku biegu jest Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Clipeus Arma. Miejscem zawodów był nadgraniczny Dorohusk, znany przede wszystkim z działającego tu przejścia granicznego z Ukrainą.

Relacja Pawła Pakuły

Trasa mierzyła oficjalnie 10 km, nieoficjalnie kilka kilometrów więcej. Tworzyła pętlę po łąkach i mokradłach nad rzeką Bug, ze startem i metą na boisku dorohuskiej szkoły.

Śmiałkowie zapisani na bieg, zgodnie z nazwą biegu, mieli do dyspozycji przede wszystkim po pachy wody oraz błota. Suchym było się tylko przez pierwsze 300 metrów. Potem szuwary, błoto trochę gęstsze, czasem trochę rzadsze i śmierdzące; innym razem jakaś żwirownia z wodą jako tako czystą. To gęstsze zasysało nogi, w tym rzadszym i sięgającym poniżej kolan dało się nawet podbiegać.

Pomiędzy etapami wodnymi rozstawiono najróżniejsze „przeszkadzajki”. Większość znana była z innych podobnych biegów. Były zatem różnego typu ciężary do przenoszenia, przesuwania, przeturlania, lub ustawienia: worki z piaskiem, opony, beczki, betonowe kloce, ciężkie bele. Inny popularny typ przeszkody to ścianki najróżniejszego typu; zbudowane z opon lub drewniane; niskie i łatwiejsze lub stosunkowo wysokie i trudne. Popularne i często występujące w podobnych biegach czołgania tu pojawiły się skąpo bo tylko dwa razy. Była także fajna ślizgawka polegająca na wślizgnięciu się po rozścielonej i polewanej z węża folii do zbiornika wodnego oraz „magiel” zwany też „porodówką” - przeciskanie się w szparze pomiędzy oponami.

Z bardziej oryginalnych i rzadziej spotykanych ciekawostek wystąpiły: trzy strzały z Paintball’a do tarczy – każde pudło oznaczało dziesięć karnych pompek, drabinki poziome, które trzeba było przejść korzystając wyłącznie lub głównie z siły rąk, oraz metalowa lina rozciągnięta nad zbiornikiem, którą należało przejść jakąkolwiek metodą: dołem lub górą, „mostem Pałkiewicza”. Nie było za to spotykanego w innych zawodach wspinania po linie, ani dłuższych wspinaczek, znanych choćby z Hunt Run’a. Teren zawodów jest zdecydowanie nizinny.

W mojej ocenie jako reportera ale też uczestnika, który sam startował w ostatniej, siódmej fali (i przybiegł ostatecznie, już tylko w jednym bucie, na 9 miejscu OPEN) większość przeszkód była łatwa, lecz było też kilka trudnych, ewentualnie nie trudnych, lecz czaso- i energochłonnych. Można tutaj wymienić ostatnią przeszkodę, drabinkę, którą należało przejść na rękach i niektóre wysokie ścianki. Na szczęście organizator zostawił alternatywę: - nie dasz rady lub nie chcesz czegoś zrobić – możesz zrobić 20 karnych „burpees” (padnij-powstań). Kilkukrotnie korzystałem z opcji alternatywnej nie chcąc czekać w korku, który utworzył się przy jakiejś ściance lub – jako typowy biegacz o słabych rękach - zwyczajnie nie mając sił na jej pokonanie. Były i takie sytuacje, że wykonywałem ćwiczenie, np. targałem metalowe beczki a poniewczasie zdawałem sobie sprawę, że mniej czasu zajęłoby zrobienie karnych „burpees”.

W sumie zawody oceniam na średnio trudne: na pewno łatwiejsze do pokonania niż profesjonalne zawody OCR, zwłaszcza te o randze mistrzowskiej, naćkane dużą ilością trudnych ćwiczeń na ręce. Nadbużańskiej przeszkodówki nie zaliczyłbym jednak do łatwych. Warto odnotować, że organizator dostosował zadania oddzielnie dla Pań, oddzielnie dla Panów. Panie opony oraz worki z piaskiem miały mniejsze/lżejsze, mężczyźni cięższe.

Wyjeżdżając z tych ostatecznie bardzo fajnych zawodów pomyślałem, że poprawiłbym kilka drobiazgów. Na pewno postarał się o kilka toalet / Toi Toi-ów więcej. Przy pierwszym rowie, tym na pierwszym kilometrze ustawiłbym jeszcze ze dwóch pilnujących, gdyż moje doświadczenia były takie, że wskoczyłem do tego rowu pierwszy ze swojej grupy, a wyszedłem chyba dziesiąty. Nikt mnie nie wyprzedził w rowie - wszyscy ominęli rów poboczem wśród trzcin, w których powstała aż szeroka ścieżka, wydeptana przez „kombinatorów”. Upomniałbym też niektórych wolontariuszy przy przeszkodach aby byli mili, ale bez przesady - wymagali od wszystkich równo, jak surowi sędziowie. Zdążało się, że nie mogąc wykonać ćwiczenia schylałem się do „burpees” i po ledwie trzech powtórzeniach słyszałem: - dobra, leć już! Poza tym - wszystko super.

Spotkani na mecie zawodnicy, niektórzy startujący w Dorohusku już kolejny raz, byli zadowoleni i raczej nie uznawali niedawno pokonanych przeszkód, za trudne. - Ciężko było, ale do przebiegnięcia. Przebiegłem całość, jestem zadowolony z czasu. Spodziewałem się więcej przeszkód; myślałem też, że będą cięższe. A było sporo biegu. Najtrudniejsze było chyba przeciąganie na końcu tej belki bo już człowiek był mocno zmęczony. Reszta, myślę, że spokojnie. Jestem pierwszy raz na takim evencie i spodobało mi się. Polecam – dzielił się wrażeniami Łukasz Chudoba z Chełma.

– Było super, bardzo fajnie. W porównaniu do poprzednich edycji trasa była krótsza ale pojawiły się nowe, fajne przeszkody. Na przykład pozioma drabinka z bali, którą należało przejść nie dotykając ziemi, przeplatając: raz górą, raz dołem. Ta drabinka na samym końcu – też super sprawa. Jakichś wyjątkowo trudnych przeszkód nie było. Polecamy Bieg Nadbużański, na pewno warto tutaj przyjechać - mówili Mateusz i Alicja z Chełma.

W zawodach wystartowało około 300 uczestników podzielonych na 7 fal, po 50 zawodników. Pierwszą falę stanowili funkcjonariusze Straży Granicznej rywalizujący w ramach II Mistrzostw Straży Granicznej w Biegach Przeszkodowych. Według wstępnych wyników ukończyło 278 zawodników.

Bieg w kategorii OPEN wygrał już po raz kolejny Artur Jendrych reprezentujący klub „Biegający Świdnik”. Uzyskał czas 1:35:27. Około pięć minut później dobiegli dwaj wojskowi i zajęli kolejne stopnie podium: Paweł Szkaradek reprezentujący 1 Batalion Zmechanizowany z Chełma (1:40:14) oraz Krystian Łatka reprezentujący JW1230 (1:41:22).

Wśród Pań najszybsza okazała się Ewa Furmanik (1:49:22) otwierająca drugą dziesiątkę OPEN, następnie Kinga Cieślak (2:09:23) i Monika Gołębiowska (2:12:40).

Mistrzami Straży Granicznej w Biegach Przeszkodowych zostali: Wojciech Cybruch (1:41:15), Paweł Gregorczuk (1:42:05) i Andrzej Luśnia (1:42:45). Mistrzynią została znana ze startów na stadionie i na ulicy wielokrotna medalistka Mistrzostw Polski w biegu na 10.000 metrów - Aleksandra Jakubczak (1:55:12). Pozostałe dwa miejsca podium zajęły: Aleksandra Sakowicz (1:56:07) i Wioleta Miszczak (2:00:40).

Pełne wyniki - TUTAJ.

Polecam start w szóstej edycji Nadbużańskiego Biegu pod Prąd, który odbędzie się za rok.

Paweł Pakuła

Polecamy również:


Podziel się: