Biegacz pączka się nie boi. W Gliwicach [ZDJĘCIA]


„Wybiegaj Pączka” to akcja, która w tłusty czwartek odbyła się w kilkunastu Sklepach Biegacza w całej Polsce. My przyjrzeliśmy się jej przebiegowi w Gliwicach. Okazało się, że nawet najbardziej zagorzali fani zdrowego żywienia i realizacji planów treningowych, w tym dniu z pączkiem nie mieli żadnych szans. Na co najmniej jednego skusił się każdy. Wyrzutów sumienia nie było, bo zaraz potem kalorie zostały wybiegane.

Licytacja trwała w najlepsze: dwa, trzy, pięć pączków… – Osiemnaście! – przebił wszystkich Damian Kaczkiewicz. – Wybiegam... Kiedyś, bo dzisiaj to chyba już nie zdążę – śmiał się. Fakt. Na spalenie jednego pączka trzeba biegać około pół godziny. Damian musiałby pokonać przyzwoity ultramaraton…

Uczestnicy akcji spalali jednego pączka biegnąc sprzed sklepu do gliwickiego Rynku i z powrotem. W nagrodę mogli owego pączka zjeść i wziąć udział w zabawie. Wyzwanie polegało na biegu sztafetowym z… tacą pączków. Techniki były różne, liczyło się doniesienie pączków do mety, w efekcie pod koniec bardziej przypominały kebab owinięty w srebrną folię. Lepsza, na szczęście, była kondycja uczestników zabawy. Mimo śniegu i śliskiej nawierzchni skończyło się na kilku niegroźnych upadkach.

Najwięcej emocji wzbudził konkurs przebrań. Na zakończenie karnawału fantazji nie brakowało. Biegały panda, choinka, żul, pani domu w wałkach na głowie i panna młoda, która była mężczyzną. Najwięcej braw otrzymał zawodnik przebrany, a właściwie rozebrany, na morsa. Półnago pokonał całą trasę i skończył zabawę kończąc ją tarzaniem się w śniegu.

Zwycięsko z konkursu przebierańców wyszedł Grzegorz Zgórski z Gliwic. – Co czwartek biorę udział w treningach ze Sklepem Biegacza, więc i teraz musiałem tu być. A dzisiaj wyjątkowo trzeba było się przebrać – mówił, prezentując mini spódniczkę i pończochy. – Pomył rzuciła moja druga połówka, która poświęciła własne ubrania. Ciężko było, bo ona jest mała, więc wyglądam w tym bardzo dziwnie. Ale było warto – śmiał się. – Pączków zjadłem sześć. Wszystkich nie wybiegałem, ale jeszcze wieczorem będę biegał. Wagę trzymam, choć nie mam żadnej specjalnej diety. Myślę, że pączka można zjeść i tak się wybiega. A zabawa dzisiaj – super!

Entuzjastycznie nastawiona była też zwyciężczyni w kategorii kobiet Bożena Pędowska. – Przyznaję, że przebranie nie zostało uszyte specjalnie na ten wieczór. Wykorzystałam to, w którym biegałam wcześniej jako choinka w krakowskim Biegu Sylwestrowym i w gliwickim Biegam z Sercem. Zabawa świetna! Pączka nie zjadłam ani jednego, bo nie lubię, od rana za to podjadam faworki. W dużej ilości! Rano był basen, teraz bieganie, pączki się spalą. Od czasu do czasu można sobie pozwolić.

Katarzyna Marondel, Ambasadorka Festiwalu Biegów

Polecamy również:


Podziel się: