Co nie dobiegamy, to dowyglądamy. Botaniczna Piątka w Łodzi [ZDJĘCIA]


Już trzeci raz w tym roku w łódzkim Ogrodzie Botanicznym zagościł cykliczny bieg poznańskich organizatorów – Botaniczna Piątka, rozgrywana też w kilku innych polskich miastach. Podczas czerwcowej edycji organizator opowiadał nam, że jego pomysł na bieg wziął się z sentymentu do poznańskiego Ogrodu, gdzie też odbyły się przed trzema laty pierwsze zawody, przy współpracy Rady Ogrodów Botanicznych.

Biegi dzieci w poszczególnych kategoriach wiekowych rozpoczęły się o 10:00 – na dystansach 150, 300, 450 i 1000 metrów. Dorośli biegacze, z powodu wyższej frekwencji, zostali tym razem podzieleni nie na dwie, lecz na aż trzy fale. Wystartowały one o godzinach 11:30, 12:15 i 13:00. Zawodnicy poszczególnych fal mieli numery startowe oznaczone trzema kolorami jesieni: żółtym, czerwonym i zielonym.

W takich też kolorach pięknie prezentowały się w jesiennym słońcu drzewa i krzewy w Botaniku. Trasa była identyczna, jak w edycji sierpniowej, natomiast zmieniona w porównaniu do czerwca. Prowadziła dwiema pętlami w odwrotnym kierunku, a jej długość wyniosła 5 kilometrów z małym hakiem.

W pierwszej, najliczniej obsadzonej fali, pierwszy dobiegł do mety Mariusz Lipiński (19:18), nieznacznie wyprzedzając Mirosława Dudka (19:21). Kolejność dwóch pierwszych miejsc nie uległa zmianie po przybiegnięciu fali numer dwa, w której wystartowali też uczestnicy marszu nordic walking. W ostatniej natomiast, znając już wyniki rywali, jak przyczajony tygrys i ukryty smok wyskoczył Konrad Grzyb, który stawał też na podium w edycji wiosennej i letniej (raz wygrał i raz był drugi). Spokojnie zwyciężył z wynikiem 19:06, spychając Mariusza i Mirka na kolejne stopnie podium.

Wśród pań różnice czasów również nie były zbyt duże. Wygrała Aneta Goździk-Zaręba (23:02), wyprzedzając Annę Szczęsną (23:24) i Magdalenę Srokę (23:44). W biegu wystartowało 255 osób.

W marszu z kijami najszybsi byli: Joanna Balcerak-Kolasa (35:28, 1. miejsce open!), Monika Marciniak (38:50) i Martyna Błasiak (41:09) oraz Dominik Stanek ex aequo z Piotrem Lerką (37:41) i Marek Stańczyk (37:44). Wystartowało 14 kijkarzy.

Pełne wyniki: TUTAJ

– Przyznaję, że z ostatniej fali łatwiej było kontrolować czas i rywali – powiedział na mecie zwycięzca – bo w pierwszej musiałbym po prostu lecieć na maksa. – Ale i tak było trudno, bo w moim biegu przez pierwsze dwa kilometry prowadził inny biegacz, i to z przewagą jakichś 15 sekund. Wyprzedziłem go dopiero przed półmetkiem. Miałem odczucie, że ruszył trochę za szybko, ale nigdy nie wiadomo, jak się nie zna zawodnika. Widziałem go dziś pierwszy raz.

– Znając wyniki poprzednich serii wiedziałem, że tempo 3:45 min./km da mi zwycięstwo. Biegłem swoje, a tamten kolega zwolnił. Na półmetku miałem nawet spory zapas, więc mogłem zwolnić. Kontrolowałem sytuację i w razie czego byłem gotowy na ponowne przyspieszenie. Udało się jednak spokojnie dowieźć zwycięstwo. Nie chciałem się wyjechać na maksa, bo jutro planuję start w City Trailu – zakończył Konrad.

– Biegłam wszystkie trzy tegoroczne edycje i najbardziej mi się podobała letnia, sierpniowa – opowiadała Marzena Golędzinowska, która ku swojej radości zajęła drugie miejsce w kategorii wiekowej. – Było jeszcze cieplej, no i trochę mniej ludzi. Teraz już był trochę za duży tłok. Dwie fale to według mnie maks jak na nasz Botanik. Czas miałam najlepszy w wiosennym biegu, ale wtedy trasa była 200 metrów krótsza. Ta nowa jest jednak dużo ładniejsza.

Bez walki o wynik, za to w fantazyjnym przebraniu pobiegła dziś Agnieszka Forzpańczyk. Lubię takie zabawy – opowiadała – np. niedawno na Łowickim Półmaratonie Jesieni biegłam jako „podrabiana” łowiczanka w tamtejszym ludowym stroju, chociaż jestem z Łodzi. Dziś natomiast wystąpiłam jako Pani Jesień. Co się nie dobiega, to się dowygląda! – zakończyła ze śmiechem.

KW


Polecamy również:


Podziel się: