Energia pacemakera. „Zawsze będę do dyspozycji. Nie tylko w sporcie"


 

Trzy różne wydarzenia biegowe, trzech biegaczy o różnym stażu, jedna pasja i... wspólny pacemaker. Legalny doping czy moc grupy, a może po prostu osobisty opiekun biegacza? Niezależnie od przyjętej definicji, pakiet startowy wzbogacony o dodatkowy element wsparcia, jak pokazują poniższe przykłady, może być dowodem przełożenia ciężkiej pracy na świetną zabawę.

Sezon 2017 dla Rafała Ławskiego, ambasadora FB w Krynicy był wyjątkowy – zarówno pod kątem startów – stawił czoło ekstremalnej Hardej, jak i idei – „Moc wsparcia dla Nicole Wala ze swarzędzkiej Wierzenicy”. Także aspekt towarzyski stał się hitem bieżącego sezonu, gdy zdecydował się na wspólnystart z biegaczami długodystansowymi w trzech różnych sceneriach i na różnych dystansach.

Pierwszym z nich był poznański półmaraton, w którym Rafał wspierał Karolinę z Wrocławia. Był to jej półmaratoński debiut i barometr formy przed dalszym wyzwaniem w postaci Korony Półmaratonów. Tak Karolina wspomina tamten start:

– „Od samego początku adrenalina sięgała zenitu. Pomimo dobrego przygotowania i solidnego przepracowania sezonu zimowego, stres dawał się we znaki. Mój osobisty pacemaker okazał się oazą spokoju z nutą dobrego humoru - w atmosferze, której ja czułam się komfortowo. Nie było w tym zbyt wielkiej euforii, ani tym bardziej banalizowania, że półmaraton to taka bułka z masłem. Taka aura przedstartowa pozwoliła mi zachować spokój i odpowiedni dystans, jednocześnie czułam, że w ciągu najbliższych 2 godzin czeka mnie wyzwanie i to w zasięgu moich możliwości. Tak też było do samego początku. Pełna kontrola nad tempem, Rafał wręcz temperował mój zapęd do rozwijania większych prędkości. A to jak się okazało w dalszej części biegu zaprocentowało utrzymaniem dobrego równego tempa. Zaś na ostatnich 5 kilometrach nawet możliwością podkręcenia prędkości i bardzo mocnego finiszu. No i zrealizowanie taktyki negative split w pakiecie.”

Ostatni odcinek Poznańskiego Półmaratonu poprowadziła już Karolina. Rafał, znając jej możliwości w pewnym momencie dał zielone światło na finisz ostatnich 3 kilometrów „z pełnym ogniem”. Efektem końcowym był czas 1:57 - świetny debiut i duża motywacja do kolejnych startów. Karolina zachowała na pierwszych kilometrach pełen spokój, a na ostatnim odcinku pokazała temperament i podjęła walkę o jak najlepszy czas na mecie. „To był mój dzień, to był mój bieg” – podsumowuje Karolina, która w ciągu kilku następnych miesięcy zdołała zaliczyć kolejne imprezy zaliczane do cyklu Korony Półmaratonów Polskich. Dziś w planach ma kolejne ambitne wyzwania sportowe.

Nieco inaczej wyglądał start Pawła, który z Rafałem pokonał dystans królewski pół roku później. Pomimo sporego doświadczenia w startach na dystansie 21,097 m, maraton budził respekt. Wszak dla biegacza, który na co dzień dzieli swój czas między pracę, rodzinę i pasję, wykonując przy tym nie więcej niż 4 jednostki tygodniowo, maraton to naprawdę spore wyzwanie. Staż biegowy Pawła wynosił niespełna 2 lata, z czego zaledwie rok można nazwać typowo treningowym.

Paweł to jednak doskonały przykład konsekwencji, gotowości podejmowania ciężkiej pracy i… solidnych fundamentów teoretycznych. Swą inspirację oraz motywację czerpał z literatury Jerzego Skarżyńskiego. Poza tym często rozmawiał z Rafałem, który swoimi praktycznymi radami wprowadzał go w świat tajników długich wybiegań. Wówczas obaj biegacze dzielili się swoimi doświadczeniami oraz wiedzą z zakresu skutecznych narzędzi treningowych. Tak opisał Paweł swój maratoński debiut:

– „Maraton to dystans, który jest niezwykle wymagający, potrafi dać nieźle w kość, lecz przekroczenie linii mety daje ogromną satysfakcję. To jak zdobycie tytułu naukowego w dziedzinie biegów długodystansowych. Moje założenia przedstartowe praktycznie zostały zrealizowane. Choć, zawsze czuje się niedosyt…. Już po kilku dniach regeneracji rodzące się liczne rozważania - a co by było gdyby? Gdy spoglądam na mój pierwszy maratoński medal czuję dumę i radość, nie zapominając o trudach, jakie spotkały mnie podczas tego życiowego przeżycia.

W moim przypadku najważniejsze było to, iż podczas tego wydarzenia miałem towarzysza w postaci Rafała przez całe 42,195 km. Dzisiaj wiem, że obecność doświadczonego biegacza pomogła mi pokonać najtrudniejszy bieg w moim życiu. Nadal w pamięci mam każdy kilometr mojego biegu, który podzieliłbym na dwa odrębne etapy. Pierwszy etap obejmował odcinek 34 kilometrowy podczas którego realizowałem zaplanowany cel, prowadząc ciągłą rozmowę z moim wspaniałym towarzyszem. Nie mogę tutaj nie wspomnieć o obecności na trasie biegowej mojej ukochanej żony oraz wspaniałych dzieci, którzy w okolicy 26-27 kilometra z transparentami “Biegnij po marzenia” oraz “Powodzenia TITEK” dodali mi siły do dalszego biegu. Magia maratonu dała o sobie znać w okolicy 32. kilometra, kiedy to poczułem, że moje nogi robią się coraz cięższe. Tempo biegu spadło o kilkanaście sekund, a Rafał widząc to powiedział ze spokojem “biegniemy dalej, trzymamy dobre tempo”.

Tak było do miejsca z tabliczką oznaczającą trzydziesty czwarty kilometr, kiedy to posłuszeństwa odmówiły mięśnie nóg. Pojawił się straszliwy ból w nogach, a przy tym złapał mnie skurcz, który zmusił mnie do zatrzymania się. W tym momencie poczułem, że potrzebuję pomocy Rafała, bo nie mam kompletnie siły do dalszego biegu. Przed oczyma miałem tylko jeden obraz - dalszą część trasy pokonam idąc. Do dzisiaj nie wiem skąd Rafał to wiedział, ale zachował się tak jakby znał mnie od zawsze. Podszedł do mnie i ze spokojem powiedział “Odpocznij sobie chwilkę, a jak ból Ci przejdzie to ruszymy w dalszą trasę”. Dzięki niemu po niespełna minucie ruszyłem dalej i gdyby nie jego obecność na pewno miałbym potężne problemy z dalszym biegiem. To był trudny moment nie tylko dla zmęczonych mięśni nóg, ale także i dla mojej psychiki. Mój prywatny pacemaker Rafał okazał się być nie tylko doświadczonym biegaczem, ale także dobrym obserwatorem. Pamiętam, że nie emanował wówczas nadmierną energią, co mogłoby na ten moment tylko pogorszyć sytuację, lecz spokojnie wspierał słowami „Paweł - Twoje przygotowanie jest na tyle dobre, że pokonanie dalszej części maratonu jest absolutnie w Twoim zasięgu, jeśli poczujesz się nieco lepiej - przyspiesz, a jeśli nie to i tak jesteś zwycięzcą”.

Przez ostatnie 8 kilometrów biegu nie rozmawialiśmy zbyt wiele, a jedynie w takim stopniu jaki potrafi zmotywować. Udało się uniknąć napływu negatywnych myśli. Już po około czterdziestu minutach, gdy tylko na tablicy ujrzałem czas 3:38 poczułem wielką ulgę"

– wspomina Paweł.

Momentu przekroczenia linii mety pierwszego maratonu nie da się opisać. Euforia, ból i brawa za pokonanie pewnej bariery w życiu. Kiedy masz w swoim biegowym życiorysie maraton, medal traktujesz jak doktorat w dziedzinie biegów długodystansowych. Dodatkową miłą okolicznością byli wyjątkowi kibice na mecie - rodzice Pawła, którzy tak bardzo przeżywali to wydarzenie, że postanowili zrobić mu nie lada niespodziankę i pojawili się w miejscu triumfu. Miesiące przygotowań, trudy pogodzenia codziennych spraw, to spore bariery na drodze maratońskich przygotowań. Lecz wspólna euforia na mecie – moment bezcenny !

Trzecim zwycięzcą niniejszego sezonu jest Robert, który planował wspólne pokonanie trasy Biegu 7 Dolin z Rafałem, co miało być jednocześnie debiutem na dystansie ultramaratońskim.

Warto dodać, iż trzy miesiące wcześniej, Robert pełnił funkcję supportera Rafała w ultra triathlonie – Hardasuka Ultimate Triathlon Challenge. Rafał, chcąc odwdzięczyć się za udział w tym niezwykle wyczerpującym wyzwaniu, został jego osobistym pacemakerem na dystansie 64 kilometrów w krynickim Bieg 7 Dolin. Jak wspomina Robert:

– „Niespełna 10 godzin wspólnego biegu to naprawdę świetna przygoda z górami, przyrodą, trudem długiego dystansu i spędzenia czasu z towarzyszem, który robił dobrą robotę adekwatnie do sytuacji. Wszystko przebiegło zgodnie z „kodeksem” biegów ultra, etyki biegacza i zachowania zdrowego balansu miedzy zmęczeniem, a przyjemnością. Spodobały mi się te niepisane reguły, których oboje przestrzegaliśmy - spora dawka humoru, nuta optymizmu, szacunek do dystansu, konstruktywne chwile milczenia, spontaniczne reakcje. Ot takie ultramaratońskie carpe diem. Bieg 7 Dolin to impreza ultra, którą będę bardzo miło wspominał” – mówi Robert. I dodaje:

– „Byłem bardzo zmęczony, lecz nie czułem zniechęcenia do podejmowania tego typu wysiłku. Zaraz po przekroczeniu linii mety miałem w głowie już kolejne plany – jeśli byłoby to kolejne ultra, przydałby się ktoś taki jak Rafał…”

– Jeśli tylko zdrowie i okoliczności życia na to pozwolą – z pewnością będzie ciąg dalszy przygody – przyznaje Rafał. Tak wspomina swój sezon:

– Wyjątkowa atmosfera, bardzo towarzysko, świetni ludzie. Każdy z nich to niepowtarzalna osobowość, pozytywnie zakręcony entuzjasta biegów długodystansowych, realnie oceniający własne możliwości. Nie chciałbym, aby to było doświadczenie jednego sezonu – lubię stawiać czoła wyzwaniom razem z innymi ludźmi, wspierać w pokonywaniu własnych słabości, wspólnie cieszyć się ich sukcesem, pokonywać razem bariery, obalać mity o rzeczach niemożliwych. Dzielić entuzjazm i pasję. Dlatego już wkrótce planuję otworzyć nowy rozdział swojego sportowego życiorysu... Dla Karoliny, Pawła i Roberta zawsze będę do dyspozycji. Nie tylko w sporcie.

red.


Polecamy również:


Podziel się: