"Forma jeszcze nie taka, jak bym chciał..." Ale i tak najlepszy! Łukasz Sagan wygrał Euchidios Hyper-Athlos 215 km


Opublikowane w sob., 11/05/2019 - 20:49

Wyjeżdżając do Grecji, narzekał na formę, że jeszcze nie taka jak by chciał… „Nie udało mi się porządnie przepracować zimy, dopiero w marcu trochę się rozkręciłem” – tłumaczył w rozmowie z naszym portalem. Ale dodał z nadzieją (jak się okazało, proroczo!): "Ponoć lepiej się biega niedotrenowanemu niż gdy się jest przetrenowanym, więc może (…) nie będzie tak źle".

Łukasz Sagan wraca do Grecji. 215 km pamięci posłańca po ogień. W listopadzie znów Phidippides, po drodze może Krynica

Nie było. A jak było? Wręcz rewelacyjnie! Łukasz Sagan wygrał jubileuszowy, 20 Euchidios Hyper-athlos na trasie Delfy-Plateje-Delfy długości 215 km!

Na tym najdłuższym dystansie imprezy (można było także pobiec w jedną stronę na 107,5 km oraz w Biegu 9 Muz na 59 km) wystartowało 60 zawodników. Grecy, pojedynczy biegacze z Albanii, Cypru, Finlandii, Francji, Niemiec, Węgier, Wielkiej Brytanii i Włoch oraz samotny Polak. Łukasz Sagan, narzekający na formę, bez supportu, za to z wielką wolą walki i zwycięstwa!

Wystartowali w piątek rano, o godzinie 7. Najpierw 107,5 kilometra z Delf do Platei, na półmetku nawrotka i drugie tyle z powrotem. Na obu odcinkach po dwa kilkunastokilometrowe odcinki do góry, wznoszące się z niziny do blisko 1000 metrów n. p. m. Ostatni duży podbieg kończy się ok. 165 kilometra, potem ostro w dół, a finałowe 35 km w miarę płasko.

Łukasz Sagan zgodnie z założeniami od początku ruszył swoim tempem. Na pierwszym punkcie kontrolnym zameldował się jako lider w czasie 2:12:41. Nad Brytyjczykiem Peterem Thomasem Kirkiem miał nieco ponad półtorej, a faworytem miejscowych Vasileiosem Polimeropoulosem 2,5 minuty przewagi.

Na tym etapie biegu sytuacja była, oczywiście, jeszcze dynamiczna. Grek mocno przyspieszył, wyprzedził słabnącego już biegacza z Wysp Brytyjskich (ukończył bieg na 19 miejscu), minął także Polaka. Biegł wtedy tak szybko, że na punkcie kontrolnym na 59 km osiągnął czas 5:18:43 mając ponad 6 minut przewagi nad Saganem.

Za plecami zawodnika Hoka One One Teamu zrobiło się natomiast pusto. Trzeci w tym momencie Stelios Korres tracił do niego już ponad 25 minut, a czwarty Niemiec Oliver Leu – pół godziny. Kirk spadł już na piąte miejsce, a potem tracił kolejne pozycje.

Ostre tempo chyba nieco zmęczyło Polimeropoulosa. Kolejne niespełna 30 km, do checkpointu 88 km, Łukasz Sagan przebiegł ponad 11 minut szybciej od niego i zmienił go na pozycji lidera.

Było coraz cieplej, chwilami wręcz gorąco. Łukasz niby marzył o takiej aurze, przed imprezą mówił nam: „Mam nadzieję, że będzie wreszcie ciepło, bo od 2 lat, jak startuję w Grecji, wciąż brakuje mi słońca. Ale może w końcu się spocę”.

I pewnie rzeczywiście się spocił, bo olimpijscy bogowie nie szczędzili swemu wielbicielowi z dalekiej Północy palącego słońca. Ale choć nie jest to aura sprzyjająca bieganiu, zwłaszcza dla kogoś, kto przybywa ze znacznie chłodniejszego klimatu, Łukasz zaczął zostawiać Greka, jedynego już rywala do wygranej, coraz bardziej w tyle.

Ale przewaga Polaka rosła. Na półmetku biegu wynosiła jeszcze niespełna 7 minut, ale od nawrotu rosła coraz bardziej dynamicznie. W Platejach, w pobliżu miejsca triumfu Greków nad Persami w 479 r. pne,  okazało się tylko, że o rekordzie trasy tego dnia nie może być mowy. Sagan zameldował się na „agrafce” w czasie 10:38:46, zaś rekord trasy to 21:38:11. Drugą połówkę musiałby pobiec niemal w tym samym czasie co pierwszą, co przy takim dystansie jest, oczywiście, niemożliwe.

Mimo to jasne się stawało, że jeśli Łukaszowi nie przydarzy się coś nagłego (co w ultra nie jest przecież niczym dziwnym), zwycięzcą może być tylko biegowy miłośnik starogreckich opowieści z Polski. Podobnie zresztą mógł myśleć Grek jeśli chodzi o drugą pozycję, bo „dziura” za jego plecami zrobiła się jeszcze większa.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce