Po wynik, po zabawę. Powiedzieli w Bochni


Opublikowane w śr., 13/03/2019 - 13:53

Szczęść Boże! Te słowa towarzyszą braci górniczej od setek lat. I te właśnie słowa wypowiadali ostatni goście zabytkowej kopalni soli w Bochni.

W piątkowy wieczór, kiedy mieszkańcy miasta odpoczywali po pracy, do kopalni przybyło kilkuset biegaczy z całego kraju Wypakowane bagaże, kolejka do windy i tylko jeden cel - 12 godzin biegania 212 metrów pod powierzchnią ziemi.

Dwa sygnały sygnalisty i ruszamy pionowo w dół. Traci się zasięg w telefonie. Po około 2 minutach jesteśmy na pokładzie Campi, który będzie w sobotę areną zmagań.

Biuro zawodów działa sprawnie i już po chwili pakiety startowe są w naszych rękach. Można usiąść i ustalić plan i taktykę biegów.

Jedną z uczestniczek biegu jest Monia Wsuł z drużyny Piękni i Bestia. – Jest to mój pierwszy start w Bochni, choć już kilka razy zgłaszałam chęć startu. W losowaniu poszczęściło się dopiero za czwartym razem. Upragniony start!

W teamie nasza rozmówczyni ma przydomek Bestia. Pobiegnie jako pierwsza aby przetrzeć szlak. – Moje pierwsze wrażenie z podziemi: tu jest przepięknie! Do miasta soli przyjechałam pociągiem co pozwoliło mi na lekturę książki Marcina Świerca. Jest ona dla mnie wielką encyklopedią wiedzy o bieganiu – opowiada Monia Wsuł.

Wśród szczęśliwców, którzy odebrali pakiety i zasiedli przy stolikach spotkałem Tomka, Łukasza, Marka i Wojtka, czyli Szalone Ślimaki w komplecie, dla których to już drugi start w Bochni.

– Miejsce, wyjątkowe, bieg wyjątkowy, więc warto tu wracać aby sprawdzić się – powiedział mi kapitan ekipy, Tomek z Zabrza.

Dziś jest sobota, na godzinę 10 wyznaczono start. Drogi pozamykane, trasa obstawiona, zabezpieczona, nic tylko biegać. Oczywiście tu nie ma dróg, jest trasa po której codziennie przechadzają się turyści, która raz w roku zamienia się w trasę biegową.

Uroczyste powitanie przez gospodarza miasta Pana Burmistrza Stefana Kolawińskiego, później honorowy start i kilka wskazówek od jednego z organizatorów Tomasza Głoda. Przejście do stref startowych i oczekiwanie na syrenę.

Pobiegło w sumie 65 czteroosobowych ekip. Każda chciała przebiec jak najwięcej kilometrów.

„Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła maszyna…”. Nie nie, wiersz Jana Brzechwy nie znajdzie tu zastosowania. Od pierwszego kroku „był ogień”, zacięta rywalizacja .

Przed biegiem pytałem członków drużyny Szakale Bałut z Łodzi - Edytę, Jacka, Michała i Dominika o plany. Chcieli po prostu dobrze się bawić. Połowa składu startowała już w sztafecie i przekazywała swoje doświadczenie „pierwszakom”. Mówili, by na początku nie biegać szybko. „Macie dużo czasu, a można się szybko wypalić”.

Łódzki team, który liczył około 30 zawodników, organizuje u siebie sztafetę, ale na dystansie maratonu i rundach 1-kilometrowych. Najbliższa edycja tej imprezy odbędzie się 14 lipca. – Serdecznie zapraszamy na Maraton Sztafetowy Szakala do Łodzi – kusili.

W Bochni biegali też mieszkańcy Częstochowy z Czewarun Team. Biegli pod hasłem: „Wygramy, bo Hanka żyje miłością, Krzysiek się nie stresuje, Damian czeka na miłość i tylko Tomasz jest zaangażowany”. I to jest recepta na dobrą zabawę! W ekipie nie było kapitana. Największe doświadczenie miał Damian, który biegał tu już po raz piąty. - Na początku pobiegniemy w parach Krzysiek z Hanią i Tomek z Damianem, po 8 okrążeń. A nastawienie jest bardzo pozytywne – mówili przed startem.

Wyniki:

1. SALT RUNNERS BOCHNIA – 193,600 km
2. 4 X K = 200 KM – 191,180 km
3. MAFIOZÓW CZTERECH BY MAFIA TEAM LUBLI N – 188,760 km

Pełne wyniki: TUTAJ

Mirosław Bortel, Ambasador Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się: