(Podwójnie) przedłużony Powerade Run 2.0 w Łodzi [ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 18/05/2019 - 19:44

Po ubiegłorocznej debiutanckiej edycji Powerade Run w łódzkim Arturówku na 5 km, tym razem biegaczom zapropononowano dwukrotnie dłuższy dystans. W sobotę 18 maja bieg ponownie zorganizowała firma Coca Cola HBC Polska we współpracy z łódzką fundacją „Edukacja i Sport”. Trasa dychy poprowadzona została leśnymi drogami i ścieżkami w południowo-zachodniej części Lasu Łagiewnickiego, wewnątrz czworoboku ograniczonego ulicami Łagiewnicką, Okólną i Wycieczkową oraz stawami w Arturówku.

Zeszłoroczna relacja: TUTAJ

Po dobiegającym chyba już końca wyjątkowo zimnym maju, dzisiejsze warunki pogodowe mogły przyprawić uczestników biegu o szok termiczny. Wskutek gwałtownej porannej burzy i raptownego ocieplenia, Las Łagiewnicki zmienił się w tropikalną dżunglę. Biegacze docierali więc do mety zmęczeni i spoceni, a także... nieco wstrząśnięci i zmieszani niezamierzonymi przez organizatorów „atrakcjami”. Okazało się bowiem, że większość z nich, oprócz dodatkowej piątki, dołożyła sobie jeszcze jeden lub dwa bonusowe kilometry...

– Na siódmym kilometrze prowadziłem chyba z co najmniej minutą przewagi nad rywalami – opowiadał nam na mecie zeszłoroczny zwycięzca Michał Adamkiewicz z Reebok Run Crew LDZ1, który ostatecznie dobiegł na 23. miejscu. – Już sobie wizualizowałem, jak wbiegam na metę, kiedy dotarło do mnie, że od jakiegoś czasu nie było taśm. Musiałem spory kawałek wrócić i w końcu znalazłem właściwą trasę – relacjonował „moralny zwycięzca” dzisiejszego biegu.

Jak opowiadali biegacze i organizatorzy, najprawdopodobniej ktoś „dla zabawy” usunął taśmę znakującą skręt z głównej leśnej drogi w boczną ścieżkę. Pomylenia trasy nie uniknęła większość uczestników biegu, przez co kolejność w klasyfikacji stała się dosyć przypadkowa.

– Nadrobiłem półtora kilometra – potwierdził Krzysztof Lewandowski, polewając głowę wodą – ale na szczęście trafiłem do mety, więc jest wszystko dobrze. Słońce i gorąco mi nie przeszkadzały, bo taka pogoda mi odpowiada. To i tak miał być treningowy bieg, więc jestem zadowolony.

W tej sytuacji zwyciężył Bartosz Drobny z Moreny Czołowej (41:32) przed Tomaszem Józefiakiem z Instytutu Matematyki PŁ (41:47), Maciejem Łukomskim z Szakali Bałut (47:46) i Rafałem Tąpolskim z PGE Dystrybucja (48:50). Trzy najszybsze z pań przybiegły w niewielkich odstępach na miejscach 7-9. open: Klaudia Klik (48:54), Justyna Grzelewska (49:03) i Katarzyna Ceran z Reebok Run Crew LDZ3 (49:33). Unikalne dla Powerade Run czteroosobowe podium dopełniła Adrianna Brykowska (52:00). W klasyfikacji drużynowej wygrał Instytut Matematyki PŁ przed drużyną organizatorów Coke Runners 1, Reebok Run Crew LDZ2 i Reebok Run Crew LDZ1.

W biegu udział wzięło 196 osób. Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Jestem pewny, że ktoś celowo ściągnął taśmę – stwierdził trzeci na mecie Maciej Łukomski. – Część czołówki pobiegła tam prosto. Wołaliśmy kogo się dało z tych, co przed nami polecieli nie tam, gdzie trzeba. Ja na szczęście znałem trasę, bo ją wcześniej obejrzałem (mapa była udostępniona na stronie organizatorów – red.). Powietrze jest bardzo ciężkie, więc trudno się biegło. Ale cieszę się, że w tym roku zrobili dychę, piątka była trochę za krótka.

– Prawdę mówiąc sam bym nie wiedział, którędy pobiec – przyznał zwycięzca – ale w tym feralnym miejscu byłem jakieś 200 metrów za Tomkiem, który pobiegł dobrze. On sam jednak później w innym miejscu źle skręcił, co kosztowało go zwycięstwo.

Drugi zawodnik na mecie zachował pozytywne nastawienie. – Nie brałem udziału w poprzedniej edycji, więc tym bardziej fajnie było się pościgać w naszym pięknym Lesie Łagiewnickim, jak również spotkać się towarzysko z innymi biegaczami. Bardzo się cieszę z zajętego miejsca, szczególnie w tych trudnych warunkach atmosferycznych – przyznał Tomasz Józefiak.

Troszkę zabłądziłam, ale szybko wróciłam na właściwą trasę – relacjonowała najszybsza z pań Klaudia Klik. – Biegnący przede mną zawodnicy zawołali, że trzeba się wrócić. Justynę wyprzedziłam już po naprawieniu pomyłki, ale w tym zamieszaniu nie jestem pewna, czy wcześniej była przede mną. Pogoda nie była dla mnie ani za zimna, ani za gorąca. Trasa była bardzo urozmaicona, z górkami, jak to po deszczu było trochę kałuż, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało.

Mimo kłopotów z trasą, zabłądzeni zawodnicy zachowali pogodę ducha. Niektórzy śmiali się, że zapłacili za 10 km, a dostali dodatkowe dwa w promocji. Wygląda, że zaistniała sytuacja nie była winą organizatorów, lecz czyjegoś wyjątkowo debilnego „żartu” albo po prostu bezmyślności. Organizatorzy zapowiedzieli, że w przyszłym roku Powerade Run znów się odbędzie. Nie wiadomo jeszcze, na jakim dystansie.

KW


Polecamy również:


Podziel się: