Rzeźnicy a niedźwiedzie: „Zagrożenia nie ma”. Cisna... płynie błotem [WIDEO]


Opublikowane w śr., 19/06/2019 - 11:07

W mediach regularnie pojawiają się doniesienia o niedźwiedziach przechadzających się szlakami, trasami biegów, a nawet ulicami miejscowości, także w Bieszczadach, które na kilka dni staną się stolicą górskiego biegania. Czy uczestnicy 5. Festiwalu Biegu Rzeźnika mają się czego obawiać? Sprawdziliśmy u źródła…

Niedźwiedzi jest dużo, nie da się temu zaprzeczyć. Są przez to częściej widywane i można odnieść wrażenie, że nietrudno będzie natknąć się na jedno z tych zwierząt na trasie któregoś z rzeźnickich biegów. Czy naprawdę istnieje takie ryzyko? Okazuje się, że nieszczególnie.

Dzikie zwierzęta unikają ludzi. Owszem, zdarzają się sytuacje, kiedy zwabione resztkami jedzenia pozostawionego przez turystów podchodzą w pobliże ludzkich siedzib. Ale na co dzień unikają kontaktu. Sporadyczne spotkania to wynik przypadku i zawsze dotyczą turystów poruszających się szlakami samotnie lub w niewielkich grupach, czyli cicho. W przypadku tak dużej imprezy biegowej raczej nie ma ryzyka, by niedźwiedź dobrowolnie „wpadł na zawodników”.

– Zagrożenia nie ma, nie będziemy przecież narażać zawodników na niebezpieczeństwo. A te wszystkie informacje to raczej nasze żarty i budowanie atmosfery biegowej. Coś się przecież musi dziać – zapewnia dyrektor Biegu Rzeźnika Mirosław Bieniecki. – Zwierzęta unikają hałasu, dużych grup, nie podejdą do biegaczy na trasie – dodaje.

Jednocześnie z innymi przygotowaniami, tworzeniem biura zawodów oraz znakowaniem tras, trwa ich zabezpieczanie przed... spotkaniami z dzikimi zwierzętami.

– Od kilku dni obiegujemy trasy w ciszy, czyli małymi grupami, nie tak, jak będzie w trakcie zawodów. Sprawdzamy, znaczymy trasy. Mamy na to swoje metody, żeby odstraszyć niedźwiedzie i inną zwierzynę. Trochę hałasujemy, strzelamy… To wszystko powoduje, że niedźwiedzie raczej będą unikały naszych tras. Tak, pogłoski są prawdziwe i jesteśmy uzbrojeni w petardy hukowe – śmieje się Bieniecki. – Ale to raczej dla nas, na ten czas przygotowania tras. Ekipy znaczące trasy zasygnalizują obecność ludzi i zawodnicy będą mieli już znacznie bezpieczniej.

Jak owa sygnalizacja się odbywa? Poza przemierzaniem tras i hałasowaniem, rzeźnicy pozostawiają na szlakach „zapach”. Używają do tego między innymi ludzkich włosów zebranych z zakładów fryzjerskich. Postawiają je w wybranych miejscach na trasach biegów, by zaznaczyć, że na ten czas należą one do ludzi.

A gdyby jakimś cudem zdarzyło się nam spotkanie z dzikim zwierzęciem? Albo usłyszymy podczas jednego z nocnych biegów dźwięki świadczące o obecności jakiegoś zwierzęcia w pobliżu?

– Trzeba zachowywać się głośno: śpiewać, krzyczeć, gwizdać, dlatego zalecamy gwizdki. Trzeba się zachować na tyle głośno, by te zwierzęta przepłoszyć. One uciekną, bo reagują gwałtownie tylko wtedy, gdy są przez nas zaskoczone – sugeruje szef Fundacji Biegu Rzeźnika.

– Tutaj nie niedźwiedzie są naszym największym przeciwnikiem, ale pogoda – zauważa Bieniecki. – Jakiś czas temu na stadionie w Cisnej odbył się festiwal rockowy, który sprawił, że murawa stała się boiskiem w stylu Woodstock z ’69 roku i jest tona błota – zdradza nasz rozmówca. – Próbujemy z tym walczyć, stawiając podłogę biura zawodów w najgorszym miejscu, zachowując najlepsze dla zawodników, by mieli dla siebie choć te plamy trawy. Ściągamy ławki i stoły z całych Bieszczad, żeby było gdzie siedzieć, bo nie będzie można usiąść na trawie jak zawsze. Trawy nie ma, jest błoto...

– W tym roku rozpoczęliśmy przygotowania wyjątkowo wcześnie, tydzień przed festiwalem, ale został nam ogrom roboty. W porównaniu z tym te niedźwiedzie w ogóle mnie nie martwią… – puentuje Mirosław Bieniecki.

KM

fot. Archiwum / PF


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce