Tropem Wilczym Racibórz: Rodzinnie po Arboretum Bramy Morawskiej [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 03/03/2019 - 16:53

 

Tropem Wilczym, czyli Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych to akcja, która już po raz siódmy odbywa się w prawie 300 miastach w Polsce i na świecie. Różne są lokalizacje biegów, trasy i dystanse, ale przesłanie jest jedno. Chodzi o uczczenie pamięci żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego i antysowieckiego działającego w latach 1944 – 1963. Ci, którzy postanowili to zrobić dzisiaj w Raciborzu, musieli włożyć w ten gest sporo wysiłku. Organizatorzy zadbali bowiem o to, by trasa była wymagająca a zdobycie pięknego medalu nie było takie proste.

Bieg odbył się w malowniczym Arboretum Bramy Morawskiej, które ma wszystkie warunki do tego, by być świetną bazą biegów przełajowych a nawet… górskich. Do pokonania był dystans zaledwie 1963 metrów, ale na odcinku niespełna dwóch kilometrów udało się zmieścić solidny podbieg, stromy zbieg i odpowiednią ilość błota. Frajdę miały zwłaszcza dzieci, wyjątkowo licznie obecne na starcie. Wydarzenie przyciągnęło całe rodziny. Dla wielu biegaczy była to okazja, by wreszcie zabrać na jakiś „dorosły” bieg swoje pociechy. Rodzice postanowili też wykorzystać okazję, by zaszczepić miłość do sportu… i historii.

- Syn ma cztery latka i przebiegł z nami całą trasę – chwaliła na mecie Ewa Pytel, mama Łucji i Karola. Pobiegli razem. – Dzieci od zawsze nam kibicują na imprezach biegowych a teraz zaczynają biegać same. To bardzo ważne, żeby przekazywać ducha sportu i wiedzę historyczną. Powiem szczerze, że starsza córka już ma pojęcie o co chodzi, wie ze szkoły kim byli Żołnierze, ale mały jeszcze nie. Dla niego to przygoda biegowa. Ale cieszę się, że tu jesteśmy razem, bo takie wspomnienia zostają.

W podobny sposób bieg ukończyło wiele rodzin. Dzisiaj nikt się nie ścigał. Ultrasi i maratończycy porzucili na chwilę swoje ambicje i pokonywali trasę trzymając za rączki kilkuletnich debiutujących biegaczy w koszulkach z podobiznami Żołnierzy Wyklętych. Dla większości był to pierwszy kontakt z tego typu imprezą sportową i pierwszy samodzielnie wywalczony medal. Niektórym biegaczom towarzyszyły niebiegające dotąd żony. Swoje miejsce znaleźli też kijkarze, którzy mogli wystartować w biegu w swojej ulubionej dyscyplinie: - To był pomysł żony, żeby tu wystartować – przyznał Piotr Fiegel, mąż Joanny: - Zobaczyłam, że taki bieg jest organizowany, więc przyjechaliśmy całą drużyną. Podoba nam się, że to połączenie wydarzenia sportowego i pamięci o historii a przy tym to coś, co dzieje się u nas. Bardzo podobała nam się trasa, z kijami szło się lekko.

Siedmioletnia Lena nie narzekała na trasę: - Biegło się fajnie. Była górka, ale się nie zmęczyłam. Pobiegłam, bo chciałam, rodzice nie kazali – mówiła a mama Katarzyna Olszyna przytakiwała: - Mąż nas wciąga w swoje bieganie. Bardzo nam się podoba. Dzisiaj było wyjątkowo rodzinnie. Do tego świetna organizacja i piękne koszulki, które założyliśmy, żeby uczcić pamięć Żołnierzy Wyklętych.

KM


Polecamy również:


Podziel się: