Zacięta trzecia runda Grand Prix Warszawy. "Nie spodziewałem się..." [ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 23/03/2019 - 16:32

„Wiosna wybuchła prosto w twarz”... dziś na Kabatach było jak w przeboju Organka. Na trasie kolejnej rundy Grand Prix Warszawy nie zabrakło też spacerowiczów, ale nie przeszkadzali oni biegaczom. I vice versa.

Trzeci etap cyklu był, nie tylko z nazwy, Biegiem Wiosennym. Słoneczna pogoda skusiła do startu ponad 280 osób. Dla części rywalizacja na 10-kilometrowej leśnej trasie była dobrym sprawdzianem przed przyszłotygodniowym 14. PZU Półmaratonem Warszawskim.

Wśród pań doszło do małej niespodzianki. Pojedynek nie na żarty stoczyły ze sobą dwie Marty, zarazem koleżanki z grupy Dream Run. Zwyciężyła Marta Jusińska z czasem 39:24, która na finiszu odparła atak Marty Kaźmierczak (39:30), dwukrotnej triumfatorki Grand Prix. 25-latka wykorzystała szybkość i doświadczenie wyniesione ze stadionowych startów na 800 i 1500 m.

– Biegło się dziś świetnie! Pokonałyśmy z Martą prawie cały dystans razem. Na ostatnim kilometrze zaczęłyśmy się ścigać. 500 metrów przed metą straciłam pierwsze miejsce, ale na ostatniej prostej udało mi się skontrować i wygrać – relacjonowała Marta Jusińska.

– Cieszę się z wyniku, bo to mój najlepszy rezultat na Kabatach. To dobry prognostyk, bo za tydzień biegnę pierwszy półmaraton. Gdyby udało się uzyskać czas 1:26, byłoby bardzo fajnie. Ale to debiut, więc zobaczymy, co się wydarzy – dodała biegaczka.

Przez dłuższą chwilę sensacją pachniało także w biegu mężczyzn. Jak z procy wystrzelił dawno nie widziany na Kabatach Kamil Artyszuk z grupy Warszawiaky. Charakterystyczna zielona koszulka mignęła nam w okolicach 2. kilometra, a za nim powoli rozpędzał się „peleton”, złożony m. in. z lidera klasyfikacji generalnej cyklu Artura Jabłońskiego oraz Sebastiana Polaka.

Ucieczka została zniwelowana w okolicach 8 kilometra. Po raz trzeci w tym roku wygrał Artur Jabłoński, uzyskując rezultat 33:09. Drugi był Kamil Artyszuk z 11 sekundami straty, a na podium stanął także Sebastian Polak.

– To był taktyczny bieg, bo chciałem się jak najmniej zmęczyć. W niedzielę czeka mnie ostatni start w Grand Prix City Trail i też mam szansę wygrać. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiej formy Kamila. Dawno go nie widziałem, a pokazał się z bardzo dobrej strony. Ja skupiłem się na rywalizacji z Sebastianem Polakiem, ale że po nawrotce ucieczka była już daleko, ruszyłem po 3:15 min./km. Końcówkę już kontrolowałem – opisuje rywalizację Artur Jabłoński, który walczy w tym roku o szóstą wygraną w stołecznym Grand Prix, a ostatnio, po raz trzeci z rzędu, znalazł się w kadrze na Mistrzostwa Świata w trailu.

Znamy skład na MŚ w trailu! Szczawnica bez znaczenia, znów mnóstwo zamieszania

Jak nam powiedział Artur, czuje się bardzo zmotywowany powołaniem do reprezentacji. Ocenia, że 44-kilometrowa trasa w Portugalii jest podobna do tej sprzed dwóch lat, gdy zajął dobre 20. miejsce. Rok temu był w MŚ na 47 pozycji.

– Czuje wzmożoną motywację, bo chciałbym pokazać się jak najlepiej. Teraz inaczej podejdę do przygotowań. Chciałbym zrzucić z obecnej wagi ze 3 kilogramy (śmiech). Przede wszystkim muszę więcej jeździć w góry. Teraz widzę, że nawet weekendowy wyjazd dużo daje i wzmacnia nogi. Stają się odporne i pewniejsze na zbiegach oraz podbiegach – podkreślił dwukrotny zwycięzca Biegu 7 Dolin w Krynicy na dystansie 64 km.

Kolejny bieg w ramach 30. Grand Prix Warszawy odbędzie się 6 kwietnia. Cykl składa się z 8 imprez. Do klasyfikacji końcowej bierze się pod uwagę co najwyżej sześć najlepszych występów zawodnika.

RZ


Polecamy również:


Podziel się: