14. Bieg Katorżnika (nie) uszedł na sucho. „Niesamowite przeżycie!” [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 12/08/2018 - 07:03

Ostatnia fala upałów oraz długotrwałe susze spowodowały, że poziom wody w zbiornikach wodnych, które co roku stają się areną walki Biegu Katorżnika, mocno się obniżył. Spadł też poziom błota w okolicznych rowach a niektóre wyschły całkowicie. Organizatorzy pokazali jednak, że potrafią sobie poradzić w każdych warunkach i przygotowali trasę, jak na Katorżnika przystało. Czyli taką, która „katuje, upadla i miesza z błotem”.

Częściowo osuszone rowy okazała się dzisiaj prawdziwą pułapką: gęsto, kleiste błoto wsysało nogi zawodników i już nie chciało puścić. Nie na darmo przed startem apelowano o wyjątkowo mocne zawiązanie sznurówek a ci, którzy dodatkowo okleili buty taśmą uniwersalną, sporo na tym wygrali. Zdradzieckie błoto miejscami sięgało znacznie powyżej kolan a ci, którzy mieli nieszczęście w nim utknąć, bez pomocy innych nie potrafili się ruszyć z miejsca.

Kolejną pułapką były gałęzie drzew i całe konary ukryte pod wodą lub błotem. Najczęściej objawiały się dopiero podczas bolesnego spotkania z piszczelami. – Dla mnie najgorsza jest trzcina – mówił jeden z zawodników na trasie. – Zdradziecka, bo czasem stanie się i utrzyma na powierzchni a dwa kroki dalej wpada się po pas i jeszcze zaplątuje nogami. Potem trudno się wydostać.

Jest mokro, brudno i śmierdząco. Ukryte pod wodą korzenie i kłody boleśnie obijają nogi, zarośla ranią ramiona. Błoto chlapie, pryska w oczy. Brud wgryza się w pory skóry, dostaje pod ubranie, do uszu i w zęby. A jednak ludzie się uśmiechają. – Endorfiny! To jest niesamowite przeżycie. Jestem trzeci raz i za każdym razem pokonuję siebie, coś sobie udowadniam – mówi Ania. – Co roku pokonuję trasę szybciej i bardziej samodzielnie. Jest satysfakcja. Zwłaszcza, kiedy na szyi zawiśnie słynna podkowa. Tylko tutaj dają tak wielkie i ciężkie medale. Bo to bieg wagi ciężkiej i lekko nie jest – śmieje się.

Bieg Katorżnika co roku przyciąga zawodników z odległych zakątków Polski oraz spoza jej granic. Dzisiaj na starcie stanęli między innymi Niemcy, Austriacy, Anglicy, Czesi i Słowacy. Nie zabrakło tez gości specjalnych: wojskowych, znanych biegaczy i organizatorów biegów z kraju i zagranicy. Pojawili się także… duchowni. Choć debiutowali w tego typu imprezie, poradzili sobie wyśmienicie.

– Od pewnego czasu prowadzimy tutaj Oblacką Przystań dla młodzieży. Jesteśmy otwarci na różne dobre inicjatywy, w tym sportowe. W lipcu podczas Festiwalu Życia ekipa Biegu Katorżnika zorganizowała mini bieg a ja dla zabawy wziąłem w nim udział. Wygrałem wtedy jednoosobową kategorię „prowincjałowie” – śmiał się ojciec Paweł Zając, prowincjał Misjonarzy Oblatów. – Skoro powiedziałem A, musiałem też powiedzieć B i wystartować w pełnym Biegu Katorżnika. Lubię biegać i od zawsze jestem związany ze sportem, więc to sprawiło mi sporo frajdy. Najtrudniejsza była walka z samym sobą, zmęczenie dawało się we znaki. Kolejne odcinki pełne błota i specyficznego zapachu bagienka były prawdziwym wyzwaniem. Ale chodzi o to, by skupić się na celu i do niego dążyć. Katorżnik do bardzo dobra szkoła charakteru. Jeśli tylko czas pozwoli, za rok też wystartuję.

Zawodnicy startowali w siedmiu falach, wśród których wyznaczono po jednej dla kobiet, drużyn oraz dziennikarzy i VIPów. Każdą grupę klasyfikowano oddzielnie. Pełne wyniki zmagań można znaleźć TUTAJ.

KM


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce