2. Setka Komandosa z rekordowym mrozem… i rekordami trasy. Ależ tempo! [ZDJĘCIA]


Druga edycja Setki Komandosa okazała się wyjątkowo zaskakująca. Najpierw zaskoczyła aura, która po gwałtownym załamaniu uraczyła zawodników opadami śniegu i mrozem sięgającym -8 stopni. Później zaskoczyli sami zawodnicy, którzy pobiegli rewelacyjnie szybko i to pomimo zaostrzonych przepisów biegu (dwukrotnie wydłużony odcinek biegu z plecakiem). Padły nowe rekordy trasy a stare zostały poprawione nie o kilka, ale o 38 minut oraz o… ponad dwie i pół godziny.

Ubiegłoroczny zwycięzca Artur Pelo nowy rekord trasy zapowiadał już od dawna. Mimo dwukrotnego wydłużenia odcinka trasy pokonywanego z wojskowym plecakiem (z 10 do 20 km), sierżant poprawił swój poprzedni wynik o 38 minut! Zwyciężył po raz drugi z czasem 8:55:24 i przewagą nad drugim zawodnikiem wynoszącą prawie godzinę!

Dokładnie 59 minut później na mecie zameldował się Daniel Stroiński. Po kolejnych 15 minutach do grona finiszerów dołączył Łukasz Duchnowski (10:10:52).

Wszystkich zaskoczyła Patrycja Bereznowska, która była faworytką wyścigu, ale chyba nikt nie spodziewał się aż tak rewelacyjnego czasu. Rekordzistka świata w biegu 48-godzinnym na metę dotarła z czasem 10:38:06, jako szósty zawodnik open, poprawiając rekord trasy Anny Kurdyk o dwie i pół godziny!

Dotychczasowa rekordzistka także poprawiła wynik sprzed roku, meldując się na trasie jako druga kobieta z czasem 11:57:20. Trzecia była Joanna Lorenc (12:04:47).

Triumfatorka zawodów przyznała, że… jej bieg był raczej słaby: – To nie był mój najlepszy bieg. Trzy tygodnie temu się przewróciłam i mam problem z mięśniem uda, przez co nie mogłam trenować tak, jak zwykle. Doszło przeziębienie no i warunki dzisiaj były naprawdę trudne – wyliczała po biegu Bereznowska. – Pierwszą dwudziestkę, w obciążeniu, biegło mi się naprawdę dobrze, drugą dwudziestkę przyzwoicie a całą reszta była słaba. Myślę, że gdybym normalnie trenowała i dobrze się czuła, była szansa na złamanie 10 godzin. Pewnie spróbuję za rok, bo bieg bardzo mi się podoba – zdradziła mistrzyni.

– Lubię tę trasę i atmosferę, więc jeżeli tylko nie będzie kolidował z ważnymi zawodami, na pewno wystartuję – zapowiedziała zawodniczka, która obecnie przygotowuje się do Mistrzostw Europy w Rumunii oraz Ultramaratonu Podkarpackiego – mówiła nam ultramistrzyni, triumfatorka Iron Run z Krynicy-Zdroju.

Trudne warunki na trasie komentowali dzisiaj wszyscy. W momencie pisania tego tekstu na trasie znajdowała się jeszcze setka zawodników, czyli połowa stawki. 25 osób wycofało się z biegu w jego trakcie. Noc okazała się bardzo trudna do przetrwania na trasie. – Warunki są paskudne. Nikt się nie spodziewał takiego załamania pogody. Mróz zmienił wiele rzeczy, na przykład to, że się nie da normalnie ugryźć batonika na trasie a picie jest tak zimne, że trudno pić. Każdy tylko czeka na przepak, żeby się posilić. Podejrzewam, że ludzie będą po tym mieli problemy ze zdrowiem, ale cóż, jakoś to odleczą – komentował podczas ostatniej przerwy na trasie Marcin Berner, który Setkę biegł drugi raz. – Mimo wszystko nastawienie mam pozytywne. Warunki mnie nie zrażają. Wrócę tu jeszcze w tym roku na Maraton Komandosa i na Setkę pewnie też, jeśli kondycja pozwoli – zapowiedział.

Drugi raz Setkę Komandosa ukończył także Marcin Walczuk, Ambasador Festiwalu Biegów. – To moja druga Setka. Rok temu byłem piąty, dzisiaj dziesiąty. To chyba wystarczy do porównania? A jeśli nie, to powiem, że warunki były dzisiaj fatalnie. Było bardzo ślisko, zaliczyłem kilka wywrotek, mięśnie spięte od ciągłej asekuracji. Do tego wiatr i mróz, woda zamarzła mi w ustniku z bukłaka. No i z plecakiem trzeba było biec dłużej niż przed rokiem.

Pełne wyniki: TUTAJ

KM


Polecamy również:


Podziel się: