5. Ultramaraton Bieszczadzki: Deszcz… debiutantów


A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Ta myśl skusiła ponad 1200 biegaczy, którzy ten weekend postanowili spędzić na trasie 5. Hyundai Ultramaratonu Bieszczadzkiego. Do wyboru mieli Ćwierć-, Pół- i cały Ultramaraton. Najwięcej osób zdecydowało się na pełny dystans, czyli 53 km. Na trasę ruszyło prawie 600 osób a wśród nich bardzo wielu ultradebiutantów.

W biegu nie pomagała im zmienna aura, zaskakująca raz deszczem, raz słońcem, ani błoto zalegające na trasie. – Warunki były mega ciężkie. Pogoda nie rozpieszczała: mżawka, później na przemian chmury ze słońcem a na końcu deszcz ze słońcem i wspaniała tęcza na mecie – opowiadała Aleksandra Bzowska.

– To były 53 km nieziemskiego błota i boskich widoków. Piękna złota polska jesień, ogromne emocje… To był mój pierwszy ultra. Była walka z głową, bólem łydki, ale serce rwało dalej. Dla tych widoków było warto walczyć do końca. Przyjaciółka czekająca na mecie motywowała aby dobiec a przyjaciel na trasie pilnował, żebym mogła ukończyć z uśmiechem. Udało się!

Trudności trasy nie chce oceniać kolejna debiutantka Kinga Łampika: – To był mój pierwszy w życiu ultramaraton, więc nie mam porównania. Błoto na trasie na pewno nie pomagało, ale bardzo mi się podobało. Podobno nie wybrałam najłatwiejszego biegu na debiut, ale ja lubię Bieszczady i to pewnie dlatego – tłumaczyła zawodniczka.

– Dystans 53 km tez nie jest przerażający dla kogoś, kto do tej pory w miarę komfortowo biegał maratony. Jestem bardzo zadowolona z całej imprezy. Chociaż podejścia naprawdę były wymagające. Ale medal wart wysiłku.

Motywacje wyboru Bieszczadzkiego Ultramaratonu na ultradebiut były różne. Od rad przyjaciół, przez miłość do gór, po chęć zdobycia punktów w losowaniu do Biegu Rzeźnika (a to dosłownie ostatnia szansa, bo zapisy zostaną jutro zamknięte). Bywa i tak, że ktoś trafi na jedną z „rzeźnickich” imprez przypadkiem, pobiegnie kilka kilometrów i chce wrócić. A jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia.

– Biegłem Zimową Bieszczadzką Dychę i było extra. Później w czerwcu wystartowałem w Rzeźniczku Intro i było rewelacyjnie. Dlatego teraz zdecydowałem się na ultra – mówił Stanisław Czarnik. – Mam rodzinę w Bieszczadach, ale po szlakach chodziłem niewiele a te góry są po prostu piękne. Tak mam dwa w jednym: zwiedzanie i bieganie. Plus super debiut. Trasa była ciężka, ale taka ma być. Takie są Bieszczady, prawdziwe, naturalne.

Ultramaraton z niemal dziesięciominutową przewagą zwyciężył Dominik Grządziel (4:22:34). Drugi do mety dobiegł Robert Faron (4:32:01) a trzeci Tomasz Koczwara (4:34:06). Podobną przewagę nad rywalkami wypracowała najszybsza z kobiet Sylwia Bondara, która ukończyła bieg z czasem 5:38:00.

Drugie miejsce zajęła Maria Domiszewska (5:48:11) a trzecie Iwona Kik (5:51:34).

W półultramaratonie najlepsi okazali się Maciej Sukiennik (2:23:19) oraz Beata Lange (2:43:08), natomiast z ćwiartką dystansu najlepiej poradzili sobie Tomasz Gawroński (1:07:28) i Magdalena Pawlak (1:31:15).

Pełne wyniki: TUTAJ

KM

fot. facebook @Maraton Bieszczadzki / archiwum prywatne Aleksandry Bzowskiej


Polecamy również:


Podziel się: