Bieg dla Słonia: światła w strugach deszczu, ale... "Atmosfera jest przepiękna" [ZDJĘCIA, WIDEO]


Opublikowane w sob., 23/06/2018 - 07:58

Nagłe ochłodzenie i deszcz nie ostudziły gorących emocji uczestników kolejnej edycji Biegu dla Słonia. Ponad 1600 osób w strugach deszczu uczciło oklaskami pamięć himalaisty Artura Hajzera. Strumień światła rozjaśnił Park Śląski, kiedy uczestnicy pokonywali jego alejkami nieco ponad 7 km. Przebiegli też przez Stadion Śląski, z którego trybuny, z telebimu, patrzył na nich Słoń. Atmosfera była naprawdę wyjątkowa.

Wieczorem na stadionie treningowym przy Stadionie Śląskim pojawiły się prawdziwe tłumy. Większość biegła, ale nie brakło też maszerujących z kijami, rowerzystów, rolkarzy, dzieci w wózkach i psów. Wszyscy oświetleni, bo o to poprosili organizatorzy wydarzenia. Dodajmy, że w biegu nie było kategorii, klasyfikacji ani nawet pomiaru czasu. Na mecie nie było gorącego posiłku ani nie rozlosowano samochodu na weekend.

Ci, którzy w chłodny i deszczowy wieczór wyszli z domów i przyjechali do Parku Śląskiego, zrobili to dla Artura. Niektórzy pokonali setki kilometrów: z Międzyrzecza, Wrocławia, Warszawy, Częstochowy… Dla stałych bywalców była to oczywistość, debiutanci byli zdumieni atmosferą wydarzenia.

- Jest świetna atmosfera, bardzo nam się podoba. Bieg robi wrażenie. To dobry pomysł, żeby uczcić pamięć himalaisty w taki sposób, bo bieganie to dobra aktywność. Niesie wiele spokoju – mówił na mecie Grzesiek Matura. - Jestem pierwszy raz, bo dopiero zacząłem biegać. Zabrałem suczkę Lunę, robimy sobie rozgrzewkę przed jutrzejszym rajdem na orientację. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie Stadion Śląski. Na tym nowym byłem pierwszy raz. W dodatku z psem… to chyba jedyna taka okazja – żartował nasz rozmówca.

Rozświetlony nocą Stadion Śląski robił ogromne wrażenie, które potęgowała jeszcze muzyka. Zawodnicy przystawali na bieżni, robili zdjęcia, nagrywali filmy, nie kryli entuzjazmu. – Świetny pomysł ze stadionem. Kocioł Czarownic znowu żyje i dobrze, że jest otwarty nie tylko dla wybranych, ale dla wszystkich, którzy chcą aktywnie spędzać czas – chwalił Ziemowit Wójcik. –Przybiegłem tutaj, żeby uczcić pamięć wybitnego polskiego himalaisty, twórcy polskiego himalaizmu zimowego i mojego klubowego kolegi. Znałem go osobiście. Wspinam się, należę do klubu, Artur był naszym prezesem. Wielkie brawa dla organizatorów za stworzenie wydarzenia właśnie w tym klimacie, nocnego biegu z czołówkami.

Przygotowana trasa mierzyła trochę ponad 7 km. Siódemka symbolizuje liczbę ośmiotysięczników, które zdobył Hajzer. Dystans nie przeraził nikogo. Marlena i Tomasz zabrali na bieg ośmioletnią Wiktorię. – Jest późno a ja nie śpię, bo startowałam w tym biegu. Było bardzo fajnie i nie bałam się ciemności – mówiła z dumą dziewczynka. Jej rodzice uczestniczą w wydarzeniu od początku i było dla nich naturalne, że w tym roku zabiorą córkę. – Kiedyś wiozłam ją na rowerze w foteliku, w tym roku pokonała trasę sama, jadąc rowerem. Ma w tym wprawę. Chcieliśmy tutaj być, żeby uczcić pamięć Artura Hajzera. Atmosfera jest przepiękna. Nawet deszcz nie przeszkadzał. Biegło się lepiej niż przed rokiem. Było rewelacyjnie!

Wydarzeniu towarzyszyła promocja książki Bartka Dobrocha „Artur Hajzer. Droga Słonia”. Do jej zakupu ustawiały się kolejki. Wszyscy zapytani przez nas o cel biegu i znaczenie jego dystansu, odpowiadali bezbłędnie. W piątkową noc przy Stadionie Śląskim nie było osób przypadkowych. Wszyscy przyszli tutaj dla Słonia.

KM


Polecamy również:


Podziel się: