Bieganie po rozgrzanej patelni - XV Bieg Sapiehów w Kodniu [ZDJĘCIA]


Kodeń, niewielka nadbużańska miejscowość, rzut kamieniem od granicy z Białorusią. Dawna własność litewskiego rodu Sapiehów; dziś znana głównie z istniejącego tu Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej, do którego co roku, w połowie sierpnia tłumnie przybywają pielgrzymi. Kodeń znany jest także dobrze biegowej braci, jako że już od kilkunastu lat organizowany jest tu Bieg Sapiehów.

To bieg uliczny na 15 kilometrów organizowany zawsze na początku sierpnia. Trasa biegu głównego prowadzi w całości po podłożu asfaltowym i jest opatrzona atestem PZLA. Młodzież i dzieci mają możliwość rywalizowania w Małym Biegu Sapiehów na dystansach 800 i 1200 metrów.

W tym roku na liście startowej widniało 257 uczestników. Gros zgłoszonych to biegacze z okolicznych powiatów i miasteczek województw lubelskiego i podlaskiego. Byli też biegacze z Siedlec i Warszawy oraz – jak to zwykle w biegach przygranicznych we wschodniej Polsce – grupa bardzo mocnych gości zza wschodniej granicy.

Start przewidziany został w południe, na godzinę 13. To już niejako tradycja tej imprezy, że odbywa się ona w środku lata, w upalny dzień, w południe. „Piekielna piętnastka”, „upalna piętnastka” – tak potocznie nazywają ją uczestnicy. Owszem, starzy bywalcy drapiąc się po głowie potrafią sobie przypomnieć, że kiedyś była taka edycja, że akurat było stosunkowo chłodno. Był to jednak bieg wyjątkowy. W tym roku żar jak zwykle lał się z nieba. – Warunki są bardzo ciężkie, ten bieg trzeba pobiec z głową: wolniej zacząć - szybciej skończyć. 32 stopnie w cieniu, piekielna piętnastka jak co roku– komentował warunki i taktykę przed startem jeden z uczestników, Rafał Pajdosz z Białej Podlaskiej.

Po oficjalnym otwarciu, przemówieniach lokalnych władz, pokropieniu kropidłem przez miejscowego duchownego biegacze zgromadzeni przed kodeńskim sanktuarium, ruszyli do wyścigu. Najpierw rundka po pobliskich uliczkach, następnie wybieg poza miejscowość, w stronę wioski Kopytów gdzie na agrafce należało dokonać zwrotu i skierować się z powrotem do Kodnia. W warunkach, jakie panowały zbawczą moc miały ustawione co 5 kilometrów punkty z wodą. Bardzo pomocni byli mieszkający w pobliżu ludzie, którzy wystawiali dodatkowe punkty z wodą lub ustawiali spryskiwacze tworząc kurtyny wodne.

Miłym, trochę folklorystycznym akcentem na ostatnim kilometrze była jakaś sympatyczna starsza pani, która stojąc z kwiatami przy trasie biegu dopingowała zlanych potem, półprzytomnych biegaczy, wykrzykując „sport to zdrowie!”.

Zawody wygrał Bogusław Andrzejuk z klubu „Pędziwiatr Białystok” osiągając wynik 00:49:49. – Startowałem już w Kodniu, 5 czy 6 razy, raz już tu wygrałem, w tamtym roku byłem drugi a dziś udało się zwyciężyć. Biegło mi się nienajgorzej: obawiałem się trochę pogody, bo warunki - wiadomo - ponad 30 stopni; rywali też w sumie, bo był dosyć mocny zawodnik z Ukrainy i dosyć mocny z Białorusi, ale udało mi się, więc jestem zadowolony. Jest to bardzo fajny, kameralny bieg – powiedział nam na mecie szczęśliwy zwycięzca.

Ze stratą ledwie trzech sekund przybiegł pochodzący z Ukrainy a biegający w barwach klubu Chemik Noxy Puławy Andrey Starzyński (0049:52). Kolejnym zawodnikiem okazał się Siergiej Krulow, młody strażak z Brześcia, który w 2010 roku tu wygrał, dziś musiał się zadowolić trzecim miejscem (00:51:27).

Wśród kobiet niespodzianek nie było: pierwsza na metę wbiegła Izabela Trzaskalska reprezentująca AZS UMCS Lublin. Biegaczka pochodząca z pobliskiego Terespola, dobrze znana w okolicy, zwykle wygrywająca rywalizację wśród kobiet osiągnęła wynik 00:59:54 zajmując 8 miejsce OPEN. Druga przybiegła Alena Shumik z Białorusi (01:01:26), trzecia Anna Gosk z Białegostoku (01:04:54).

Biegacze spoza ścisłej czołówki byli zadowoleni z organizacji biegu i profilu trasy; narzekali jednak na pogodę. – Było ciężko przez ten upał; bo trasa w sumie jest spoko, w jedną stronę z wiatrem, w drugą pod. Dobrze, że pod ten wiatr się wracało to przynajmniej jakieś podmuchy były, więc trochę to łagodziło upał. Ale jest za ciepło – zły termin na bicie rekordów – skomentował Daniel Romaniuk, który biegł w Kodniu pierwszy raz.

Po osiągnięciu mety biegacze mogli zjeść w pobliskiej szkole porządny, dwudaniowy posiłek (rosół z makaronem oraz gołąbek z ziemniakami). Około 15:30 nastąpiła dekoracja najlepszych połączona z losowaniem nagród rzeczowych. Organizatorzy żegnając się z uczestnikami i dziękując za udział już zaprosili na XVI edycję Biegu Sapiehów, za rok.

Paweł Pakuła

Polecamy również:


Podziel się: