Dogonić Etiopczyków – Ibuprom Sport Żel 5k Run w Łodzi [ZDJĘCIA]


Organizatorzy DOZ Maratonu Łódź zdecydowali się na rewolucyjne zmiany. Półmaraton dołączony do królewskiego dystansu nie jest jedyną nowością. Tradycyjną dychę, do której łódzcy biegacze zdążyli się już przyzwyczaić, zastąpiła w tym roku szybka piątka – Ibuprom Sport Żel 5k Run. Jak pokazały wyniki, nawet bardzo szybka. Sypnęło życiówkami, również wśród zawodników elity.

Jaki by nie był dystans, w sportowym święcie w moim mieście muszę wziąć udział. Wraz z ponad 1200 współzawodników stajemy na starcie na ul. Bandurskiego naprzeciwko Atlas Areny. Po ostatnich upałach, dziś mimo południowej pory nie jest za gorąco, a do tego wieje chłodzący wiatr.

Pierwszy kilometr Krzemieniecką w dół, na następny w prawo w Konstantynowską już lekko pod górkę. Pierwsze dwa wpadają po około 4:40. Trochę lepiej, niż się spodziewałem z moim zupełnym brakiem wytrenowania na takich dystansach. Początkowo nie byłem przekonany do tego pomysłu z piątką zamiast dychy, ale teraz zaczynam doceniać to, że będę się krócej męczył.

Podbiegu na Konstantynowskiej prawie nie odczułem, za to po skręcie w Al. Unii wiatr stawia mnie do pionu. Im dalej, tym mocniej spada mi tempo. Za stadionem ŁKS-u zbieg ślimakiem w Bandurskiego. Spora ilość kibiców robi wspaniałą atmosferę. Niesiony ich dopingiem wyrównuję straty – druga dwójka wchodzi tylko kilka sekund wolniej od pierwszej. Rzucam wszystkie siły na długi finisz.

Na tradycyjnej agrafce wokół Areny w poprzednich latach zdarzało mi się cisnąć z obłędem w oczach, walcząc o jak najlepszy czas na maratonie. Tu, gdzie zawsze była nawrotka, tym razem niespodzianka. Zamiast tamtego łagodnego łuku, agrafka jest wydłużona aż do stadionu, gdzie trzeba w miejscu zawrócić o 180 stopni! Trochę schodzi ze mnie powietrze, ale trzeba wytrzymać. Wbieg w ciemne wnętrze Areny i ostatnie metry po pomarańczowym dywanie, choć robię je już szósty raz, niezmiennie robią na mnie wrażenie. Wypruwam się do końca i na mecie łapię 23:24. Ta trasa jest na tyle szybka, że w lepszej formie mógłbym tu bić życiówkę...

Po drodze do biura prasowego spotykam Katarzynę Rutkowską – nieco zawiedzioną, mimo że właśnie wygrała. – Przyjechałam z założeniem, żeby połamać 16 minut, ale zabrakło trzech sekund – opowiada. – To i tak jest moja życiówka na biegu ulicznym, bo na stadionie mam 15:50. Trochę niedosyt jest, bo na początku się oszczędzałam przez ten wiatr, a później już nie miałam z czego docisnąć. Ale i tak się cieszę, że jest dobry wynik.

– Biegłam z grupką trzech mężczyzn – wspomina walkę na trasie – a na początku do drugiego kilometra trzymała się też z nami Ola Brzezińska. Muszę przyznać, że zmiana z dychy na piątkę w Łodzi mi pasowała, bo to dobre przetarcie przed MP w Łomży na 10000 metrów za dwa tygodnie – kończy zwyciężczyni.

Później okazało się jednak, że jej niedosyt był chyba nieuzasadniony. Czas brutto Katarzyny Rutkowskiej to 16:02, lecz w wynikach netto przy jej nazwisku widnieje wynik 15:59! Zajęła ona 8. miejsce open. Damskie podium dopełniły Monika Andrzejczak (16:16) i Aleksandra Brzezińska (16:19), odpowiednio na 12. i 13. miejscu w generalce. Najszybsi wśród panów byli Zelalem Gezahegne Mengistu (14:13), Terefe Seifu (14:25) – obaj z Etiopii, oraz Mateusz Kaczor (14:28). Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Monika wyprzedziła mnie przed samą metą – opowiadała Aleksandra Brzezińska – bardzo jej dziękuję za walkę i że mogłyśmy razem pobiec na tak fajnie zorganizowanej imprezie. Wcześniej do drugiego kilometra trzymałam się nawet razem z Kasią. Nie zawsze się udaje wygrać, ale wychodzę z założenia, że trzeba próbować. Uliczną życiówkę poprawiłam o osiem sekund – cieszyła się. – Ta rewolucja organizacyjna też mi wyszła na dobre, bo piątka świetnie mi się wkomponowała w przygotowania do MP na 10000 metrów. Będą tam też Kasia i Monika, będzie Ania Gosk (dziś czwarta – red.), więc znowu się pościgamy.

– Do drugiego miejsca mi brakło tylko trzech sekund – powiedział po dekoracji Mateusz Kaczor – ale i tak jest to mój absolutny rekord życiowy. Na agrafce jeszcze myślałem, że dogonię rywala, ale gwałtowny nawrót o 180 stopni mnie zwolnił, a rywal odskoczył. Od Etiopczyków trochę odstałem na trzecim kilometrze i w pewnym momencie traciłem nawet 50 metrów. Później żałowałem, bo gdybym się wtedy utrzymał, a w końcówce pobiegł swoje, to może nawet powalczyłbym o zwycięstwo. Tak jak dziewczynom, mi też termin tego biegu wyjątkowo podszedł w przygotowaniach do MP. Za tydzień biegnę jeszcze jedną piątkę w Berlinie, a za dwa już dychę na stadionie w Łomży – zakończył najszybszy z Polaków w dzisiejszym biegu.

– Takie właśnie było założenie dyrektora sportowego Zbigniewa Nadolskiego – przyznał dyrektor DOZ Maratonu Łódź Michał Drelich – żeby ściągnąć na ten bieg mocną czołówkę naszych zawodników. Termin im pasuje, więc też mam nadzieję, że im to pomoże w przygotowaniu do mistrzostw Polski na stadionie. W następnych latach też planujemy piątkę, połówkę i maraton – tylko mam nadzieję, że piątka będzie jeszcze szybsza!

Wśród amatorów opinie na temat skrócenia dystansu towarzyszącego łódzkiemu maratonowi były podzielone. Wolałem dychę, już się przyzwyczaiłem do tego dystansu w tym terminie – stwierdził Michał z Łodzi – ale piątka też nie jest zła. Dobrze mi się biegło, było trochę ciepło ale przyjemna trasa. Na półmaraton się teraz nie zdecydowałem, bo tydzień temu biegłem ten dystans w Pabianicach i to już by było trochę za dużo.

Bardzo zadowolona ze zmiany była natomiast Agnieszka z Łodzi, podobnie jak spotkana warszawsko-łódzka firmowa ekipa DOZ. – Jesteśmy początkujący, więc dystans 5 km bardzo nam odpowiada – przyznała Karolina z Warszawy. – W przyszłym roku będę się trochę wydłużać, chociaż na półmaraton może być jeszcze za wcześnie – dodała Agnieszka – ale kiedyś w przyszłości marzę nawet o maratonie.

Początkującymi biegaczami jest również czwórka zagranicznych studentów, która dziś wystartowała: Ana, Alba i Irene z Hiszpanii oraz Suleyman z Turcji. Niektórzy z nich już biegali wcześniej w swoich krajach, ale dwie Hiszpanki zaliczyły w Łodzi swój absolutny debiut w zawodach. – Podążałem cały czas za Albą i oboje osiągnęliśmy dobre wyniki – cieszył się Suleyman. Nie wykluczyli również udziału w łódzkim Biegu Piotrkowską na 10 km w końcu maja.

Pomimo początkowych obaw wydaje się, że wprowadzenie biegu na 5 km przy łódzkim maratonie okazało się dobrym pomysłem. Przyciągnął on zarówno więcej absolutnych debiutantów, jak i mocnych ścigaczy. Trasa okazała się naprawdę szybka. Gdyby jeszcze przesunąć start nieco w tył, to może uniknęłoby się spowalniającej ostrej nawrotki przy stadionie. Jutro maraton z opcją „zejścia na połówkę”, przy czym półmaraton zapowiadany jest jako najszybszy w Polsce, ze specjalnie sprowadzonymi zawodnikami, by osiągnąć najlepszy rezultat na terenie naszego kraju. Zobaczymy, jak tę rewolucję ocenią biegacze.

KW


Polecamy również:


Podziel się: