Dominika Stelmach wicemistrzynią świata WMRA w biegu górskim długodystansowym! [WYNIKI, ZDJĘCIA, WIDEO, ROZMOWY]


Opublikowane w ndz., 24/06/2018 - 12:17

Dominika Stelmach wicemistrzynią świata w długodystansowym biegu górskim organizacji WMRA (World Mountain Running Association, Światowy Związek Biegów Górskich). Polka zajęła drugie miejsce w rywalizacji 2xŚnieżka w Karpaczu na dystansie 36 km, z 2110 m przewyższenia w górę.

To drugi polski medal w historii MŚ w biegach górskich. Dominika Stelmach poprawiła osiągnięcie Anny Celińskiej, która 5 lat temu w Szklarskiej Porębie zdobyła brązowy medal.

Warszawianka od początku biegła znakomicie, początkowo – zgodnie z zapowiedzią – dość spokojnie, by zachować siły na wyprzedzanie na drugiej pętli. Na półmetku była trzecia, ale na drugiej pętli przyspieszyła i tuż po drugim wbiegnięciu na Śnieżkę objęła nawet prowadzenie. Na mecie ustąpiła Brytyjce Charlotte Morgan o 22 sekundy. 36-kilometrową trasę o 2110 m przewyższenia Dominika Stelmach ukończyła w czasie 3:08:46 godz.

– Niewiele zabrakło do pierwszego miejsca, dałam z siebie wszystko, Brytyjka była po prostu lepsza na zbiegach. Ale trzymałam się tyle, ile mogłam i jestem bardzo szczęśliwa, bo bardzo zależało mi, żeby zdobyć medal właśnie w Karpaczu – cieszyła się na mecie Dominika Stelmach.

– Po pierwszym wbiegnięciu na Śnieżkę byłam druga, na półmetku w Karpaczu zajmowałam trzecie miejsce, ale bardzo blisko za prowadzącymi Brytyjkami. Od tej pory biegłam pod górę już „swoje”, mocno, dogoniłam jedną z dziewczyn z Wysp, potem pod Domem Śląskim wyprzedziłam też liderkę, ale drugi zbieg ze Śnieżki pokazał, że muszę się jeszcze trochę pouczyć zbiegać.

– Biegnąc na pierwszej pozycji przewróciłam się, dlatego mam takie brudne ręce. Zanim się pozbierałam, to ona znowu mnie „łyknęła”, a za chwilę zaczął się ten najgorszy dla mnie, bardzo szybki zbieg. Ja kiepsko zbiegam, więc już tylko walczyłam o życie, żeby się nie zabić (śmiech). Próbowałam gonić Charlotte,  jednak cały czas miałam 100 metrów straty. Nie dałam rady, ale jestem bardzo szczęśliwa, bo zrobiłam wszystko co mogłam! – mówiła rozentuzjazmowana. – Cieszę się, że do końca trzymałam się tuż za Brytyjką, walczyłam, wierzyłam, że mogę ją dogonić. Nie udało się, ale jak wreszcie nauczę się porządnie zbiegać to będzie szansa nawet na złoto! – dodała szybko ze śmiechem.

Podium uzupełniła broniąca tytułu Włoszka Silvia Rampazzo, tracąc blisko 2 minuty do Dominiki Stelmach.

Na bardzo dobry wynik liczyliśmy także w wykonaniu będącej w świetnej formie Edyty Lewandowskiej. Nie chciałem wierzyć, gdy szef polskiej ekipy Andrzej Puchacz powiedział mi, że chyba widział Edytę kilkanaście minut po starcie w okolicy deptaku w Karpaczu. Przecież ona powinna już wtedy atakować Śnieżkę! Na półmetku pojawiały się jednak kolejne zawodniczki, a... Lewandowska ciągle nie. Coś było zatem na rzeczy... Wyjaśniło się, gdy spotkałem Edytę, przebraną już w strój „cywilny”, w strefie mety. Była bardzo smutna.

– Nie wiem co się stało, na drugim kilometrze, jeszcze na asfalcie, poczułam kłucie w prawym pośladku, od którego szybko spięło mi mięsień dwugłowy, a potem kolano. Jeszcze teraz, choć minęły ponad 3 godziny, nie mogę wyprostować nogi – mówiła przygaszona. – Nie mogłam biec, musiałam zejść z trasy. Jestem bardzo rozczarowana, mam tylko nadzieję, że to nie oznacza dla mnie końca sezonu – powiedziała Edyta Lewandowska.

W tej sytuacji drugie skrzypce w polskiej ekipie grała Katarzyna Solińska. Dziewczyna, o której jeszcze niedawno w świecie biegów górskich mało kto słyszał, rozwija się niesamowicie. A przez Śnieżkę i w Karpaczu biega jej się doskonale! W marcu niespodziewanie wygrała w bardzo trudnych warunkach Zimowy Ultramaraton Karkonoski, teraz w debiucie w imprezie mistrzowskiej zajęła 18 miejsce z czasem 3:26:11 (straciła niespełna 18 minut do zwycięskiej Brytyjki Morgan).

– Trzy razy porzygałam się na drugim zbiegu ze Śnieżki, żołądek mi płatał figle, może za dużo zjadłam żeli, nie wiem – mówiła bardzo zmęczona na mecie. – Za Domem Śląskim musiałam się zatrzymać i opróżnić żołądek. Pomogło, bo z pustym mogłam już normalnie zbiegać. Ciężko było, na drugim podejściu łapały mnie skurcze, bardzo czułam mięśnie. Widać, że muszę jeszcze sporo pobiegać w wyższych górach, żeby ta trasa była dla mnie zjadliwa. Jestem bardzo zmęczona, ale równie bardzo zadowolona, bo dałam z siebie 100 procent i osiągnęłam naprawdę dobry wynik – cieszyła się Katarzyna Solińska. Ubiegłoroczny wynik z mistrzostw Polski na tej samej trasie poprawiła o (uwaga!) ponad 46 minut! 

Niedługo po Solińskiej na mecie pojawiły się dwie pozostałe Polki. Paulina Wywłoka była 23 (czas 3:29:20), Katarzyna Golba 25 (3:31:54). Obie pokiereszowane. Paulina nie miała na szczęście takich problemów żołądkowych jak w maju na Penyagolosie (MŚ na dystansie ultra), pobiegła mocno i dobrze, ale zaliczyła wywrotkę na drugim zbiegu ze Śnieżki i do krwi zdarła ramię, dłoń i kolano. 

Z kolei Kasia Golba, była chodziarka, miała wręcz zmasakrowane pięty, dobiegała i potem szła na palcach, bo nie mogła postawić na ziemi całych stóp. Bolało tak, że do punktu pomocy medycznej jeden z wolontariuszy zaniósł ją na rękach.

Mistrzem świata mężczyzn został najlepszy 2 lata temu, a czwarty przed rokiem w Premanie, Włoch Alessandro Rambaldini (2:39:18 godz.). Srebrny medal zdobył Czech Robert Krupiczka (nieco ponad półtorej minuty straty), a brązowy Amerykanin Joseph Gray, który finiszował 7 sekund po zawodniku zza naszej południowej granicy.

– Robert jest bardzo szczęśliwy – mówił o Czechu Krupiczce nasz Bartłomiej Przedwojewski. – To jego ostatni sezon w górach, więc medal na koniec kariery ma szczególny wymiar.

My mieliśmy nadzieję na medal Bartłomieja Przedwojewskiego, który sam zresztą w ten sposób określał swój cel na MŚ. Na półmetku w Karpaczu nasz zawodowy strażak był w ścisłej czołówce, zajmował piąte miejsce, ale już wtedy nie czuł się komfortowo. – Od początku nie biegło mi się dobrze, nie czułem luzu w nogach, podbiegi były dość męczące. Ale ruszając na drugą pętlę na trzeciej pozycji, myślałem, że powalczę o brąz, że dam radę dojść biegnących razem niewiele przede mną trzeciego i czwartego zawodnika. Ale nic z tego, do ciężkiej nogi doszła kolka... No, niestety, to nie był mój dzień – mówił bardzo zawiedziony Bartek.

Na drugim podbiegu na Śnieżkę, Przedwojewski spadł z piątego na siódme miejsce, na zbiegu w kierunku mety - o cztery kolejne. Finiszował jedenasty w czasie 2:48:16, prawie 9 minut po triumfującym Włochu. – Najgorsze było to, że rywale mnie mijali, a ja nie mogłem nic zrobić, bo coś mnie blokowało. Nie było mocy. Muszę się cieszyć z 11 miejsca – mówił, ale zapytany o rozczarowanie szybko dodał: – Mam duże ambicje, chciałem być znacznie wyżej, marzyłem o medalu... Pewnie ze dwa dni będę jeszcze się z tym zmagał, a potem... cóż, znów zabiorę do roboty. Jeszcze jest co zrobić w tym roku, nie odpuszczę! – zapewnił.

Zawiedziony swoim startem Bartek Przedwojewski komplementował koleżanki i kolegów z reprezentacji. – Bardzo cieszę się z sukcesu Dominiki Stelmach, widząc jak biega, po cichu liczyłem na jej medal. Chłopaki też super: Marcin Rzeszótko 2:51 (poprawił wynik sprzed roku o 12 minut - red.), Kamil Leśniak 3 godziny i sekunda (prawie 7 i pół minuty szybciej niż w mistrzostwach Polski 2017 - red.). Kurczę, wygląda to coraz lepiej, trzeba się naprawdę bardzo cieszyć – przekonuje.

Rzeszótko był na mecie osiemnasty, Leśniak finiszował na 36 miejscu.

Zakopiański góral był zadowolony z siebie. – Dałem z siebie 100 procent, więcej nie mogłem wykrzesać – zapewniał na mecie, po przekroczeniu której na dłuższy czas padł na ziemię. – Strasznie mi spięło nogi, na końcówce to nie wiedziałem, czy jeszcze w ogóle je mam – opisywał Marcin Rzeszótko. Na Śnieżkę wbiegało mi się nieźle, trochę gorzej było na dole, bo nie miałem szybkiej nogi, ale widziałem, że wielu miało tam problemy. Trasa nie jest bardzo trudna technicznie, za to oferuje mnóstwo szybkiego biegania i to jest spora trudność. Cieszę się, że poprawiłem wyniki z ubiegłego roku: miejsce z MŚ w Premanie (Marcin Rzeszótko był trzydziesty w MŚ 2017 - red.) i znacząco czas na trasie w Karpaczu.

A skoro o karkonoskim miasteczku mowa, nasz biegacz nie mógł się nachwalić organizatorów zawodów. – Rok temu po mistrzostwach Polski w Karpaczu myślałem, że tę super organizację trudno będzie przebić. Ale teraz jest jeszcze lepiej! Wielkie podziękowania dla organizatorów, burmistrza Karpacza i całej jego ekipy. Super zawody! – komplementował Rzeszótko.

Męska reprezentacja pechowców miała dwóch. Świetnie biegnący Krzysztof Bodurka miał przed startem problemy z mięśniem dwugłowym. Ale ten nie zawiódł. Stało się za to coś gorszego. – Mam spuchnięte śródstopie i nadciągnięte rozścięgno podeszwowe, strasznie mnie boli i nie bardzo mogę chodzić – opowiadał po wizycie i prześwietleniu w szpitalu. Badanie RTG na szczęście nie wykazało żadnego złamania.

Do szpitala w Bukowcu zakopiańczyk pojechał wraz z Rafałem Klechą, kolegą z hotelowego pokoju ("mamy pokój inwalidów" - śmiał się Rafał). Klecha dla odmiany, który na wczorajszym otwarciu mistrzostw był chorążym naszej reprezentacji, zaliczył spektakularny wypadek na pierwszym zbiegu spod Domu Śląskiego. – Zaryłem brodą w ziemię, solidnie ją rozciąłem i mam założone 3 szwy. Jako tako gadam, ale najgorsze, że nic nie mogę jeść – śmiał się.

Na koniec - o rywalizacji drużynowej, bo nasi biegacze mieli nadzieję na wysokie miejsca obu reprezentacji. Ostatecznie do medali trochę zabrakło. Panie zajęły wśród 14 drużyn piąte miejsce (od czwartego dzieli ich zaledwie punkt), co pokazuje, że gdyby nie pech Edyty Lewandowskiej medal byłby realny. Panowie uplasowali się na pozycji ósmej w gronie 15 zespołów. Na wynik drużyny składa się suma miejsc trzech najwyżej sklasyfikowanych biegaczy.

Wśród mężczyzn klasą dla siebie byli Czesi i Amerykanie, którzy mieli w czołowej dziesiątce po 3 zawodników. O 3 punkty lepsi byli nasi południowi sąsiedzi (Robert Krupiczka wicemistrz świata, Jirzi Czipa czwarty, a Ondrzej Fejfar dziewiąty). – Rewelacja, mieli dzisiaj dzień konia, pobiegli koncertowo! – skwitował Bartłomiej Przedwojewski. Nic w tym w sumie dziwnego, Czesi tak jak Polacy, biegali "u siebie", Śnieżka to ich najwyższa góra.  

Brązowe medale wywalczyli najlepsi przed rokiem biegacze z Włoch.

Wśród kobiet złoto niespodziewanie wywalczyły Austriaczki. Nie zdobyły medalu indywidualnie, ale pobiegły niezwykle równo. Sandra Koblmueller była 6, Katharina Zipser 10, a Karin Freitag 12. Dwoma punktami wyprzedziły Brytyjki (punktację "zepsuła" dopiero 24 na mecie Nichola Jackson, bo Charlotte Morgan została mistrzynią świata, a Victoria Wilkinson była piąta), a trzema biegaczki z Rumunii.  

Wyniki: 

Mężczyźni

Kobiety:

Pełne wyniki: TUTAJ

Piotr Falkowski / red.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce