Huragan Dennis i egzotyczny przybysz. Bartka Falkowskiego parkrun po irlandzku


Opublikowane w pon., 17/02/2020 - 15:18

Przybywa biegaczy, którzy startują wszędzie gdzie się da, często w nietypowych miejscach. Po udanym starcie w irlandzkim Armagh warszawianin Bartłomiej Falkowski (15:51 brutto - red) odwiedził jeden z parkrunów w Dublinie. I wygrał! Gdzie jak gdzie, ale parkuny najprzyjemniej biega się właśnie na Wyspach, mateczniku cyklu.

Bartka Falkowskiego można spotkać zwykle na którejś ze stołecznych lokalizacji parkrun, choć trudno go też nazwać stałym bywalcem. To do niego należy rekord trasy parkrunu na Polu Mokotowskim (16:08 - red). Tym razem Bartek miał okazję zobaczyć z bliska jak biega się śniadaniowe piątki w Irlandii.

- Start w Dublinie był podyktowany chęcią zrobienia treningu w trakcie wyjazdu i zobaczenia „jak wygląda to” na Wyspach. Byłem dwa dni po starcie w Armagh i nie wiedziałem na ile będzie mnie stać, ale jak prawdziwy „turysta-biegacz”, chciałem poza zabytkami i widokami poznać też lokalną kulturę biegową - mówi Bartek Falkowski.

Podstawową różnicę widać było już na pierwszy rzut oka – późniejszą godzinę startu, czyli 9:30. Dodatkowo, w samym tylko Dublinie, funkcjonuje aż osiem lokalizacji cyklu, choć miasto liczy nieco ponad 500 tysięcy mieszkańców. Dla porównania, ponad dwumilionowa Warszawa takich biegów ma „tylko” pięć.

- Zaskoczeniem była pora przybycia organizatorów. W trzech warszawskich parkrunach, w których brałem udział, organizatorzy przychodzili chyba na 15 minut przed startem. Tu byli już godzinę przed, rozstawiając na całej trasie strzałki i pachołki, zawiązując masę chorągiewek na prostej start- meta. Nie było to łatwe zadanie, bo w tym czasie w Irlandii szalał huragan Dennis i po kilku minutach część pachołków zdmuchnęło w głąb parku - relacjonuje Bartek.

Mimo sztormowej pogody, w parku Fairview stawiło się ponad 80 osób. Obecność Bartka organizatorzy uznali za pewną egzotykę.

- Start biegu wyglądał dokładnie tak jak w Polsce. Przywitanie, podziękowania dla wolontariuszy, przywitanie osób z innych lokalizacji. Pani koordynator śmiała się, że w egzotyczności przebił mnie tylko zawodnik z Australii – śmieje się Bartek Falkowski, który pokonał wyznaczony odcinek w 18:55. - Trasa biegu obejmowała trzy pętle z lekkim podbiegiem na każdej z nich. Większość trasy to równy asfalt. Był też trawiasty odcinek, który przy padającym deszczu, wymuszał zatrzymywanie się na zakrętach w celu uniknięcia upadku – opisuje.

Z powodu słabych warunków biegacz zrezygnował z walki o lepszy czas. Zresztą w czwartek poprawił nieznacznie swój rekord życiowy na 5 km.

Krystian Zalewski blisko wygranej w Armagh 5k. Aż 133 zawodników łamie 15 minut!

- Na całej trasie stali wolontariusze. Dopingujący krzyczeli „Go Poland”! - śmieje się nasz rozmówca.

- Przez wichurę i deszcz odpuściłem mocne bieganie i mogłem pouśmiechać się, nieco pomachać do zdjęć. Trasa w normalnych warunkach pogodowych jest tam dosyć szybka. Rekord to 15:50, czyli na poziomie mojej życiówki. W sztormie i przy braku chętnych do ścigania pobiegłem trzy minuty wolniej, jak mówiłem, w ramach szybszego rozbiegania.

Warszawianin jest pod wrażeniem popularności biegania w Dublinie. W zeszłym roku większość pakietów na tamtejszy maraton wyczerpała się po 40 dniach, a chodziło o niebagatelną pulę ponad 22 tys. numerów startowych. W tym roku organizatorzy wprowadzili loterię.

- Takim moim spostrzeżeniem była liczebność biegaczy w samym Dublinie. Na ulicach i w parkach było ich pełno i to na różnym poziomie zaawansowania. Popularne miejsca treningowe w Polsce wyglądają na puste w porównaniu z Dublinem. Tam co chwilę mija się pojedynczych biegaczy czy całe grupki. Czasem ma się wrażenie, że w parku jest ich więcej niż spacerujących - kończy Bartek Falkowski.

Wychodzi więc na to, że wygrana Adama Kszczota podczas mityngu w Glasgow, nie była jedynym zwycięstwem odniesionym w weekend na Wyspach!

RZ

fot: parkrun Dublin Fairview


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce