Koniec kwarantanny Marcina Lewandowskiego. "Motywację mam wciąż ogromną. Szkoda tylko umowy z żoną"


Opublikowane w pon., 30/03/2020 - 18:42

„Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – podsumowuje Marcin Lewandowski kończącą się dzisiaj o północy 2-tygodniową kwarantannę. Brązowy medalista mistrzostw świata w biegu na 1500 metrów musiał przez 14 dni przebywać w odosobnieniu po powrocie ze znacznie skróconego (przymusowo) zgrupowania wysokogórskiego w amerykańskim Flagstaff.

Lewandowski przebywał w Arizonie z mistrzem 800 metrów Adamem Kszczotem, trenerem Piotrem Rostkowskim i fizjoterapeutą Wojciechem Dybiżbańskim. Wszyscy musieli wrócić w niedzielę 15 marca do Polski i od tamtej pory, jak każdy przybywający zza granicy, przebywali na kwarantannie.

Jak najkrócej podsumujesz te 2 tygodnie zamknięcia?

Jednym zdaniem: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ja nie jestem typem człowieka, który dużo rozmyśla, skarży się i płacze nad tym co się stało. Wychodzę z założenia, że jeśli nie mam na to wpływu, to nie ma co zawracać sobie tym głowy. Po co mam się przejmować i zamartwiać? Jedyne co mogę zrobić, to dostosować się do sytuacji, respektować ją i dalej robić swoje tak jak warunki mi to umożliwiają. Ja zresztą uważam, że decyzja o izolacji jest jak najbardziej słuszna, bo sytuacja zdrowotna jest bardzo poważna. 

Ale uważasz, że Twoja sytuacja, tak jak zresztą wielu innych sportowców, jest bardzo trudna?

Oczywiście, bo przecież bardzo mocno szykowałem się do nadchodzącego sezonu. Przygotowaniom do igrzysk olimpijskich w Tokio podporządkowałem wszystko, poświęciłem życie prywatne, rodzinę i przyjaciół. Mam swoje lata (13 czerwca Lewandowski skończy 33 lata – red.) i młodszy już nie będę, przełożenie igrzysk o rok nie działa na moją korzyść. Ale jeszcze raz powtarzam: nie skarżę się, nie narzekam i nie zamierzam płakać.

Czyli kariera Marcina Lewandowskiego o co najmniej rok się przedłuży? To dobra wiadomość dla Twoich kibiców...

Wszystko przesunie się o 12 miesięcy. Po igrzyskach w Tokio planowałem zmierzać do końca kariery, jeszcze trochę startować, ale powoli schodzić na drugi tor. Okazuje się jednak, że w sezonie 2021 będzie jechał jeszcze pełną parą, bo muszę szczyt formy uzyskać na igrzyska, które zostaną rozegrane latem przyszłego roku.

A co w tym roku?

To na razie jedna wielka niewiadoma. Organizatorzy Mistrzostw Europy twierdzą na razie, że zawody w Paryżu odbędą się w końcu sierpnia. Póki co jest więc do czego trenować, realizować się i spełniać marzenia. Motywacji mi nie brakuje i na pewno jej nie stracę.

Można by odnieść wrażenie, że pandemia, która tak bardzo zmieniła i zmienia naszą codzienność, życia Marcina Lewandowskiego prawie w ogóle nie dotknęła.

Moje życie zmieniło się o tyle, że teraz spędzam cały czas z rodziną, a normalnie byłbym daleko od żony i dzieci, trenując na obozie gdzieś w dalekim świecie.

„Jest do czego trenować” - mówisz. Ale z prawa i lewa docierają od sportowców alarmujące wieści, że nie macie kompletnie żadnych warunków do treningu!

To prawda, że nie mamy, ale... powtórzę: co mogę z tym zrobić? Żalić się i krzyczeć na cały świat, że nie mam gdzie trenować? Bez sensu! W takiej sytuacji jest każdy, w niemal wszystkich krajach sportowcy mają gorsze warunki do treningu, każdy na tym bardzo straci i każdego będzie to bardzo kosztowało. Najlepsze więc co mogę zrobić, to wypracować najlepszą formę jaka jest możliwa w takiej sytuacji i ograniczonych warunkach: bez gór, w domu, bez grupy treningowej.

A przez ostatnie 2 tygodnie nawet bez ruszenia się poza obręb własnego miejsca zamieszkania.

Trening jest, oczywiście, dużo słabszy, objętościowo i jakościowo. Ale starałem się improwizować i wycisnąć, co się dało. Kolega dostarczył mi do domu bieżnię mechaniczną, więc codziennie trochę biegam, a poza tym wzmacniam się ogólnie ćwiczeniami. (czytaj dalej) 


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce