Kontuzja faworyta i spotkania z dzikami. 2. Łódzki Bieg Mikołajów [ZDJĘCIA]


Dwie duże górki i jedna nieco mniejsza. Ta sama co w zeszłym roku trasa, z kosmetycznymi zmianami by ominąć powalone drzewa, z których i tak kilka było trzeba przeskoczyć. Do wyboru jedna lub dwie pętle, czyli dystans 10.5 km albo półmaratonu. Śnieg, którego w lesie zostało jeszcze całkiem sporo. I błoto – bardzo dużo błota. Tak w skrócie wyglądał drugi Łódzki Bieg Mikołajów, rozegrany 3 grudnia w Lesie Łagiewnickim. Krótszy dystans wybrały 443 osoby, a 220 biegaczy wystartowało w połówce.

– Ta trasa ma być jak u Hitchcocka. Na początku trzęsienie ziemi, czyli ściana podbiegu na górkę zwaną Skocznią. A potem coraz ciekawiej – opowiada autor trasy Maciej Tracz, który drugi rok z rzędu pomaga zorganizować bieg Maciejowi Woźnickiemu, znanemu wśród łódzkich biegaczy ze sprowadzeniu parkrunu do miasta. I rzeczywiście w dalszej jej części zawodnicy przebiegali przez najwyższy punkt Lasu Łagiewnickiego (260 m n.p.m.), a półtora kilometra przed końcem pętli mieli do pokonania podbieg na górkę przy Kapliczkach, równie długi i stromy jak ten początkowy. Dla chętnych oczywiście te atrakcje były razy dwa.

Oprócz założenia otrzymanych w pakiecie mikołajowych bluz czy też czapek, niektórzy uczestnicy wykazali się dalej posuniętą kreatywnością. Jeden z nich przebiegł trasę z laską św. Mikołaja, wyposażoną w dźwięczący głośno dzwonek. Innego natomiast złapaliśmy na zdjęciu, jak żonglował trzema piłeczkami. Uchwycenie go nie było łatwe, ponieważ biegł przy tym naprawdę szybko.

Pod koniec pierwszego okrążenia na ostatnim podbiegu z dużą przewagą prowadzili razem dwaj faworyci, obaj startujący w półmaratonie: utytułowany średnio- i długodystansowiec Tomasz Osmulski oraz inny znany łódzki szybkobiegacz Maurycy Oleksiewicz, ostatnio więcej biegający w górach. Tomek w ubiegłorocznej edycji wsławił się „treningowym” pokonaniem... trzech pętli, chociaż oficjalnie startował tylko na jednej. Tym razem jednak kontuzja łydki nie pozwoliła mu ukończyć planowanego półmaratonu i musiał zejść z trasy w połowie drugiego okrążenia.

Na dystansie 10.5 km zwycięzca również wypracował sporą przewagę, lecz walka o kolejne miejsca była bardzo zacięta. Najszybsi byli: Robert Filipiak (43:56), Marcin Walczuk (45:08) i Michał Zawitowski (45:10) oraz Ewelina Trylańska (54:53), Anna Korzeniowska (56:21) i Paulina Zduńczyk (56:46).

– Byłam w zeszłym roku na inauguracji i teraz chciałam sprawdzić czy się poprawię, no i się udało – opowiadała najlepsza z pań Ewelina Trylańska. – Fajna trasa, warunki podobne jak wtedy, a ten podbieg na 9 km to jest wyzwanie! – Też biegłem tu drugi raz i poprawiłem wynik – powiedział Robert Filipiak – bo biegam w tym lesie kiedy się da, startuję też w Półmaratonie Szakala i Łódzkich Biegach Górskich. Teraz było nawet więcej błota, niż poprzednio!

W półmaratonie Maurycy Oleksiewicz ostatecznie wygrał z czasem 1:25:23, a podium dopełnili Michał Adamkiewicz (1:28:52) i Maciej Konwerski (1:31:54). Najszybsza z pań Edyta Bartela (1:48:20) również zwyciężyła z bezpieczną przewagą, o dwie i pół minuty wyprzedzając Renatę Kwiatkowską (1:50:52). Trzecia była Elżbieta Zawadzka (1:51:41).

Pełne wyniki obu dystansów można zobaczyć TUTAJ.

– Tomek już na ósmym kilometrze zaczął się uskarżać na bolącą łydkę i zastanawiał się, czy nie skończyć po jednym kole, ale na półmetku stwierdził, że spróbuje biec dalej – wspominał Maurycy – jednak na 14 km zwolnił, klepnął mnie w ramię i życzył powodzenia. Odtąd biegłem już sam. To był mój pierwszy poważny sprawdzian po trzytygodniowym roztrenowaniu. Wczoraj na Zdrowiu się przewentylowałem (drugie miejsce w biegu „Jestem Mikołajem” – red.), a dziś w końcówce dałem solidny wycisk swoim mięśniom. Na drugim kółku widziałem przebiegającą lochę z szóstką albo siódemką warchlaków. Tętno trochę poszybowało w górę, ale na szczęście nie była skora do konfrontacji – śmiał się zwycięzca.

Dzików nie spotkała na swojej drodze zwyciężczyni połówki Edyta Bartela, choć sama reprezentuje drużynę... Dzik Komando. W zeszłym roku była na mecie druga, mimo że miała najlepszy czas netto – nie ustawiła się na pierwszej linii i na początkowym odcinku przystopował ją tłum. – Tym razem biegło mi się lekko, praktycznie cały czas w tlenie, wyszedł mi wspaniały bieg! – przyznała.

Głosy zadowolenia przeważały też wśród pozostałych uczestników. Trudna i wymagająca trasa pasuje szczególnie „nizinnym góralom”, których jak widać nie brakuje w pozornie płaskiej Łodzi.

KM


Polecamy również:


Podziel się: