"Mój cel - życiówka w maratonie z nowym, znakomitym trenerem! Potem może rekord w Krynicy". Wojciech Kopeć i rosyjski kierunek


Opublikowane w czw., 07/02/2019 - 16:13

– Wracamy do obozu. Ruszasz właśnie w podróż do Moskwy, a wspominałeś coś o obozie wysokogórskim. Droga w góry wiedzie przez stolicę Rosji?

– Na razie nie mogę jeszcze powiedzieć, dokąd jadę się przygotowywać, to taka moja mała tajemnica z trenerem (śmiech). Za kilka dni zdradzę miejsce mojego obozu.

– Afryka, Stany Zjednoczone?

– Nie, właśnie nie! Żaden z tych kierunków! Nikt raczej z Polski nie jeździ w góry tam, dokąd ja się wybieram. Będę chyba pierwszym (albo jednym z pierwszych) polskich biegaczy, którzy tam się przygotowują. Jak ten kierunek się sprawdził dowiemy się w kwietniu… a może nawet nieco wcześniej, bo powrót do kraju planuję 29 marca i być może „prosto z samolotu” wystartuję kontrolnie w Półmaratonie Warszawskim. To zależy jednak od trenera, bo 2 tygodnie później jest Orlen Warsaw Marathon i to jest mój start priorytetowy. Trener zadecyduje, czy przed maratonem będę coś biegał.

– Skoro nie chcesz na razie zdradzić miejsca, powiedz chociaż, w jakich warunkach będziesz trenował na obozie. I kto wymyślił ten nietypowy kierunek?

– Będzie trochę cieplej niż w Polsce, ale nie aż tak, że 20 kilka czy 30 stopni. Miejsce to pomysł mojego nowego trenera. Duża niewiadoma dla mnie, bo ostatni raz na obozie w górach byłem w 2015 roku.

– Któryś już raz w tej rozmowie powtarzasz „mój trener”, teraz nawet „mój nowy trener”. Przecież Ty od kilku lat sam sobie jesteś sterem, żeglarzem i okrętem?

– Od 2016 roku trenuję sam. Ale teraz, skoro ma się coś na poważnie zmienić, zmienia się i to. Będę teraz pracował z trenerem!

– No to słucham, któż jest wybrańcem Wojciecha Kopcia?

– Wam pierwszym to zdradzam: moim trenerem będzie Dmitrij Safronow, jeden z najlepszych rosyjskich maratończyków w ostatnich latach, biegający na poziomie 2:09 (rekord życiowy 2:09:35, London Marathon 2011 – red.). Poznałem go ponad 10 lat temu w Los Angeles, gdy uczyłem się w USA. Byłem w odwiedzinach u studiującego tam kolegi, świetnego średniodystansowca Ireneusza Sekretarskiego. U  niego właśnie spotkałem Dimę, a 3 dni później Rosjanin „poleciał” swój najlepszy wynik na 10000 metrów (28:15 w Walnut – red.). Bardzo mi wtedy zaimponował, bo widziałem jak trenuje, całkiem inaczej niż znani mi biegacze. Potem, w 2010 roku, Safronow zdobył brązowy medal w maratonie na Mistrzostwach Europy w Barcelonie.

Wszystkie te najlepsze rezultaty Dima uzyskał trenując z Leonidem Szwiecowem, u którego swoje apogeum wynikowe osiągnęli w maratonie Henryk Szost i Marcin Chabowski. To jest dla mnie dodatkowa motywacja! Zaciekawił mnie bardzo ten trening, chcę uzupełnić swoją wiedzę o szkołę rosyjską, zobaczyć, czy na mnie zadziała tak dobrze, jak na naszych mistrzów. Safronow bardzo długo pracował ze Szwiecowem, więc mnie aplikuje dosłownie taki sam trening, uzupełniając go jeszcze o elementy treningu amerykańskiego i myśli szkoleniowej słynnego włoskiego coacha Renato Canovy (trenera wielu rekordzistów i mistrzów świata, m. in. etiopskiego maratończyka Kenenisy Bekelego), bo przez rok trenował pod jego okiem w Kenii. Dima ma więc ogromną wiedzę, a dzięki temu wzbogaci się i moja wiedza, przez co ja z kolei, oprócz podniesienia swojego poziomu biegowego, będę też lepszym trenerem dla moich zawodników.

Dzisiaj w Moskwie spotkam się z Safronowem po 6-7 latach przerwy, a potem lecę na wspomniany już obóz. Już wiem, że to będzie całkiem inny trening niż do tej pory, powiedziałbym nawet – dziwny trening, całkiem inna szkoła, więc bardzo jestem ciekawy, co z tego wyjdzie. Robi się dużo kilometrów przed treningiem tempowym, a także zaraz po „tempie”, dużo trenuje się na samopoczucie. Orlen Warsaw Marathon, choć będę walczył o „życiówkę”, jeszcze nie będzie podstawą oceny, bo po 3-4 miesiącach trudno wyrokować o skuteczności treningu. Najważniejsza będzie jesień. A na Orlenie chcę walczyć o medal Mistrzostw Polski i czas co najmniej poniżej 2:20.


Polecamy również:


Podziel się: