Super para! Bartosz Gorczyca i Ewa Majer wygrywają Bieg 7 Dolin 100 km! Rekordy trasy z coraz dłuższą brodą [ZDJĘCIA, WIDEO]


Bartosz Gorczyca obronił tytuł mistrza najdłuższego dystansu Ultramaratonu Wyszehradzkiego im Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Biegu 7 Dolin 100 km! Pochodzący ze Skołyszyna, a mieszkający w Krynicy zawodnik udowodnił, że potrafi się bardzo dobrze przygotować do głównego startu sezonu i zdystansował konkurencję na najdłuższej festiwalowej trasie.

- Na tej trasie biegam i trenuję. Mógłbym ją przebiec nawet bez oznaczeń. To daje mi przewagę, wiem, jak ułożyć bieg - mówił na mecie Bartosz Gorczyca, który przeżywał ciężkie chwile, gdy wybiegał z Piwnicznej i w drodze do Wierchomli. - Musiałem się tam mocno skupić, żeby przebierać nogami. Potem trochę się odbudowałem. Wiedziałem, że mam około pięciominutową przewagę nad drugim zawodnikiem, więc do końca starałem się już pokonywać trasę biegiem. Ostatnie 20 km biegłem już bez przerwy, i podbiegi i zbiegi - wyjaśnił Bartosz Gorczyca.

Na mecie Gorczyca uzyskał czas 9:03:45 - o ponad 20 minut lepszy od ubiegłorocznego. Niestety nie udało się pobić rekordu trasy Węgra Nemetha Csaby - wynik 8h51 zapuszcza brodę, co, jak wyjaśnił Bartosz, może mieć swoje źródło w dwóch odcinkach, gdzie narzucił sobie za szybkie tempo.

Drugie miejsce zajął doświadczony zawodnik z Czech Marek Causidis.

- To był piękny bieg, było wspaniale i nie przeszkadzał mi ciężki teren. Od początku do końca było super. Przez 3 miesiące miałem kłopoty zdrowotne, ale wróciłem do formy. Bieg układał mi się dobrze, może koło 40. kilometra miałem trudności. Dużo wysiłku wymagał podbieg na Przechybę - mówił czeski zawodnik, który na co dzień trenuje w okolicach Ostrawy, często startuje też poza granicami Czech. Pokonał trasę Ultra Pirineu, biegał w Val d’Isere, a trasę Biegu 7 Dolin pokonał w czasie 9:13:56.

Sensacyjne trzecie miejsce wywalczył maratończyk Wojciech Kopeć, który uzyskał wynik 9:22:11. Na metę przybiegł wyczerpany. Ból mięśni był tak dokuczliwy, że służby medyczne kilkakrotnie upewniały się, czy nie rezygnuje z pomocy zbyt pochopnie. Po chwili odpoczynku, Wojtek... poszedł na wywiad do TVP 3. 

- Wydolnościowo wszystko było w porządku, natomiast mięśniowo masakra. Chciałem złamać rekord, a nie byłem do tego przygotowany. Pierwsze 6 km zamierzałem pobiec spokojnie, bo było pod górkę. Trzymałem się Bartka Gorczycy. Potem jednak pomyślałem, że spróbuję biec mocno. Wiedziałem, że z Bartkiem nie wygram, ale mimo to wolałem uciekać niż gonić - relacjonował biegacz z Olsztynka. - Na 51 km Bartek doszedł mnie na zbiegu. Przybiliśmy piątkę i dostałem od niego radę, żeby zaoszczędzić siły na końcówkę. Czech dogonił mnie 10 km później. Końcówkę zrobiłem spokojnym tempem - opowiadał Wojtek Kopeć.

Jak przyznał Wojtek, problemy z mięśniami zaczęły się koło 40 kilometra. Zbyt szybkie tempo spowodowało, że resztę trasy pokonywał na sztywnych nogach, a na mecie nie mógł się na nich utrzymać. Cierpienie na trasie nie powstrzymuje jednak ambitnego maratończyka przed kolejnymi startami. W tym roku startuje na nietypowych dla siebie biegach, a kolejny ma w kalendarzu już za tydzień.

Partnerka nie chciała być gorsza

Rywalizację Pań wygrała Ewa Majer z czasem 10:21:36, o 40 minut gorszym niż w rekordowym 2015 r. Lepsza połówka Bartosza Gorczycy od początku plasowała się w czołówce, ale po tym, jak zaczęło jej dokuczać kolano, nie mogła już planować rekordu trasy.

- Na początku biegłam z myślą o rekordzie. Miałam nadzieję, że to może się udać. Od 50. kilometra kolano bolało mnie tak bardzo, że myślałam już tylko o tym, czy wytrwam, czy nie wytrwam. Na szczęście się udało. Było grubo, dlatego to wyjątkowa radość dla mnie, że wygrałam - mówiła Ewa Majer, która powiedziała nam, że uwielbia biegać w okolicach Krynicy i chętnie zawsze tutaj wraca.

Super para polskiego ultra zarobiła dziś w Krynicy aż 54 tys.zł - po 25 tys. za wygraną i po 2 tys. w kat. "Najlepszy Polak / Polka", w której nagrody ufundował Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. Gratulujemy rozbieganej parze!

Drugie miejsce wśród kobiet zajęła Paulina Wywłoka z czasem 10:41:08

- Do Rytra biegło mi się naprawdę fajnie, ale pod Wierchomlę opadłam z sił. Przyszedł kryzys, potem minął kryzys. Raz było lepiej raz gorzej. Najgorszy był dla mnie zbieg do Piwnicznej po betonowych płytach. Kolana dostały tam swoje. Bałam się trochę o kostki, bo nie tak dawno skręciłam najpierw jedną, potem drugą, ale obyło się bez wypadku. Najbardziej w tym biegu zaskoczył mnie moment, gdy wyprzedziłam Magdę Łączak. Od razu pomyślałam, że coś musi być nie tak, inaczej by mi się to nie udało - mówiła nam Paulina Wywłoka.

Intuicja jej nie zawiodła. Coś było nie tak:

- Trzykrotnie upadłam i to dosyć niefartownie. Raz mocno uderzyłam kolanem, które potem mi dokuczało, potem zbiłam udo. W sumie, nie jestem obłożnie chora i gdyby od ukończenia biegu 100-kilometrowego miało zależeć moje życie, to pewnie bym do tej mety dobiegła. Jednak kontynuacja biegu nie miała żadnego sensu. Nie byłoby żadnej przyjemności z pokonania trasy i wspaniałych wspomnień. Wolę kibicować Pawłowi Dybkowi i innym zawodnikom - wyjaśniła nam Magda Łączak.

Podium dopełniła Paulina Janik z czasem 11:15:13

- Na końcówce trasy biegłam asekuracyjnie, miałam kryzys i po prostu bolało. Jestem przeszczęśliwa, że nie tylko dobiegłam cała i zdrowa do mety, ale jeszcze zajęłam trzecie miejsce w moim pierwszym tutaj biegu na 100 km! - cieszyła się pani Paulina. 

Wyniki: TUTAJ

IB

Polecamy również:


Podziel się: