"Nie pokłóciłem się z żadną zawodniczką czy trenerem" - Aleksander Matusiński, trener sztafety 4x400 m. "W Tokio medal i życiówki"


Opublikowane w wt., 15/10/2019 - 15:21

– Pierwszy w historii indywidualny finał 400 m na mistrzostwach świata - i od razu z dwiema Polkami, piąte miejsce sztafety mikst z rekordem Polski poprawionym o 3 sekundy, a przede wszystkim srebrny medal sztafety 4x400 m kobiet z rekordem kraju lepszym o blisko 3 sekundy i wygrana z Jamajką oraz Brytyjkami. O niczym więcej chyba nie mogłem marzyć! – ocenia start swoich zawodniczek na lekkoatetycznych MŚ w Dosze Aleksander Matusiński, trener kadry 400 m kobiet.

– Nic już nie mogło być lepiej?

– Może nieco wyższe miejsce w mikście... Ale to konsekwencja obecnego poziomu naszych panów na 400 m. A jeśli chodzi o dziewczyny: z Amerykankami nie wygramy. Justyna Święty-Ersetic, gdyby była bardziej wypoczęta, mogła być o jedno miejsce wyżej, czyli szósta, w finale indywidualnym, zabrakło jej tylko 6 setnych sekundy do Jamajki McPherson. Miała za słabą reakcję startową.

– Ale pretensji do Justyny pan nie ma?

– Awansowała do finału MŚ. Nie mam prawa mieć cienia pretensji.

– A zaskoczyła pana świetna forma Patrycji Wyciszkiewicz?

– Gdyby patrzeć na cały jej sezon, na pewno mogło to być zaskoczeniem. Ale od sierpniowych mistrzostw Polski była ze mną na zgrupowaniach i widziałem, że jej forma rośnie. Była dobrze przygotowana, natomiast nie sądziłem, że aż tak bardzo dobrze. To było super bieganie, tym rzeczywiście nieco mnie zaskoczyła.

– Patrycja powiedziala mi, że bardzo ucieszyła się z pańskiego zaufania, tego, że mimo słabego startu w MP dostrzegł pan wzrost jej formy i wystawił w Katarze w eliminacjach sztafety.

– To nie był tylko ten jeden nieudany start, Patrycja cały sezon letni miały słaby. Gdybym nie widział na zgrupowaniach przed Katarem jak ona biega i gdyby nie sprawdzian, nie dostałaby tej szansy. Ja zawsze podejmuję decyzje na chłodno, reaguję na bieżąco. O jej bieg w eliminacjach byłem więc spokojny. Dziewczyny miały powiedziane, że Justyna Święty-Ersetic i Iga Baumgart-Witan mają pewne miejsce w finale, a pozostałe o nie walczą. I Patrycja Wyciszkiewicz sobie to miejsce wywalczyła.

– A co zdecydowalo o tym, że w finale postawił pan na Patrycję, a nie Annę Kiełbasińską?

– Liczby. Matematyka. Lepszy wynik Patrycji w biegu eliminacyjnym. Uwzględniając korekty czasu ze startu lotnego, do którego dodaje się 0,7 sekundy, pobiegła niecałe pół sekundy szybciej od Ani.

– I w finale Patrycja pobiegła doskonale, zmierzony jej czas 49,70 sek. (też ze startu lotnego) był rewelacyjny!

– Proszę się nie sugerować czasem podawanym w wynikach mistrzostw świata, tam było trochę przekłamań. Mierzyliśmy sami stoperami i Patrycja osiągnęła czas 49,9-50,0. Ale i tak, oczywiście, był to najszybszy bieg Polki w sztafecie od wielu lat. Drugi czas ma Justyna Święty, też w Katarze, tyle że w mikście – 50,11, a Małgorzata Hołub-Kowalik kiedyś pobiegła 50,20 sek.

– To aż żal, że będąc w takim gazie, Patrycja Wyciszkiewicz nie wystartowala na MŚ w biegu indywidualnym.

– Ale żal do kogo? Na mistrzostwach Polski uzyskała czas 52,70, nie miala minimum na start indywidualny na 400 m. Teraz to tylko gdybanie. Nie wiem, czy by wygrała z Igą Baumgart, której nie pokonała od 3 czy 4 lat, nie mówiąc o Justynie. To że ktoś biega w sztafecie 50 sekund nie znaczy, że w starcie indywidualnym osiągnie 50 i pół sekundy. To tak nie działa. (czytaj dalej)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce