Sabina Bartecka - Ambasadorka Festiwalu Biegów, dziennikarka, pogromczyni Diablaka! „Triathlon zmienił całe moje życie”


Opublikowane w pt., 05/07/2019 - 08:22

Co było najpierw? Która dyscyplina jest Ci najbliższa? Bieganie, rower, pływanie czy może tri jako całość?

Najpierw było pływanie, ale amatorskie i rekreacyjne. Nauczyłam się pływać kraulem sama, zawożąc córkę na lekcje pływania. Ona miała lekcję a ja w tym czasie pływałam sobie żabką (odkrytą). Któregoś razu postanowiłam jednak spróbować płynąć kraulem. Najpierw było to kilka metrów, ale stopniowo wydłużałam dystanse. Po kilku miesiącach pływałam już po 2 kilometry. W tym czasie mąż zaczął biegać. W naszym mieście tworzył się wtedy klub biegowy HRmax Żory, którego zostaliśmy członkami. Mąż zaimponował mi swoimi osiągnięciami, ale też poprawą kondycji i kilogramami, których z każdym kilometrem zaczęło mu ubywać! Za jego namową zaczęłam więc biegać.

Początki nie były łatwe, ale to znają wszyscy biegacze. Do triathlonu i biegów górskich namówił mnie mąż, znając mnie i moje predyspozycje. Jestem typem wytrzymałościowca. Najgorsze biegi dla mnie? To piątki! A triathlon to połączenie trzech dyscyplin, które kocham.

Dlaczego akurat triathlon?

Bo to najfajniejsza sportowa przygoda w moim życiu. Uwielbiam nieprzewidywalność i emocje, jakie daje ta dyscyplina sportu. Trzy różne konkurencje: każda inna, każda równie cudowna. Sama już nie wiem, czy bardziej lubię biegać, pływać czy jeździć na rowerze. Kocham wszystkie te dyscypliny! I dzięki triathlonowi mogę je wszystkie trenować. Dzięki niemu w wieku 40 lat stanęłam wielokrotnie na najwyższym stopniu podium. Dla amatora, który nigdy nie był związany ze sportem, to cudowne i magiczne uczucie. Bo jestem silna, mam świetną kondycję i chyba tylko w tym sporcie, mogę na równi konkurować z mężczyznami. Triathlon zmienił całe moje życie. Sprawił, że zaczęłam w siebie wierzyć i pokochałam się na nowo!

A dlaczego Różowe TRI?

Róż to kolor mojego kasku, ale też pomadki, której używam na wszystkich zawodach. Często też mam na sobie jakieś różowe ubranie. Na zawodach triathlonowych nie jest łatwo dobrze wyglądać, a różowa pomadka i okulary słoneczne robią robotę. Róż kojarzy się ze mną, jest czymś co mnie wyróżnia, a sama nazwa dobrze brzmi.

Czym się zajmujesz na co dzień i jak godzisz to z pasją?

Jestem dziennikarką i prowadzę dwutygodnik gminy Pawłowice „Racje Gminne”. Uwielbiam trenować, a treningi nie są dla mnie obowiązkiem czy wyrzeczeniem, ale ogromną radością. To dla mnie nagroda po ciężkim dniu w pracy, ale też sposób na spędzanie czasu z mężem, także triathlonistą, oraz możliwość wyjazdów wspólnie z córkami (10-letnią Leną i 15-letnią Mileną) w wiele fajnych miejsc.

Co po Diablaku? Jakie masz teraz plany i cele?

Plany krótkoterminowe: starty w Sosnowcu, Katowicach i w połowie sierpnia Ironman Bydgoszcz - Borówno (pełny dystans). W listopadzie czeka mnie też maraton w Nowym Jorku, miałam szczęście w losowaniu! W przyszłym roku jakieś zawody pod logo Ironman i zaczynam projekt walki o kwalifikację na Mistrzostwa Świata na Hawajach. Kona to marzenie wszystkich triathlonistów, w tym także moje!

Jako ambasadorka Festiwalu zapewne planujesz start w Krynicy... co wybierasz?

W ubiegłym roku startowałam w Biegu 7 Dolin – 64 km, więc w tym roku chcę się zmierzyć z legendarną „setką”.

Trzymamy zatem kciuki za wszystkie plany i do zobaczenia w Krynicy!

Rozmawiała Katarzyna Marondel


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce