Tatra Fest Bieg - mokro, trudno, bardzo udanie


Opublikowane w wt., 30/09/2014 - 15:55

W miniony weekend została zorganizowana pierwsza edycja "Tatra Fest Bieg". Dwudniowa impreza oferowała uczestnikom dwa dystanse. Pierwszy z nich "Ultramaraton Tatrzański" przebiegający w dużej części na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, odbywał się na dystansie 48 km. Łączna suma przewyższeń wynosiła 1746 m. W drugim zaś, w  "Tatrzańskiej dziesiątce", jak sama nazwa wskazuje, zawodnicy mieli do pokonania 10 km i 400 m pod górę.

Imprezę podsumowuje Bartłomiej Trela

Podczas piątkowej odprawy zawodników na dystansie ultra, organizatorzy po wcześniejszym zapoznaniu się z warunkami panującymi na szlakach, ze względu na zalegający śnieg, bardzo słabą widoczność oraz prognozy pogody, zmienili przebieg trasy rezygnując z najwyższego szczytu na trasie. Dla zobrazowania warunków, jakie panowały na Wołowcu tego dnia, wyświetlono kilkusekundowy filmik. Początkowa wersja kierunku, Schronisko w Dol. Chochołowskiej Grześ Rakoń Wołowiec Polana Chochołowska, została  odwrócona tak, aby zawodnicy nie zbiegali po zalegającym śniegu w stromym terenie.

 Start sobotniego Ultramaratonu rozpoczął się sprawdzaniem obowiązkowego wyposażenia i rozgrzewkowym biegiem od Parku Miejskiego, gdzie była umiejscowiona meta, przez Krupówki do dolnej stacji kolejki na Gubałówkę.

O godzinie 8:30, po nerwowym dreptaniu w miejscu, z ręką na zegarku, nastąpił "ostry" start. Był chyba najwolniejszym ostrym startem, jaki w życiu widziałem. Po kilku metrach ponad setka zawodników musiała się zmieścić w ciasnym przesmyku pomiędzy ogrodzeniem kolejki, a placem zabaw. Taki widok malował uśmiechy na twarzach uczestników. Uśmiech na pewno się przydał, bo wraz z przekroczeniem linii startu zaczął padać deszcz.

Pierwszy odcinek to 300-metrowa wspinaczka na Gubałówkę (1119 m n.p.m.). Dalej trasa trochę się wypłaszczyła  prowadząc zawodników w kierunku Butorowego Wierchu (1156 m n.p.m.). Potem już z górki, po wygodnej drodze, zielonym szlakiem, do pierwszego punktu odżywiania w Kirach. Dobrze zaopatrzony bufet i super doping na pewno pomógł przemokniętym uczestnikom.

Pierwszy kontakt z odcinkiem trasy przebiegającym przez  teren TPN, był zapowiedzią tego,  czego można się było spodziewać dalej. Kiedy zawodnicy dobiegali do asfaltowej drogi prowadzącej na Polanę Chochołowską, byli już dokładnie przyozdobieni błotem. Na Siwej Polanie pierwsza dwójka wypracowała sobie dość znaczną przewagę. Stawka mocno się rozciągła. Mijający mnie zawodnicy, powyżej pierwszej dziesiątki, przemierzali kolejne kilometry w grupach. To na pewno pomagało im w podtrzymaniu uśmiechu na twarzy mimo padającego  deszczu. Temperatura również nie była sprzymierzeńcem oscylując w granicach 5-8 stopni.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce