Technicznie, wysoko i obowiązkowo w Krynicy. Natalia Tomasiak w sezonie 2018


Młoda, zdolna, ambitna. Co planuje i czym zaskoczy nas w 2018 r.? Pytamy.

Redakcja: Natalia, po pierwsze co u Ciebie słychać? Obserwując Twoje media społecznościowe, widać, że sporo się u Ciebie dzieje, ale proszę uporządkujmy to wszystko. W zeszłym roku zakończyłaś sezon 15. miejscem na Mistrzostwach Europy Skyrunning w Hiszpanii. Co się działo od tego czasu?

Natalia Tomasiak: To prawda, że nie afiszuje się specjalnie z tym co aktualnie robie na co dzień, ale rzeczywiście w ostatnim czasie moje życie nieco przyspieszyło, zarówno zawodowo jak i mam nadzieje sportowo.

fot. Konrad Rogoziński - Photogenium

No to musimy Cię pociągnąć za język...

Przede wszystkim kilka miesięcy temu zmieniłam stanowisko pracy, które dosyć mocno angażuje mój czas. Moja praca stałą się bardziej interesująca, ale jednocześnie wymaga ode mnie większego zaangażowania i przygotowania, tym bardziej się cieszę, że udaje mi się przy tym wszystkim w miarę regularnie trenować. Co więcej po raz pierwszy od trzech lat czuje, że rzeczywiście biegam szybciej, chociaż póki co to tylko przeczucia, dlatego, że nie startowałam jeszcze w tym roku nigdzie na poważnie.

No właśnie. W tym roku mogliśmy zobaczyć Cię tylko na Zimowym Półmaratonie Gór Stołowych oraz na zawodach skitourowych. W minioną sobotę wystartowałaś też w Sztafecie Górskiej, ale to chyba nie były jeszcze poważne sprawdziany formy.

Tak, to prawda, startowałam w styczniu na połówce w Karłowie, a potem dwukrotnie na zawodach skitourowych i mimo, że to była bardziej zabawa niż ściganie byłam zadowolona ze swoich wyników. Udawało się stawać na podium. Przegrać w zawodach z Magdą Łączak o dwie minuty to raczej powód do radości niż smutku. Na skitourach, to póki co dziewczyny, które się w nich specjalizują są dla mnie nieosiągalne, ale też wydaje mi się, że skracam do nich dystans. Niestety moje umiejętności typowo techniczne, jak na przykład szybkie ściąganie i zakładanie fok, pozostawiają wiele do życzenia, ale uwielbiam spędzać czas na skitourach i na pewno nie dam się zamknąć tylko na bieganie.

Zresztą jeśli chodzi o skitoury to przede wszystkim lubię trudne górskie wycieczki z elementami technicznymi, a zawody to tylko dodatek, nigdy nie trenowałam pod tego typu imprezy. W tym roku w marcu byłam na wyjeździe skitourowym, gdzie przez prawie dwa tygodnie codziennie robiliśmy dość trudne wycieczki na nartach. Przeszliśmy kilkudniowy trawers w górach, gdzie przez wiele dni byliśmy zdani sami na siebie. Ten wyjazd zaliczam jakby do mojego kalendarza sportowego, powiedzmy, że to był mój „projekt” outdoorowy.

2018 to rok Mistrzostw Świata. W Polsce odbędą się Mistrzostwa Świata w Długodystansowym Bieg Górskim, w połowie maja w Hiszpanii Mistrzostwa Świata w Trailu, a w połowie września Mistrzostwa Świata w Skyrunning. Czy gdzieś zobaczymy Cię ta tych imprezach?

Oj, poruszamy chyba jeden z trudniejszych tematów, chce się powiedzieć temat rzeka. Chyba wszyscy zauważamy, że imprez rangi mistrzowskiej, prestiżowych biegów, dużych festiwali jest już tak dużo, że rzeczywiście trzeba w tym mocno siedzieć, żeby się połapać. Mnie przede wszystkim interesuje w tym roku podniesienie poziomu sportowego, ale przy zachowaniu odpowiedniej równowagi w tym wszystkim. Chciałabym się rozwijać, ale muszę pamiętać o swoim życiu zawodowym. Poza tym ja uwielbiam startować tam gdzie jest ciekawie i tam gdzie jeszcze nie byłam, a nie tam gdzie by wypadało. Staram się wybierać imprezy i kierunki, które są dla mnie inspirujące sportowo, ale też powiedzmy krajoznawczo. Większość swoich startów opłacam sama więc tym bardziej to ja decyduje gdzie jechać.

Co do MŚ w Trailu, to dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w Mistrzostwach, niestety termin, profil i przede wszystkim długość trasy nie jest dla mnie. Nie czuje się jeszcze na siłach biegać na dobrym poziomie 85 km, dlatego zrezygnowałam z udziału. Myśle, że są w Polsce dziewczyny, które mogą pobiec ten dystans świetnie i to one powinny jechać. Będę na pewno mocno kibicować.

Jeśli chodzi o Karpacz to też wykluczyłam ten start, zresztą nawet do końca chyba nie wiadomo jakie są kryteria udziału w Mistrzostwach (eliminacje podczas Biegów w Szczawnicy – red.). Poza tym dokładnie dzień wcześniej wystartuje w imprezie, która będzie dla mnie dużym wyzwanie górsko-sportowym - Monte Rosa Skymarathon we włoskich Alpach. Tam będę biegała na wysokości 4500 metrów. Zresztą biegi techniczne, z dużą ilością przewyższeń, rozgrywane na dużych wysokościach to jest to co lubię biegać najbardziej. Będę chciała zatem pojawić się na Mistrzostwach Świata Skyrunning w Szkocji na dystansie ultra, ale zobaczymy czy wystarczy mi skarbonki i dni urlopowych.

Powiedz coś więcej o Monte Rosie. Rozumiem, że to impreza docelowa w pierwszej części sezonu.

Chyba tak, ja w ogóle sezon rozpoczynam w miarę późno ze względu na to, że zimą bardzo dużo czasu staram się spędzać na skitourach, dlatego nie jest mi łatwo być w formie na wiosnę. Jeśli chodzi o Monte Rose to jest to najwyżej rozgrywany bieg w Europie. Ma co prawda tylko 34 km długości, ale wbiega się tam aż na 4500 km. Biega się w parach, a klasyfikacje są prowadzone tylko w parach męskich i żeńskich. Można biegać mixem, ale wchodzi się w klasyfikację razem z mężczyznami. Wcale nie było łatwo znaleźć koleżankę z którą mogłabym pobiec czy której pasowałby tego typu bieg. Zaczęłam się już nawet rozglądać za kimś z zagranicy, na szczęście rękawice podjęła Ania Figura z czego bardzo się cieszę.

Z tego co mówisz wynika, że póki co są dwa cele na ten sezon Mote Rosa i MŚ Skyrunning Ultra, a co jeszcze. Gdzie pobiegniesz na wiosnę? Zobaczymy Cię w Szczawnicy?

Nie, postanowiłam odpuścić Szczawnicę, tym bardziej, że dostałam zaproszenie na Festiwal Vall de Ribes do Hiszpanii, który jest w tym samym dniu. Pobiegnę tam dystans 43 km, ale z ilością prawie 3200 metrów przewyższeń. Bieg kończy się trzema górami o wysokości 2 tyś metrów, także będzie co robić. To będzie start mocno kontrolny, nie nastawiam się na jakieś wielkie ściganie. Najbliższy weekend zamierzam spędzić na skitourach.

Szczawnicę, mimo sentymentu do trasy i organizatorów, odpuszczam. Startowałam tam już kilka razy, udało mi się wygrać Chyżą Durbaszkę, w zeszłym roku zwyciężyłam na dystansie Wielkiej Prehyby. Formuła się jakby nieco wyczerpała, przyszło zaproszenie z Hiszpanii gdzie trasa jest stosunkowo techniczna i wysoka jak na rozgrywaną o tej porze roku, dlatego sezon zainauguruje właśnie tam.

W planach mam jeszcze kilka zawodów bardzo technicznych i naprawdę ciekawych, ale zobaczymy na co pozwoli zdrowie i Szef w pracy. Dlatego póki co nie zapeszam

A gdzie zobaczymy Cię w Polsce?

Na pewno pojawię się Lądku Zdroju. Oczywiście będę też na Festiwalu Biegowym w Krynicy-Zdroju. Nie mogę opuścić imprezy w swoim rodzinnym mieście.

Ciężko mi co prawda będzie wystartować w czymś długim, ale może w końcu uda mi się wystartować w Biegu na Jaworzynę. Kiedy jestem w domu, Jaworzyna to obowiązkowy element każdego treningu, chociaż zawsze wbiegam drogą transportową. Sama jestem ciekawa jak szybko byłabym w stanie dotrzeć na szczyt. Zresztą nawet jeśli miałabym się pojawić na Festiwalu tylko jako kibic, to z pewnością to zrobię. Obiecuję też, że kiedyś zmierzę się tam z trasą B7D na 100 km, ale to jest perspektywa co najmniej 2-3 letnia.

fot. Konrad Rogoziński - Photogenium

Czego można Ci życzyć w nadchodzącym sezonie?

Zdrowia i radości z biegania. Z resztą sobie poradzę!

red. 


Polecamy również:


Podziel się: